DODAJ FILM MP-4 LUB WPROST Z Y.T F.B lub inny
EDYTUJ SWÓJ FILM LUB USUŃ
ZOBACZ WSZYSTKIE SWOJE FILMY
KONTA AUTORÓW WPISÓW I FILMÓW
    UWAGA !! WAŻNE - Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji. Zamieszczane artykułu są w wiekszości re- publikacjami materiałów z innych stron - REDAKCJA NIE INGERUJE W ICH TREŚCI W CELU ZACHOWANIA BEZSTRONNOŚCI , A CELEM PUBLIKACJI JEST PODDANIE TYCH MATERIAŁÓW POD OSĄD I KRYTYKĘ CZYTELNIKÓW W KTÓRE OPINIE NIE MOŻE INGEROWAĆ AUTOR MATERIAŁU W FORMIE MODERACJI LUB CENZURY

M-forum A.V Live.

WESPRZYJ DOWOLNĄ KWOTĄ ROZWÓJ JEDYNEJ W POLSCE NIEZALEŻNEJ STRONY INFORMACYJNEJ przycisk Przekaż darowiznę poniżej :-)

miejsce-na-reklame.

Wyrwał: Bajka o samowystarczalnej Polsce, czyli jak odrzucamy niemiecką pomoc i ile nas to kosztuje [OPINIA] ☀Autor Gabi☀

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
The following two tabs change content below.
miejsce-na-reklame.

Gabi

Witam, nazywam się Gabriela Nowak, pracuję jako asystentka  zarządzania i obsługi Klienta w Kancelarii Prawnej,  niedawno w kwietniu 2019 r zostałam Przewodnicząca Komisji Skrutacyjnej w Radzie Miasta - gdzie czynnie reprezentuję interesy mieszkańców, którzy mi zaufali i mnie wybrali ! STOP CENZURZE   UWAŻASZ, ŻE CENZURA - ŁAMIE TWOJE PRAWA RP ?  WESPRZYJ MNIE - W TYM CO ROBIĘ - ♛  z dopiskiem - DAROWIZNA  ! Nest Bank Polska 75187010452078115029220001  Nest Bank zagranica IBAN PL75187010452078115029220001  Kod SWIFT Nest Bank: NESBPLPW   Dziękuję, $$$ Pozdrawiam i zapraszam do komentowania !   ♡♡♡ ZOBACZ TAKŻE POMAGAM ♡♡♡  https://zrzutka.pl/gc97mb
 

Kiedy Polska stała się jednym z najbardziej dotkniętych pandemią koronawirusa krajów, rząd karmi nas bajką o „samowystarczalności” w walce z wirusem. Kiedy Niemcy proponują pomoc, rząd obrusza się na brak „konkretnych ofert” z ich strony. Wśród kolejnych uników polskiego rządu, aby nie przyjąć pomocy od złego Niemca, umierają ludzie. Tylko w ostatnim tygodniu na koronawirusa zmarło 2 tys. Polaków.

  • Z pomocy Niemców korzystają kraje tak bogate jak Holandia, Francja, Włochy czy Hiszpania. Jednak polskiemu rządowi trudno przyjąć tę pomoc po latach grania kartą złego Niemca
  • Prezydent Duda przez tydzień ignorował list z ofertą pomocy od prezydenta Steinmeiera
  • Wiceszef MSZ Marcin Przydacz uznał niemiecką ofertę za „medialne dyskusje”. Wiceminister zdrowia Waldemar Kraska zapewnia o wystarczającej liczbie łóżek i respiratorów
  • Tymczasem lekarka z Kielc informuje mnie o „drugiej Lombardii” w tym mieście, a medyk z Płocka o braku sensu planowania pracy w szpitalu na dalej niż dwa dni

Polska należy do najbardziej dotkniętych krajów drugą fazą pandemii koronawirusa. Według sobotnich danych z gromadzącej globalne statystyki witryny Worldometers jesteśmy na 5. miejscu na świecie pod względem dziennej liczby nowych zakażeń (27 875) i na 8. miejscu pod względem dziennej liczby zgonów (349).

System ochrony zdrowia znajduje się na granicy wydolności, gospodarka ledwie dyszy, a wszyscy stoimy przed realną groźbą kolejnego lockdownu.

Jedynym krajem w Europie, który mimo skomplikowanej sytuacji u siebie, wciąż dysponuje wystarczającą ilością sprzętu, personelu medycznego i łóżek, aby pomagać innym w walce z koronawirusem, są Niemcy. W pierwszej fazie pandemii niemiecką pomoc przyjęły kraje znacznie bogatsze od Polski: Francja, Włochy, Hiszpania. My się wstrzymaliśmy. Wtedy rządowi udawało się jeszcze przekonać obywateli, że panuje na wirusem.

Jednak sześć miesięcy później sytuacja Polski jest diametralnie inna. Bezczynność rządu w ostatnich miesiącach sprawiła, że od tygodni stoimy na granicy katastrofy. Na początku października Niemcy ponowili propozycję pomocy dla europejskich partnerów.

