Marsz emerytów w Mińsku.
Marsz emerytów w Mińsku. (Zdj. PAP)

Marsz emerytów w Mińsku przeciw Alaksandrowi Łukaszence zakłóciła interwencja służb bezpieczeństwa. Idącym zagradzano drogę, zmuszając do dzielenia się na mniejsze grupy i rozejścia. Doszło do zatrzymań – podają niezależne media białoruskie.

Tradycyjny poniedziałkowy marsz emerytów w Mińsku odbywał się już po raz ósmy. Emeryci jak zwykle ruszyli największą ulicą Mińska, prospektem Niepodległości. Tym razem jednak na całej trasie bardzo utrudniano im przejście do punktu, w którym ich marsze zwykle się kończyły, czyli pl. Jakuba Kołasa. Dotarła tam tylko mała grupa ludzi.

Służby bezpieczeństwa od początku nawoływały do rozejścia się, informując, że protest jest nielegalny. Po drodze kolumnie tarasowano przejście, wymuszając podział na mniejsze grupy. W rezultacie liczba protestujących, których było w pewnym momencie około tysiąca, coraz bardziej malała.

Świadkowie i uczestnicy protestu informowali niezależne media o przypadkach popychania przez funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa starszych kobiet, które padały na asfalt.

Doszło też do zatrzymań. Portal tut.by poinformował, że mężczyznę, który niósł wielką biało-czerwono-białą flagę używaną przez środowiska opozycyjne, wsadzono do furgonetki. Zatrzymywano też na pl. Zwycięstwa.

Według relacji niezależnych mediów, do protestów emerytów przyłączyli się też lekarze. Wiele osób niosło biało-czerwone parasole, biało-czerwono-białe flagi lub miało na sobie elementy odzieży w tych kolorach. Skandowano „Hańba”, „Faszyści” i „Paszoł won, ty i twój OMON”, a także „Niech żyje Białoruś”.

Na Białorusi od wyborów prezydenckich 9 sierpnia trwają akcje protestacyjne, których uczestnicy domagają się odejścia Łukaszenki i rozpisania nowych, uczciwych wyborów.

Źródło: PAP