DODAJ FILM MP-4 LUB WPROST Z Y.T F.B lub inny
EDYTUJ SWÓJ FILM LUB USUŃ
ZOBACZ WSZYSTKIE SWOJE FILMY
KONTA AUTORÓW WPISÓW I FILMÓW
    UWAGA !! WAŻNE - Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji. Zamieszczane artykułu są w wiekszości re- publikacjami materiałów z innych stron - REDAKCJA NIE INGERUJE W ICH TREŚCI W CELU ZACHOWANIA BEZSTRONNOŚCI , A CELEM PUBLIKACJI JEST PODDANIE TYCH MATERIAŁÓW POD OSĄD I KRYTYKĘ CZYTELNIKÓW W KTÓRE OPINIE NIE MOŻE INGEROWAĆ AUTOR MATERIAŁU W FORMIE MODERACJI LUB CENZURY

M-forum A.V Live.

WESPRZYJ DOWOLNĄ KWOTĄ ROZWÓJ JEDYNEJ W POLSCE NIEZALEŻNEJ STRONY INFORMACYJNEJ przycisk Przekaż darowiznę poniżej :-)

miejsce-na-reklame.

Dlaczego Marsz Niepodległości zakończył się katastrofą „Wszystko szło źle od samego początku” ☀Autor Gabi☀

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
The following two tabs change content below.
miejsce-na-reklame.

Gabi

Witam, nazywam się Gabriela Nowak, pracuję jako asystentka  zarządzania i obsługi Klienta w Kancelarii Prawnej,  niedawno w kwietniu 2019 r zostałam Przewodnicząca Komisji Skrutacyjnej w Radzie Miasta - gdzie czynnie reprezentuję interesy mieszkańców, którzy mi zaufali i mnie wybrali ! STOP CENZURZE   UWAŻASZ, ŻE CENZURA - ŁAMIE TWOJE PRAWA RP ?  WESPRZYJ MNIE - W TYM CO ROBIĘ - ♛  z dopiskiem - DAROWIZNA  ! Nest Bank Polska 75187010452078115029220001  Nest Bank zagranica IBAN PL75187010452078115029220001  Kod SWIFT Nest Bank: NESBPLPW   Dziękuję, $$$ Pozdrawiam i zapraszam do komentowania !   ♡♡♡ ZOBACZ TAKŻE POMAGAM ♡♡♡  https://zrzutka.pl/gc97mb

 

Obraz
Policja na Marszu Niepodległości w 2020 roku / Źródło: Newspix.pl Aleksander Majdanski
Nie jest to obrona kiboli, którzy brali udział w Marszu Niepodległości, bo przez policjantów byli bici też przypadkowi przechodnie, dziennikarze, a fotoreporter dostał gumową kulą w twarz.

Od razu oddzielmy kiboli, którzy pojawili się na Marszu Niepodległości tylko po to, by wyładować agresję. Im jak zwykle wiele nie potrzeba. Sam widok policji działa na nich, jak czerwona płachta na byka. Zauważmy jednak, że piłkarscy kibice co roku są 11 listopada w Warszawie, a przez ostatnie lata nie było żadnych bójek z policją. Nie zmienia to faktu, że wszyscy chuligani powinni zostać wyłapani i surowo ukarani. Na czele z tymi, którzy rzucając race w kierunku mieszkań w bloku, na wysokości Mostu Poniatowskiego, doprowadzili do pożaru w jednym z lokali (śródmiejska policja już szuka sprawców).

 

Ucierpiało jednak wielu niewinnych ludzi, którzy wzięli udział w Marszu Niepodległości. Policja i szef MSW czynili zarzut organizatorom, że nie był on zmotoryzowany, tak jak było to zapowiadane. Problem w tym, że do tej sytuacji przyczynili się sami funkcjonariusze. Ludzie chcieli dołączyć autami i motocyklami, ale policja nie zamierzała w tym pomagać. Tak wynika z relacji wielu osób, które nie mogąc dołączyć pojazdami, zostawiali je i szli pieszo.

