Pinkas napisał w oświadczeniu z 20 listopada: „ze względu na gwałtowne pogorszenie się stanu mojego zdrowia i konieczność podjęcia leczenia zmuszony jestem zrezygnować z pełnienia funkcji Głównego Inspektora Sanitarnego. Decyzję o złożeniu dymisji podjąłem z ciężkim sercem. Uznałem, że wypełnianie powierzonej mi misji z pełnym oddaniem i poświęceniem nie jest w tej sytuacji możliwe”.

Saczka dzisiaj jednak mówił: „Mamy rozbieżności w okolicach 22 tys. w skali całego kraju” (…)Wobec osób, które dopuściły się dużych błędów i rozbieżności, GIS przewiduje konsekwencje służbowe. Są już podjęte działania w tym celu”.

Zapowiedział też zmiany w raportowaniu: „Nie możemy powiedzieć, że różnice wynikały z poważnych ludzkich braków lub błędów, ale z opóźnień, które brały się z różnej metodologii. Od jutra wprowadzamy nowy model raportowania oparty na modelu informatycznym. Laboratoria są zobligowane do wprowadzenia danych w ciągu 48 h. Zostanie uruchomiona strona internetowa, gdzie będą podawane dane na poziomie powiatów”.

Przypomnijmy, że pisaliśmy na Prawym.pl o tym, że na podstawie wyliczeń 19-letniego Michała Rogalski z Torunia rząd prowadzi swoją kampanię przeciwko koronawirusowi. 4 listopada premier Mateusz Morawiecki poinformował, że liczba zachorowań na COVID-19 rośnie w takim tempie, że konieczny może okazać się całkowity lockdown. Dodał, że rząd podpiera się analizami i prognozami stworzonymi przez Interdyscyplinarne Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego. Przedstawił też grafikę, którą to Centrum udostępniło. Problem w tym, że samo Centrum jako źródło zamieszcza stronę Michała Rogalskiego z Torunia, 19-letniego studenta informatyki, który na Twitterze publikuje te dane.

Teraz, okazuje się, że na podstawie obserwacji tego samego 19-latka rząd prawdopodobnie podjął decyzję o zdymisjonowaniu szefa GIS i wprowadzenia nowej metody raportowania. Jest to kolejny przykład tego, że instytucje rządowe nie potrafią wywiązać się ze swoich zadań, a wyręcza ich w tym… 19-letni hobbysta. Pokazuje to, że nie jest to aż takie trudne, ale widać brak jest osób kompetentnych, które nie tylko są w stanie właściwie raportować o przypadkach zachorowań, ale też odnajdywać błędy w samych raportach.

Możliwe zresztą, że nie w tym leży problem, a pracownicy zajmujący się tym tematem są profesjonalistami. Wówczas jednak należałoby zapytać, kto manipuluje raportami i w jakim celu. Od dawna mówi się, że to nie rośnie liczba zakażeń, ale liczba wykonywanych testów, co jest zależne od decyzji politycznej. Teraz wychodzi na jaw, że nawet same raporty o wykrytych przypadkach zakażeń są niewiarygodne i mogły podawać statystyki w zależności od tego, jakie było zapotrzebowanie ministra zdrowia. To od tych liczb zależy bowiem w teorii cała nasza gospodarka, wprowadzane obostrzenia, a nawet decyzja o całkowitym lockdownie.

Niezależnie od odpowiedzi na to pytanie „rozbieżności w okolicach 22 tys. w skali całego kraju” stawiają pod wielkim znakiem zapytania zaufanie do tego, czy rząd jeszcze nad czymkolwiek panuje i czy jego decyzje o obostrzeniach mają jakąkolwiek racjonalną podstawę.

Za: prawy.pl