Flaga ONR na Marszu Niepodległości oraz Janusz Korwin-Mikke. / foto: Wikimedia, autor: Wiktor Baron/ Jarosław Kruk (kolaż)
Flaga ONR na Marszu Niepodległości oraz Janusz Korwin-Mikke. / foto: Wikimedia, autor: Wiktor Baron/ Jarosław Kruk (kolaż)

W ostatnich dniach zobaczyliśmy, że Polsce znów zagraża faszyzm. Na ulicach Warszawy mogliśmy oglądać skandaliczne obrazki, a to co się stało później utwierdza w przekonaniu, że grożą nam dziś działania bardzo niebezpiecznych ludzi.

Bijatyka z policją, rzucanie racami aż wreszcie zniszczenie cudzej własności, czyli mieszkania niewinnego człowieka. To akty barbarzyńskiego chuligaństwa i wandalizmu, które wymagają surowego potępienia.

To jednak nie akty wandalizmu są wyznacznikiem faszyzmu. Faszyzm bowiem nie polega na tym, że ktoś sobie po ulicy pobiega z flagą ONR albo coś zniszczy. Faszyzm polega na przekonaniu, że państwu wszystko wolno.

Istota faszyzmu

Najlepiej tę istotę faszyzmu wyraził sam Duce. – Wszystko w państwie, nic poza państwem, nic przeciw państwu – powiedział niegdyś Bennito Mussolini. Faszyzm zagraża nam, ale z zupełnie innej strony, niż tej której się spodziewamy.

Faszyzm zagraża ze strony ludzi, którzy chcą zabraniać innym głoszenia swych poglądów ze względu na to, że się komuś one nie podobają. Wolność słowa jest potrzebna właśnie po to, aby można było mówić to, czego inni nie chcą słyszeć.

Jak powiedział Jordan Peterson, „aby móc formułować myśli, konieczna jest akceptacja ryzyka, że możemy kogoś urazić”.

Tymczasem Polska 1984, tzn. 2050 Pana Szymona Hołowni i Lewica prześcigają się w tym, kto bardziej chce delegalizacji Stowarzyszenia Marsz Niepodległości. Z drugiej strony mamy Fundację Pani Kai Godek, która chciałaby zakazywać organizacji marszów, których celem jest propagowanie określonych postulatów politycznych.

Istota tych działań jest taka sama.

Korporacjonizm i cenzura

Cenzura i ograniczenia wolności słowa zagrażają nam też z innej, zupełnie nowej – niepaństwowej strony, ze strony korporacji, które w swej istocie działają na zasadach komunistycznych. Facebook czy Google wbrew pozorom nie działają na wolnym rynku, ale tworzą właśnie korporacjonizm – system, o ironio – promowany w faszystowskich Włoszech.

Wczoraj pojawiła się informacja, że ku uciesze wielu, Facebook zlikwidował całkowicie konto Janusza Korwin-Mikkego, które śledziło 800 tysięcy użytkowników.

Facebook i Google przez lata korzystali z uprzywilejowanej pozycji, korzystali ze słynnej „sekcji 230” w amerykańskim prawie, które chroniło ich przed odpowiedzialnością. Pociągnięcie tych korporacji do odpowiedzialności np. za złamanie własnego regulaminu jest niemal niemożliwe w USA, o innych krajach nie wspominając.

Zasada była prosta. Facebook i Google mieli być przestrzenią otwartą dla wszystkich, każdy wrzuca co chce i każdy ogląda co chce, a sieci społecznościowe zapewniają jedynie przestrzeń, nie ingerując i nie odpowiadając za działania użytkowników.

Po kilkunastu latach, kiedy dzięki wolności słowa i korzystaniu z prawnych przywilejów udało im się zbudować niemal monopolistyczną pozycję na rynku Facebook i Google jednostronnie zmieniają zasady gry i chcą działać jak wydawcy.

Komunistyczne zakłady pracy

Chcą decydować, kto i co może publikować, ale jednocześnie nie zgadzają się na ponoszenie odpowiedzialności, jak każdy inny wydawca. Właśnie teraz dyrektorzy Facebooka i Googla zajmują się lobbowaniem w amerykańskim Kongresie przeciwko ustawie, która likwidowałaby słynną sekcję 230 zwalniającą ich z odpowiedzialności prawnej.

Konrad Berkowicz wskazywał, że „W normalnych warunkach te wszystkie wielkie korporacje byłyby zagrożone przez rodzimych przedsiębiorców (…) Teraz nie liczą się z prawdziwą konkurencją, tylko wycinają konkurencję lobbowaniem praw”.

Firmy, które niby są prywatne, np. wielkie korporacje, to są nowoczesne, komunistyczne zakłady pracy – mówił Berkowicz. I ten komunistyczny aspekt ich działalności nie odnosi się jedynie do lobbowania praw, ale też istoty myślenia, która stoi za ich działaniem.

Janusz Korwin-Mikke – jak mi doniesiono – stracił profil za „złamanie zasad społeczności”. To najczęstszy wytrych stosowany przez Facebook i Google do stosowania cenzury. Słynne naruszenie zasad społeczności, przy komunikowaniu którego nigdy jednak nie pojawia się informacja, w którym poście, w jaki sposób i która z zasad została złamana.

Przypomina to dokładnie działanie sowieckiego aparatu ściągania, który posługiwał się artykułem 58. Na jego podstawie aresztowano wszystkich „wrogów ludu”. A kto był wrogiem ludu? A no ten, co to się akurat władzy sowieckiej nie spodobał, ale nie było na niego żadnego innego paragrafu.

Na koniec warto przypomnieć wszelkim faszystom chcącym ograniczać wolność słowa, by nie słuchać odmiennych opinii, słowa Evelyn Beatrice Hall: „Nie zgadzam się z twoimi poglądami, ale po kres moich dni będę broniła twego prawa do ich głoszenia”.

W OSTATNICH DNIACH ZOBACZYLIŚMY, ŻE POLSCE ZAGRAŻA FASZYZM. NA ULICACH WARSZAWY MOGLIŚMY OGLĄDAĆ SKANDALICZNE OBRAZKI, A…

OPUBLIKOWANY PRZEZ RADOSŁAW PIWOWARCZYK PIĄTEK, 13 LISTOPADA 2020

nczas.com