Dolar amerykański  / autor: Pixabay
Dolar amerykański / autor: Pixabay

Wkrótce możemy się zorientować, że żyjemy w „złotej erze oszustw” – ocenia słynny inwestor Jim Chanos, który zdobył sławę, przewidując aferę Enronu, dzięki czemu nieźle zarobił.

Kiedy pod koniec 2000 r. notowania akcji amerykańskiego giganta energetycznego Enron zbliżały się do 90 dol., prawie pięciokrotności kursu sprzed ledwie trzech lat, mało kto mógł przypuszczać, że za 12 miesięcy spółka będzie bankrutem. Jednak to właśnie wtedy szerzej nieznany w środowisku finansowym zarządzający funduszami Jim Chanos zajmował potężne i obarczone wielkim ryzykiem pozycje nastawione na jej upadek.

W oczach postronnych obserwatorów ta strategia mogła zakrawać na szaleństwo. Inwestorzy z nowojorskiej giełdy uwielbiali Enron. Magazyn „Fortune” kolejny rok z rzędu przyznawał spółce tytuł najbardziej innowacyjnego przedsiębiorstwa w USA, a za pierwszy kwartał 2001 r. spółka miała zaraportować 536 mln dol. zysku.

Dzisiaj odkrywca prawdopodobnie największej afery finansowej ostatnich dekad ma dla inwestorów niepokojące wiadomości. W grudniowym wywiadzie dla agencji Bloomberg Jim Chanos przyznał, że obecnie pozycje nastawione na zniżki stanowią aż około jednej trzeciej portfela zarządzanego przez niego funduszu. Weszliśmy w „złotą erę oszustw” i prędzej czy później stanie się to dla inwestorów oczywiste – powiedział Jim Chanos.

To oznacza, że finansista stawia niespotykanie duże pieniądze na załamanie notowań sporej grupy spółek – zazwyczaj takie pozycje odpowiadają za 10–15 proc. wartości portfela jego funduszu.

businessinsider.com.pl/kp