Wszystko szło więc źle od samego początku. Nagrań z marszu jest w internecie wystarczająco wiele, by wyrobić sobie opinię, że działania policji momentami budziły wątpliwości, co potwierdzają już nawet działania w obozie władzy. Dzisiaj na Nowogrodzkiej doszło do narady wierchuszki partyjnej, a portal Wpolityce.pl pisze, że możliwe jest nawet powołanie komisji, która miałaby wyjaśnić kontrowersje związane z marszem.

Wyjaśnienia policji zamykają się w stwierdzeniu: gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. Ponadto jest jej przykro, że ucierpieli niewinni. Podczas konferencji prasowej rzecznik Komendy Stołecznej Policji, nadkom. Sylwester Marczak, mówił: – Jeżeli zwrócimy uwagę na ostatnie tygodnie, miesiące działań policji na terenie garnizonu stołecznego, to możemy zauważyć jedną rzecz – taktyka, która się nie zmienia w kontekście działań poszczególnych osób biorących udział w zgromadzeniach. Gdzie jest agresja kierowana wobec policjantów, wobec mienia, mamy do czynienia z reakcją policjantów. Były takie same w przypadku agresji podczas wczorajszego wydarzenia, podczas protestu przedsiębiorców i protestu kobiet. Policjant dba o bezpieczeństwo swoje i kolegi obok i są sekundy, gdy musi reagować.

Rzeczywistość wyglądała trochę inaczej. Jednym z takich drastycznych obrazków był widok fotoreportera Tygodnika Solidarność, który dostał w twarz gumową kulą. 74-letni mężczyzna, który na zdjęciach jest cały zalany krwią, przeszedł już operację usunięcia części pocisku z twarzy i tylko cudem nie straci wzroku. Policji „po ludzku jest przykro”, że tak się stało. Warto w tym miejscu zaznaczyć, że funkcjonariusze mogą używać broni gładkolufowej, gdy sytuacja tego wymaga, ale ich obowiązkiem jest celowanie w dolne partie ciała. Trudno uznać za taką twarz fotoreportera. To obrazek, który zostanie zapamiętany na lata.

Fotoreporter postrzelony na Marszu Niepodległości. Będzie kontrola w Policji

Marsz Niepodległości w Warszawie
Marsz Niepodległości w Warszawie / Źródło: Newspix.pl Marek Hanyżewski
W trakcie fotografowania zamieszek wywołanych przez chuliganów podczas Marszu Niepodległości ranny został fotoreporter współpracujący z „Tygodnikiem Solidarność” Tomasz Gutry. Według wstępnych doniesień dziennikarz miał zostać postrzelony przez policję z broni gładkolufowej. Sprawę wyjaśnia Wydział Kontroli Policji.

Tegoroczny Marsz Niepodległości odbył się mimo zakazu zgromadzeń w związku z pandemią koronawirusa. Wielu uczestników nie zastosowało się do instrukcji, by pojawić się na „marszu” samochodowym, dlatego w efekcie 11 listopada jak co roku pochód skierował się w stronę błoni Stadionu Narodowego.

Tomasz Gutry postrzelony na marszu

Przy rondzie de Gaulle’a doszło do zamieszek, gdy policjantów zaatakowali chuligani z racami. W trakcie tego incydentu ranny został fotoreporter Tomasz Gutry. 74-letni dziennikarz poinformował, że został postrzelony gumową kulą. Strzał miał paść z odległości kilku metrów. Mężczyzna trafił do szpitala, ponieważ kula utkwiła w ranie. Konieczna będzie operacja. W mediach społecznościowych opublikowano zdjęcia, na których widać zakrwawioną twarz fotoreportera.

Oświadczenie KSP. „Po ludzku jest mi przykro”

W związku z bulwersującą sytuacją oświadczenie wydał Komendant Stołeczny Policji nadinspektor Paweł Dobrodziej. Zatytułowany „Po ludzku jest mi przykro” komunikat rozpoczyna się od odpisu atmosfery i wyjątkowej sytuacji 11 listopada. Nadinsp. Dobrodziej tłumaczy, że policjanci mieli trudne zadanie zabezpieczenia świętowania Dnia Niepodległości mimo pandemii.

Niestety wśród osób, które wyszły na ulicę, znaleźli się także chuligani, którzy to świętowanie zniszczyli– przyznaje szef KSP.

