Google  / autor: Pixabay
Google / autor: Pixabay

Czeski biznesmen Daniel Křetínský to jeden z najbogatszych ludzi w kraju naszych południowych sąsiadów. Jest on także jednym z nielicznych przedsiębiorców pochodzących z Europy Środkowej, który ma odwagę inwestować na Zachodzie.

Działa w tak różnych branżach jak bankowość, energetyka, budownictwo, turystyka czy media. Kontroluje m.in. 40 proc. rynku węgla brunatnego w Niemczech. Tylko w tym roku nabył akcje brytyjskiej poczty – British Royal Post Office (stając się trzecim największym akcjonariuszem tej spółki), amerykańskiej sieci centrów handlowych Macy’s, posiadającej na Manhattanie największy dom towarowy na świecie, oraz innej firmy z USA – Foot Locker, która ma tysiące sklepów z butami na wszystkich kontynentach. Te trzy transakcje kosztowały go ponad 400 milionów dolarów.

Křetínský inwestuje także w media. To on w największym stopniu przyczynił się do wypchnięcia niemieckiego kapitału z czeskiego rynku prasowego, kupując tytuły należące do koncernu Axel Springer. Jest też właścicielem kilku mediów we Francji (Elle, Marianne, Version Fémina i Télé 7 Jours) oraz współwłaścicielem opiniotwórczego dziennika „Le Monde”.

Dyrektywa Unii Europejskiej kontra GAFA (Google, Amazon, Facebook, Apple)

Właśnie z powodu swej działalności medialnej nad Sekwaną czeski miliarder postanowił rzucić wyzwanie Google’owi. Francja jest bowiem pierwszym krajem w Unii Europejskiej, który próbuje zmusić amerykańskiego giganta internetowego do płacenia tradycyjnym mediom za bezpłatne oferowanie ich wiadomości w swojej wyszukiwarce.

Sytuacja wygląda bowiem tak, że media tradycyjne (gazety, radio, telewizja) ponoszą koszty zdobywania informacji, zaś zyski czerpią z tego internetowi krezusi, nie płacąc za to nic. Beneficjentami takiego układu są zwłaszcza amerykańskie firmy zwane w skrócie GAFA (Google, Amazon, Facebook, Apple).

Żeby zmienić tę sytuację, Unia Europejska wprowadziła unijną dyrektywę o prawie autorskim na jednolitym rynku cyfrowym. Uznaje ona za bezprawne korzystanie za darmo z cudzej pracy zawodowej i czerpanie z tego ogromnych zysków. Daje zatem dziennikarzom i wydawcom prawo do wynagrodzeń od Google’a za wykorzystane treści.

Francja stała pierwszym krajem w Unii Europejskiej, który implementował ową dyrektywę do prawa krajowego. Korzystając z tego, Křetínský postanowił wyegzekwować swoje należności. Spośród firm GAFA zareagował tylko Google. Nie chce on jednak podporządkować się wspomnianemu prawu, lecz woli zawierać porozumienia z konkretnymi mediami. Czeski biznesmen, który otrzymał taką ofertę, zapowiedział już, że jej nie podpisze.

GAFA zagrożeniem dla wolnego rynku, demokracji, pluralizmu, edukacji i bezpieczeństwa narodowego

Na łamach francuskiego dziennika „Libération” oraz na stronach czeskiego portalu info.cz Daniel Křetínský opublikował tekst, w którym uzasadnia, dlaczego odrzuca propozycję Google’a. Zapowiada, że jego francuska grupa medialna CMI nie podpisze umowy, a on sam gotów jest pozwać amerykański koncern do sądu.

Zdaniem czeskiego biznesmena, rozwój technologii internetowych następuje tak szybko, że nie nadążają za nim regulacje prawne. Ten rozwój sprzyja tworzeniu monopoli, które niszczą konkurencję. Widać to na przykładzie największych platform cyfrowych, które stanowią zagrożenie nie tylko dla wolnego rynku, lecz także dla demokracji, pluralizmu, edukacji naszych dzieci i bezpieczeństwa narodowego. Firmy zwane GAFA sprzeciwiają się jednak jakimkolwiek próbom regulacji ograniczającym ich monopol, szermując przy okazji takimi słowami, jak „wolność słowa” czy „cenzura”.

Jest faktem – jak pisze Křetínský – że GAFA buduje swą potęgę ekonomiczną, wykorzystując pracę specjalistów z mediów tradycyjnych, nie płacąc im za to i nie ponosząc związanej z tym odpowiedzialności. Nie obowiązują jej żadne zasady etyczne, które dotyczą gazet, radia i telewizji, takie jak np. obrona przed zniesławieniem, poszanowanie prywatności lub prawo do odpowiedzi.

Według czeskiego miliardera, ten model funkcjonowania oparty na nadużywaniu pracy innych oraz działaniu bez ponoszenia jakiejkolwiek odpowiedzialności musi zostać odrzucony i zastąpiony sprawiedliwymi rozwiązaniami. Chodzi zwłaszcza o dzielenie się zyskami przez amerykańskich gigantów internetowych z tymi, dzięki którym zarabiają oni gigantyczne pieniądze, a więc z dziennikarzami i wydawcami.

Křetínský pisze, że jest rozczarowany postawą kierownictwa GAFA, której agresywność biznesowa powoduje tak olbrzymie szkody, że poszczególne państwa nie mogą już dłużej tego ignorować i będą zmuszone mocno uderzyć w Google’a, Amazona, Facebooka i Apple’a.

Bizmesmen uważa propozycję Google’a za nieuczciwą i nieprzejrzystą

Zdaniem czeskiego miliardera, zaproponowany mu przez Google’a model wynagradzania z tytułu praw autorskich nie jest ani uczciwy, ani przejrzysty. Poza tym nie dotyczy on wszystkich wydawców, lecz tylko wybranych, głównie największych dzienników politycznych, które i tak cieszą się wsparciem państwa francuskiego. Tak więc – według Křetínský’ego – Google wybiera sobie podmioty, których prawa zamierza szanować, a ignoruje tych, których prawa będzie naruszać.

Według niego, jawną demonstracją siły jest propozycja Google’a, by firmy, które podpiszą z nim kontrakty, zrzekły się możliwości dochodzenia swych praw przed sądami. Oznacza to, że amerykański gigant będzie mógł bezkarnie naruszać warunki umowy i nie będzie sposobu, by wyegzekwować na nim jej zapisy.

Czeski biznesmen uważa, że nie do przyjęcia jest też suma zaproponowana przez Google’a dla wszystkich wydawców francuskich. Wynosi ona 30 milionów euro w porównaniu z 2 miliardami euro zysku, jakie rocznie amerykański gigant wyciąga z samej tylko Francji.

Google – zdaniem Křetínský’ego – próbuje wykorzystać trudną sytuację na rynku mediów spowodowaną przez pandemię, by narzucić wydawcom niekorzystne dla nich propozycje. Czeski przedsiębiorca zapowiada jednak, że nie ugnie się i będzie dochodzić swoich praw przed sądami. Jak pisze, robi to również dla wszystkich małych wydawców, którym nie starcza pieniędzy, oraz dla dziennikarzy, którzy są pokrzywdzeni przez takie nieczyste umowy.

Warto obserwować boje czeskiego biznesmena z internetowym gigantem, ponieważ od nich zależeć może w dużej mierze przyszły kształt rynku internetowego w Europie, w tym także w Polsce. My również możemy przecież skorzystać z unijnej dyrektywy, która może znacząco zmienić relacje między tradycyjnymi mediami a internetowymi monopolistami.

za wPolityce.pl/kp