Ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Georgette Mosbacher. Foto: PAP
Ambasador Stanów Zjednoczonych w Polsce Georgette Mosbacher. Foto: PAP

W rozmowie z „Der Spiegel” były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder zastanawiał się „czy Polska i Węgry są jeszcze demokracjami, czy bardziej już państwami autorytarnymi”. Z odpowiedzią pospieszyła… ambasador USA w Polsce Georgette Mosbacher.

– Proszę popatrzeć na Polskę i Węgry. Czy to są jeszcze demokracje, czy raczej coraz bardziej państwa autorytarne? Gdzie podziały się wartości w polityce zagranicznej? CDU i CSU nie są nawet w stanie pożegnać się z partią premiera Węgier Viktora Orbana, lecz kooperują z nią w Parlamencie Europejskim – grzmiał Schroeder.

Na te słowa niespodziewanie zareagowała Georgette Mosbacher. „Nie zgadzam się. Polska ma wolne i uczciwe wybory, niezależne media, wolność do protestowania bez narażania się na prześladowanie i dobrze prosperującą klasę średnią. Jaka część tego nie stanowi demokracji?” – napisała na Twitterze.

To spora zmiana w narracji amerykańskiej ambasador. Jeszcze niedawno chciała ingerować w rynek medialny w Polsce. Groziła, że zagraniczni inwestorzy uciekną z naszego biednego kraju. Mosbacher ubolewała także nad stanem tzw. praw człowieka w Polsce.

Najwyraźniej nastawienie ustępującej ambasador do polskiej „kolonii” zmienił Krzyż Wielki Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej, którym odznaczył ją prezydent Andrzej Duda.

Z „pomocą” pospieszył jednak Tomasz Lis, który uświadomił ambasador, że jest w błędzie. „Pani ambasador postanowiła udowodnić, że niewiele rozumie z tego co dzieje się w kraju, w którym kilka lat mieszkała” – stwierdził.

nczas