Tłumaczy, że to zmusiło policjantów do zdecydowanej reakcji. W komunikacie czytamy, że do najbardziej dramatycznych wydarzeń doszło w okolicach ronda de Gaulle’a, gdzie nastąpiła emanacja „brutalnej agresji” ze strony chuliganów. „Stąd działania pododdziałów zwartych, ale i policjantów nieumundurowanych. Wydarzenia te należy określić jako realne zagrożenie dla życia i zdrowia policjantów” – wyjaśnia Paweł Dobrodziej. Przytacza przy tym przypadek rannego policjanta, który doznał obrażeń skutkujących pęknięciem oczodołu i urazem mięśnia lewego oka.

Nie może zatem dziwić, że w indywidualnych przypadkach policjanci użyli także broni gładkolufowej– twierdzi nadinsp. Dobrodziej.

Postrzelenie dziennikarza. Będzie kontrola w Policji

Szef KSP wyjaśnia, że w centrum zamieszek znaleźli się dziennikarze, sytuacja była dynamiczna, co może skutkować tym, że „obrażeń doznają także osoby postronne”. Jak przyznaje, na takie wyglądają obrażenia jednego z fotoreporterów. Zapowiada przy tym wewnętrzną kontrolę.

Po ludzku jest mi bardzo przykro. Liczę na szybki powrót do zdrowia Pana Tomasza. Wyjaśnimy dokładnie okoliczności tej sytuacji. Tak samo, jak wyjaśnimy każdą inną wątpliwość. Dlatego już wydałem polecanie, by sprawą tą zajął się Wydział Kontroli– pisze.

Nadinspektor Dobrodziej kończy zapewnieniem, że broń gładkolufowa była użyta wobec chuliganów, a „tu mieliśmy do czynienia z nieszczęśliwym wypadkiem”.

Podczas marszu 11 listopada wydarzyło się na tyle dużo incydentów z udziałem mundurowych, że należy zapytać: quo vadis, policjo? Jednym z opisanych wydarzeń jest to, do którego doszło w okolicy Stadionu Narodowego. Po rozwiązaniu Marszu Niepodległości, grupa chuliganów atakujących policję zeszła na peron na stacji PKP Warszawa Stadion. Za nimi ruszyli policjanci, a w ślad za nimi – dziennikarze. Wtedy oberwali też postronni obywatele, którzy nawet nie brali udziału w marszu.

O sytuacji napisała dziennikarka „Newsweeka” Renata Kim: „Miałam na sobie niebieską kamizelkę z napisem PRESS, podniosłam do góry ręce i krzyczałam, że jestem tu służbowo, ale policjanci, teraz już naprawdę rozwścieczeni, bili nas pałkami. Mnie po nerkach, ale fotoreporter Adam Tuchliński oberwał po głowie i został zrzucony ze schodów. Wpadliśmy wprost w objęcia nadbiegających z dołu policjantów, ale na szczęście przepuścili nas”.

„Zostałem brutalnie skatowany przez kordon policji, wracając z planu filmowego. Nie brałem udziału w marszu, w tym czasie byłem na planie. Mijał mnie kordon policji, który udawał się na interwencję. Natomiast agresorzy byli dalej, po drugiej stronie torów, w ogóle na innym peronie. Natomiast policji najwidoczniej zabrakło odwagi udać się do nich i postanowili brutalnie pobić zwykłych ludzi, nawet media i kobiety. Bili po karku, twarzy, głowie, brzuchu, bili i nie pozwalali opuścić tego kręgu” – napisał natomiast na Instagramie Jasper Sołtysiewicz. Aktor został pobity przez policję i wylądował w szpitalu.

Policja ma przede wszystkim pilnować bezpieczeństwa obywateli, ale tym razem wszystko wyglądało tak jakby nie to było najważniejsze. Nagrania z 11 listopada to regularna bitwa między policją a kibolami, ale i niewinnymi ludźmi, w tym atakowanie dziennikarzy i fotoreporterów. Takich obrazków nie było przez ostatnie tygodnie, gdy odbywały się w całej Polsce znacznie liczniejsze tzw. strajki kobiet. W nich też brali udział zwykli bandyci (pobicie dziennikarki w Poznaniu), dochodziło do bójek na ulicach, rzucania kamieniami i innymi przedmiotami w policję i narodowców stojących przed kościołami, jednak służby nie decydowały się na tak brutalne reakcje. Sporadycznie wystarczało psikanie w kierunku tłumu gazem.

  • Marsz Niepodległości 2020 w nowej formule. Znamy szczegóły

    Marsz Niepodległości / Źródło: Newspix.pl TEDI
    Nie pierwszy raz z problemami, po raz pierwszy w takiej formie. Organizowany w epidemicznych warunkach Marsz Niepodległości 2020 zmienił całkowicie dotychczasową formułę i nawet jego organizatorzy nie wiedzą do końca, czego możemy się spodziewać na ulicach Warszawy 11 listopada. We „Wprost” ujawniamy nowe informacje w tej sprawie.

    O tym, że organizacja tegorocznego Marszu Niepodległości może być znacznie utrudniona informowaliśmy już w październiku. Otoczenie wojewody mazowieckiego Konstantego Radziwiłła (Marsz, jako wydarzenie cykliczne, jest zgłaszane do władz województwa) przyznawało wówczas, że zawiadomienie o wydarzeniu wpłynęło do urzędu i sytuacja jest analizowana. Warszawa stawała się wtedy strefą żółtą i o obowiązujących dzisiaj obostrzeniach nie mówiono jeszcze głośno. Organizatorzy Marszu Niepodległości zapewniali, że przygotowują się do wydarzenia i ćwiczą jego różne warianty.

    – Nie do końca tak było. Już wtedy trwały rozmowy o tym, czy w ogóle nie odpuścić, a jeśli już organizować, to jak uniknąć dużego zgromadzenia ludzi – mówi rozmówca „Wprost” ze środowiska narodowców.

    Pośrednio przyznaje to również poseł Konfederacji Robert Winnicki, zaangażowany w organizację Marszów Niepodległości od 10 lat. – Ostateczną decyzję podjęliśmy w niedzielę 8 listopada wieczorem, ale to nie znaczy, że pomysł zmotoryzowania Marszu nie był rozważany wcześniej – słyszymy od Winnickiego. Rzeczywiście, oświadczenie Zarządu Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” w sprawie nowej formuły ukazało się w mediach społecznościowych w niedzielę tuż przed północą. Co ciekawe, już kilka godzin przed ogłoszeniem tej informacji, pozytywnie o „zmotoryzowaniu” Marszu pisał wiceszef MSWiA Błażej Poboży. Zapytaliśmy Winnickiego o to, czy organizatorzy konsultowali swoją decyzję z resortem spraw wewnętrznych. Winnicki jednak tej wersji nie potwierdza. Dodaje, że być może doszło do przecieków.

    Poseł Konfederacji tłumaczy, że decyzja władz stowarzyszenia była podjęta w kontrze do ewentualnych działań władz. – Wariant samochodowy został opracowany po to, żeby odrzucić oskarżenia o bycie potężnym rozsadnikiem epidemii. Spodziewaliśmy się takich, oskarżeń ze strony rządzących i prób sklejania nas z lewicą, która wyprowadzała ludzi na ulice – tłumaczy Robert Winnicki. Dodaje, że narodowcy raczej nie spodziewają się prób zakłócania czy przerywania wydarzenia przez działaczy związanych ze Strajkiem Kobiet. Ci ostatni, choć w mniejszej skali, nadal pojawiają się na ulicach miast, a w poniedziałek blokowali m.in. ruch na Trasie Łazienkowskiej w Warszawie. W mediach społecznościowych można znaleźć informacje, że 11 listopada chcą się skupić na torpedowaniu działań narodowców w internecie.

    – Nie spodziewamy się wielkich utrudnień ze strony lewicy, która sama jest w schizofrenicznym rozkroku. Byłoby to trudno uzasadnić, skoro najpierw krzyczeli o tym, że chcą jak największych obostrzeń dotyczących epidemii, a później wychodzili na ulice. Blokowanie zmotoryzowanego Marszu Niepodległości, minimalizującego zagrożenie covidowe, byłoby zupełnym dziwactwem – podkreśla Winnicki. Pytany o frekwencję, twierdzi że trudno cokolwiek przewidywać, bo tegoroczna formuła jest zupełnie nowa i nigdy wcześniej nie była ćwiczona.

    Polityk zapowiada, że poza uczestnikami w samochodach, w centrum Warszawy ma się pojawić liczna grupa motocyklistów, m.in. z Rajdu Katyńskiego.

    W kierowaniu ruchem ma pomagać straż Marszu Niepodległości. W tym roku formacja odpowiedzialna za bezpieczeństwo wydarzenia, a ostatnio też m.in. za ochronę kościołów, również ma działać w nowej formule.

    – Częściowo będą zmotoryzowani, ale pewnie będzie też można zobaczyć ich na ulicach. Ktoś musi kierować ruchem. Nie może być tak, że wszyscy pozamykamy się w samochodach i nikt nie wyściubi nosa – mówi Robert Winnicki.

    Pozostaje jeszcze kwestia sprzeciwu władz stolicy. Te już pod koniec października wyraźnie zaznaczały, że nie widzą możliwości zorganizowania Marszu Niepodległości 2020. – Nie ma mowy o rejestracji tego typu zdarzeń. Na pewno w sposób zaplanowany ono się odbyć nie może – mówił w Radiu Zet prezydent Rafał Trzaskowski. W piątek 6 listopada, po zasięgnięciu opinii sanepidu, włodarz stolicy wydał ostateczną decyzję odmowną.

    – Miasto może najwyżej pokwękać. To jest jedenasty Marsz Niepodległości, jestem w tym od początku, i nigdy nie obyło się bez choćby drobnych utrudnień ze strony władz miasta – kwituje decyzje władz Warszawy Robert Winnicki.

    Dziennikarze pobici przez policję przy Stadionie Narodowym. „Miałam kamizelkę PRESS”

    Policja na Marszu Niepodległości w 2020 roku
    Policja na Marszu Niepodległości w 2020 roku / Źródło: Newspix.pl Aleksander Majdanski
    Postrzelony w twarz dziennikarz „Tygodnika Solidarność” nie był jedynym przedstawicielem tego zawodu poturbowanym przez policję 11 listopada. Do sieci trafiły nagrania pokazujące brutalne zachowanie policji także względem innych reporterów i fotografów.

    Grupa dziennikarzy relacjonujących środowy Marsz Niepodległości padła ofiarą agresji policji na stacji PKP Warszawa Stadion, położonej w pobliżu Stadionu PGE Narodowego. Wśród bitych pałkami znalazła się m.in. dziennikarka „Newsweeka”, Renata Kim. W swojej relacji podkreślała, że przedstawiciele prasy wielokrotnie podkreślali, iż wykonują swoje obowiązku. Policjanci nie mogli więc nie wiedzieć, kogo biją.

    „Nie pomogło to, że krzyczeliśmy, że jesteśmy z prasy, zaczęli nas pałować. Miałam na sobie niebieską kamizelkę z napisem PRESS, podniosłam do góry ręce i krzyczałam, że jestem tu służbowo, ale policjanci, teraz już naprawdę rozwścieczeni, bili nas pałkami” – relacjonowała.

    Brutalność policji na Marszu Niepodległości. Relacje dziennikarzy

    Kim opowiada, że dostała w nerkę, a reportera Adama Tuchlińskiego uderzono w głowę i zrzucono ze schodów. Wszystko działo się na krótkim odcinku pomiędzy dworcem kolejowym przy stadionie, a stacją metra „Stadion Narodowy”. Opisała też, jak grupa dziennikarzy pomagała potraktowanemu gazem łzawiącym obcokrajowcowi, który na swoje nieszczęście trafił w obszar działań policji.

    O brutalności dowiadujemy się nie tylko z relacji Renaty Kim. Na miejscu byli też m.in. Dawid Krawczyk z „Gazety Wyborczej” i Przemysław Stefaniak, współpracujący z „Krytyką Polityczną”. Do sieci trafiły także nagrania pokazujące kolejne ciosy policyjnych pałek. Jedno z nich na swoim koncie na Facebooku zamieścił aktywista Bart Staszewski. Inne przekazywano dalej na Twitterze.

    Źródło: Newsweek, Gazeta Wyborcza
Źródło: Wprost
0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
miejsce-na-reklame.

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: