Jest piątek 13 listopada. Od poniedziałku mam temperaturę w okolicy 39 stopni.Próby dodzwonienia się do przychodni kończą się fiaskiem. W czwartek udaje mi się umówić na teleporade, na piątek. Podejrzenie kwasicy ketonowej, która jest zagrożeniem życia. Dostaje skierowanie do szitala i zlecenie na transport medyczny ze względu na stan zdrowia. Dzwonie po transport i….pytanie czy mam gorączkę? Mówię zgodnie z prawdą, ze 5 dni temperatura jest wysoka. Wtedy dowiaduje się, że do pacjenta z gorączką transport nie przyjedzie, bo żaden szpital nie odbierze takiego pacjenta. – napisała jedna z internautek, opisując swoje zderzenie z rzeczywistością w Polsce.

W ciężkim stanie idę z walizką, skierowaniem na piechotę do szpitala. Jest ok.14stej. Kazali czekać. W poczekalni 3 osoby. Nikt nie zwraca na nas uwagi aż do godziny 18. Pobrali krew i wymaz. Dostałam tez miejsce na krzesle obok czerwonych pojemników ze skażonymi odpadami. Tam podano mi kroplowke. Po godzinie jakaś pielęgniarka zaczęła wykrzykiwać moje nazwisko, wiec się ujawniłam gdzie jestem. Usłyszałam wtedy i ja i kilka osób w okolicy : Pani Pauter niech się pani stąd nie rusza bo ma pani dodatnie go covida!!! Czy w szpitalu RODO nie obowiązuje? Po jakimś czasie ok.22.00 zjawia się lekarz i podaje plik papierów. Informuje, ze mam się udać pieszo do szpitala jednoimiennego MSWIA. Czytam papiery które dostałam od lekarza.Poza tym ze mam covid dodatni to jeszcze wyczytałam, ze nie stwierdzono szmerow pecherzykowych, śluzowki prawidłowe, nad polami płucnymi brak szmerow, brzuch miękki… Idę więc zapytać pana doktora na jakiej podstawie dokonał takiej analizy jeśli nawetnie nie dotknął? REAKCJI SIĘ NIE SPODZIEWALAM.

Pan doktor szarpie wiszący na parawanie stetoskop i rzuca nim we mnie! Każe mi się zdalnie przebadać jak mi brakuje badań. Potem histeryzujaca pielęgniarka każe mi wyjść tylko wyjście jest zastawione łóżkami. Udaje się im usunąć mnie na zewnątrz. Ze skierowaniem, wenflonem w ręce z walizką idę do drugiego szpitala. Nikogo tam nie ma więc za pomocą patyka stukam do okna na parterze.Pojawia się jakiś jegomość. Przedstawiam mu z czym przebywam, a on robi wielkie oczy i pyta dosłownie” jaki idiota mnie tu przyslal?” Nie mam już siły na tłumaczenie. Podaje papiery i dowiaduje się ze nikt mnie tam nie przyjmie i mam wracać tam skąd przyszłam, bo to jest w gestii lekarza kierującego znaleźć miejsce, a nie wysyłać pacjenta na pieszo.Mam tak dość ze proszę, by mi wyjęli tylko wenflon i pójdę do domu.Niestety z powodu, że mam cowid dodatni nikt mi nawet nie podejmie się wyjęcia wenflonu. PODDAJE SIĘ! Około północy docieramy pieszo do domu. Z gorączką, dusznościami, przemarznieta i bezradna. Nikt mi nie powiedzial co mam robić, jakie leki brać i gdzie są ludzie odpowiedzialni za ten bałagan? ! – tyle internautka.
Co na to premier? Co na to wicepremier? Co na to minister zdrowia? Znacząco milczą…
wiesci24