Cukrowy rozbój.

Nowy podatek PiS doprowadził do gwałtownego skoku cen napojów słodzonych. Coca-Cola w niektórych sklepach zdrożała nawet o 2 złote.

Tym samym ceny w Polsce stały się wyższe niż w USA czy Niemczech. Ale pensje pozostały takie same.

Do sprawy odniósł się prawnik Jakub Kralka, redaktor naczelny portalu prawniczego Bezprawnik.pl.

– Podatek jest kolejną cyniczną próbą ratowania budżetu w taki sposób, by obywatele myśleli, że strzyże ich rząd, a nie Morawiecki do spółki z Kaczyńskim – wskazuje Kralka.

– To trochę tak, jakby walkę z niedowidzeniem prowadzić poprzez podniesienie cen telewizorów. Walkę z chorymi kręgosłupami przez 20 proc. podatku doliczanego przy kasie do zakupów o jednorazowej wadze powyżej 8 kg. A walkę z płaskostopiem podnosząc o 40 proc. ceny każdego obuwia, które tylko nie jest korekcyjne – wyśmiewa pisowskie metody „walki z otyłością”.

Jak wskazał prawnik podatek cukrowy słodziki również dopadł,  „nawet jeśli z cukrem za wiele wspólnego nie mają”.

– Czy przestanę pić Coca-Colę Zero, ponieważ rząd podniósł jej cenę o mniej więcej 35 proc.? Pewnie nie, natomiast będę o te 35 proc. na butelce biedniejszy, by rząd dalej mógł tak wspaniale wydawać moje pieniądze na 500+ dla rodzin, których nie znam, na Jacka Sasina i jego zabawę w Post Office Tycoon w prawdziwym życiu, czy wreszcie dla handlarzy bronią, którzy mieli dostarczać respiratory, ale zapomnieli, że w swoim arsenale mają tylko gładkolufowe – dodaje prawnik.

„Podatek cukrowy jest zatem klasycznym przykładem antywolnościowej ingerencji państwa w prawa obywatela” podkreślił Kralka, wskazując, że gdyby intencje PiS były prawdziwe, to wprowadzono by np. system zniżek na baseny i siłownie albo obniżenie podatków na towary bogate w białko, również warzywa i owoce.

Źródło: Bezprawnik.pl