Pierwsi skorzystali z niej Holendrzy. Od tygodni pacjenci z tego kraju są leczeni w niemieckich szpitalach. Następnie o pomoc poprosili Czesi. Ich pacjenci leczą się w Bawarii, a w ostatnich dniach czeski rząd otrzymał z Niemiec 100 respiratorów. Teraz o pomoc zwróciła się do Niemców Francja. W tym momencie oba kraje rozmawiają o transporcie francuskich pacjentów do niemieckich szpitali.

Strategia milczenia

A Polska? Jeszcze do niedawna polski rząd zbywał niemieckie propozycje milczeniem, licząc, że informacja o niemieckiej ofercie nie stanie się elementem publicznej debaty.

Świadomi dramatycznej sytuacji w Polsce politycy zza Odry zaczęli więc wysyłać bezpośrednie sygnały w stronę polskiego rządu. 21 października niemiecki minister ds. Europy Michael Roth napisał po polsku na Twitterze: „Solidarność w tych trudnych czasach jest dla nas szczególnie ważna. Pomagamy naszym europejskim sąsiadom i partnerom w ochronie zdrowia ludzi i w skutecznym zwalczaniu pandemii koronawirusa”.

Ale rząd wciąż milczał. Wtedy prezydent Niemiec Frank-Walter Steinmeier zaproponował pomoc w oficjalnym liście do prezydenta Andrzeja Dudy. „Daj mi proszę znać, czy w obecnej sytuacji możemy coś zrobić dla Polski” – napisał 28 października. Także tę oficjalną ofertę prezydent Duda zbył wówczas milczeniem.

Milczenie było strategią polskich władz na zbycie niemieckich propozycji do początku listopada. 3 listopada wysłałem z Onetu pytania dotyczące oferty niemieckiej pomocy do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Ministerstwa Zdrowia, kancelarii premiera i prezydenta. Jeszcze tego samego dnia dnia dostałem odpowiedź z kancelarii prezydenta, że Andrzej Duda jednak odpowie prezydentowi Steinmeierowi.

Wszystko mamy, jest świetnie!

Następnego dnia na stronach kancelarii prezydenta pojawiła się odpowiedź prezydenta Dudy z ogólnikowym stwierdzeniem, że „Polska, jeśli zajdzie taka potrzeba, jest gotowa ściśle współpracować z Niemcami w walce ze skutkami pandemii Covid-19”. Ani słowa o przyjęciu pomocy.

Potem było już tylko gorzej. 5 listopada w TVN24 wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz oświadczył, że „jako osoba odpowiedzialna w MSZ za zespół zarządzania kryzysowego nie otrzymałem żadnej konkretnej oferty ze strony niemieckiej poza tymi dyskusjami medialnymi”.

To absolutnie kuriozalne słowa ze strony przedstawiciela rządu, ponieważ procedura przekazywania przez Niemców pomocy do innych krajów za każdym razem wyglądała tak samo:

  • Najpierw Niemcy wysłali do wszystkich europejskich partnerów ofertę pomocy
  • Następnie kraj, który ją przyjął, informował Niemców, czego potrzebuje
  • Wtedy Niemcy przekazywali konkretną pomoc

To najprostsza i najbardziej naturalna procedura przekazywania pomocy, obowiązująca na całym świecie. Polski MSZ doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Oczekiwanie przez ministra Przydacza na „konkretną ofertę”, nie przedstawiwszy wcześniej własnych potrzeb, jest tyleż marną, co fałszywą wymówką.

Ta wymówka nie zdziwiła mnie jednak wcale, bo kiedy dwa dni wcześniej wysłałem do MSZ oficjalne pytanie o niemiecką pomoc, ministerstwo zasugerowało mi w odpowiedzi, że nie jest stroną w tej sprawie. Jeżeli Ministerstwo Spraw Zagranicznych nie jest stroną w zagranicznych sprawach, to kto nią jest? Okazuje się, że relacjami Polski z zagranicą zajmuje się teraz Ministerstwo Zdrowia, bo właśnie tam odesłało mnie biuro rzecznika MSZ.

Wysłałem więc pytania do Ministerstwa Zdrowia. A to udzieliło mi dwuzdaniowej odpowiedzi: „Na dziś nie ma planów kierowania jakichkolwiek polskich pacjentów poza granicę kraju. Zwiększamy możliwości polskiego systemu ochrony zdrowia”.

W tej sytuacji w ogóle nie zdziwiła mnie wypowiedź wiceministra zdrowia Waldemara Kraski na antenie Programu 1 Polskiego Radia z 5 listopada: – Mamy wystarczającą liczbę łóżek i respiratorów, budujemy szpitale tymczasowe. W tej chwili jesteśmy samowystarczalni, takiej pomocy Polska nie potrzebuje – powiedział wiceminister Kraska.

