Jaśnie pani Krystyna Janda nie musi czekać w kolejce na szczepienia jak jakaś tam chora hoł /fot. PAP/Marcin Obara
Jaśnie pani Krystyna Janda nie musi czekać w kolejce na szczepienia jak jakaś tam chora hołota. /fot. PAP/Marcin Obara

Nie ustają echa „afery szczepionkowej”. Wczoraj w „Faktach po faktach” w rozmowie z Piotrem Kraśko Krystyna Janda przyznała, że rektor WUM znał listę „ambasadorów szczepień”.

– Ja konkretnie podawałam prof. Gaciongowi listę kolegów, którzy zgodzili się być ambasadorami szczepień. Tak, prof. Gaciong znał tę listę. Z Fundacji to było 8 osób, ale wiem, że ta lista jest dłuższa, plany były szersze jeśli chodzi o promocję – mówiła.

Teraz jednak aktorka doprecyzowała swoją wypowiedź i przeprosiła prof. Gacionga za „wprowadzenie w błąd opinii publicznej”.

„Serdecznie chciałam przeprosić Zbigniewa Gacionga, Rektora Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego za nieprecyzyjną wypowiedź w Fakty po Faktach, którą wprowadziłam w błąd opinię publiczną” – napisała Janda.

„Mówiąc o przekazanej Rektorowi liście aktorów miałam na myśli listę osób, które już zostały zaszczepione. Listę przekazałam wieczorem w niedzielę 03 stycznia, kilka dni po szczepieniach. To osoby, aktorzy, którzy podtrzymają deklarację użycia swojego wizerunku w celu promocji szczepień” – dodała.

Wczoraj na antenie NczasTV do afery wokół szczepień artystów i celebrytów odniósł się Stanisław Michalkiewicz. W rozmowie z redaktorem naczelnym „Najwyższego CZAS-u!” Tomaszem Sommerem ocenił, że najprawdopodobniej była to zwykła „ustawka”.

– Moim zdaniem to jest ustawka w ramach propagowania szczepionek – stwierdził Stanisław Michalkiewicz.

– To jest trochę tak jak to Sławomir Mrożek napisał w takim opowiadaniu o półpancerzach praktycznych. Nie można było ich sprzedać, bo po co komu? No ale to zrobiono propagandę, że brakuje na rynku itd. Tutaj jest dokładnie taki sam schemat – dodał.

Źródła: Facebook/Twitter/nczas.com