Mamy drugą Lombardię

Sytuację w ochronie zdrowia śledzę od początku wybuchu epidemii koronawirusa w Polsce. W ciągu tych dziewięciu miesięcy zdążyłem napisać na ten temat książkę i kilkadziesiąt artykułów. Na podstawie dziesiątek rozmów z lekarzami, ratownikami i ekspertami z zakresu ochrony zdrowia stwierdzam, że albo ja i moi rozmówcy żyjemy w alternatywnej rzeczywistości, albo żyje w niej wiceminister Kraska i cały niechętny przyjęciu niemieckiej pomocy rząd.

Prezes Naczelnej Rady Lekarskiej prof. Andrzej Matyja mówi mi, że w jego Szpitalu Uniwersyteckim w Prokocimiu w Krakowie „wszystkie respiratory są na bieżąco zajęte” i apeluje do rządu o przyjęcie pomocy od zachodniego partnera. Znacznie bardziej dramatycznie brzmią doniesienia szeregowych lekarzy i ratowników ze szpitali w całej Polsce.

Lekarka z Kielc mówi mi wprost, że mają tam „drugą Lombardię”, odnosząc się do włoskiego regionu szczególnie dotkniętego wirusem wiosną. Deficyty sprzętowe na oddziale tej lekarki są tak duże, że trudno znaleźć tam prosty worek samorozprężalny, tzw. ambu, do mechanicznej wentylacji pacjenta. Lekarka chciała go użyć, bo w respiratorze chińskiej produkcji nie pasują do siebie rurki, podobnie jak maska nie pasuje do twarzy pacjenta. Wszystkie respiratory, nawet te wadliwe, są zajęte. W szpitalu mówi się, że pacjentów w krytycznym stanie niedługo nie będzie się już podłączało pod respiratory, bo prostu nie ma sprzętu.

Lekarz z niecovidowego szpitala w Płocku informuje mnie, że w jego placówce leży kilku pacjentów chorych na covid, których nie są w stanie wywieźć do szpitala covidowego, bo jeszcze kilka dni temu w całym 120-tysięczne miasto jeździła jedna karetka covidowa. Dopiero na dniach wprowadzono drugą. Ten lekarz dodał, że architektura szpitala skazuje go na porażkę z wirusem, bo nie ma w nim śluz, więc kiedy obsługujący covidowego pacjenta lekarz w kombinezonie wychodzi na korytarz, całe pomieszczenie automatycznie staje się strefą skażoną. – Planujemy tylko na bieżący, ewentualnie kolejny dzień. Planowanie na dwa dni to zbyt odległa przyszłość – mówi mi ten lekarz.

Ratownik z Raciborza mówi mi z kolei, że pogotowie w jego mieście lada dzień może zostać zamknięte z powodu masowego upływu personelu z powodu zakażeń, kwarantanny i zwykłego wycieńczenia. Pokazuje mi kartę, z której wynika, że przez siedem godzin szukali w całym regionie miejsca dla swojego pacjenta. A przecież wiadomo, że są załogi, które jeżdżą ze swoimi pacjentami nawet ponad 12 godzin. Załogi karetek zostawiają w domu coraz więcej pacjentów, podając im tylko niezbędne leki i poprawiając na szybko parametry życiowe przy pomocy dostępnego sprzętu.

Takie opowieści mógłbym mnożyć. Właśnie w takiej rzeczywistości żyją medycy, z którymi rozmawiam. To zupełnie inna rzeczywistość od opowieści o „samowystarczalnej” Polsce, jaką serwują nam politycy odrzucający oferty pomocy od zachodniego sąsiada.

Karta złego Niemca

Rozumiem, dlaczego politycy PiS są niechętni niemieckiej pomocy. Przez ostatnie lata na potrzeby wyborcze bardzo ostro grali kartą złego Niemca. Dlatego teraz tak trudno im przyjąć od niego pomoc. Jednak w sytuacji, kiedy całkowite załamanie się systemu ochrony zdrowia, może być kwestią tygodni, jeśli nie dni, należy schować do kieszeni własne ambicje i strategie, bo ceną za tę źle rozumianą dumę jest śmierć kolejnych dziesiątek i setek Polaków.

Smutne w tym wszystkim jest to, że rząd odrzuca oferty pomocy także ustami przedstawiciela resortu zdrowia. Jeszcze do niedawna uważałem ministra zdrowia Adama Niedzielskiego za dość sprawnego szefa tego resortu. Nie jest tajemnicą, że jego poprzednik Łukasz Szumowski w ogóle nie konsultował się ze środowiskiem lekarskim w trakcie walki z wirusem. Teraz ze środowiska lekarskiego dochodzą do mnie sygnały, że do takich konsultacji – nie mnie oceniać, czy w stopniu wystarczającym, czy nie – jednak dochodzi.

Jednak skandaliczna wypowiedź wiceministra Kraski o „samowystarczalności” Polski w walce z koronawirusem z pewnością była uzgodniona z jego szefem. Tym samym minister Niedzielski dołączył do grona polityków, którzy świadomie poświęcają zdrowie i życie pacjentów w imię innych – politycznych – celów.

Marcin Wyrwał
Dziennikarz i reporter Onet.pl
0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
miejsce-na-reklame.

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: