Aplikacja ProteGo Safe. / Zdjęcie ilustracyjne.

Już niedługo rząd może wprowadzić całkowity lockdown i zamknąć Polaków w domach. Pojawił się pomysł, by wypuszczać tylko osoby, które zainstalowały na telefonie aplikację “Protego Safe Stop Covid“. Eksperci twierdzą, że aplikacja nie spełnia swojego zadania, a użytkownicy obawiają się, że służy do inwigilacji.

Jeden z rządowych ekspertów podzielił się z „Dziennikiem Gazetą Prawną” nowym pomysłem na walkę z koronawirusem. Ma on polegać na podzieleniu obywateli na tych, którzy zainstalowali rządową aplikację „Protego Safe Stop Covid” i którzy będą mogli opuszczać domy oraz na resztę, która zostanie zamknięta w czterech ścianach.

– Kończą nam się pomysły na walkę z koronawirusem – przyznał z rozbrajającą szczerością ekspert.

Rozmówca DGP stwierdził, że „warto rozważyć wprowadzenie wymogu posiadania aplikacji STOP COVID przez osoby, które mają smartfony i chciałby wyjść z domu”.

Chaos przy tworzeniu apki

W tym momencie jest jednak tylko „wstępna koncepcja”. Eksperci natomiast krytykują rządową aplikację.

„Odradzam instalowanie aplikacji ProteGO Safe i innych aplikacji służących do śledzenia kontaktów w bieżącej ich formie” – pisze na swoim blogu programista Jasisz, który twierdzi, że pracował przy powstawaniu aplikacji.

Przy powstawaniu aplikacji miał panować chaos. Pierwsza ekipa pracująca nad rządową apką ostatecznie zarzuciła projekt. Dokończył ją inny zespół.

„Obecny kod aplikacji jest czymś zupełnie innym, niezgodnym ze specyfikacją, która była wcześniej dyskutowana. Pojawił się dość znienacka. Aplikacja robi dużo rzeczy poza właściwym śledzeniem kontaktów, takie jak kwestionariusze do diagnozy. To utrudnia jej ewentualne sprawdzenie przez niezależnych specjalistów” – opisuje programista.

Kod losuje z kapelusza?

Jaka jest główna wada oprogramowania? „Przede wszystkim jest ono scentralizowane. Jaki jest w tym problem? Mówiąc najprościej i obrazowo – w tym rozwiązaniu muszę zaufać, że po stronie serwera wszystko jest tak jak mi napisało Ministerstwo. Jest to kluczowy element działania aplikacji, ale jednocześnie nie mam żadnej możliwości sprawdzenia czy tak jest naprawdę. Na serwerze może być odpalony kod, który odpowiedź na kluczowe pytanie czy miałem kontakt z zakażonym losuje sobie z kapelusza” – napisał Jasisz.

Internauci natomiast obawiają się, że przy pomocy aplikacji rząd będzie ich „szpiegował”. Obowiązek instalacji na pewno spotkałby się z nieprzychylnym przyjęciem ze strony społeczeństwa.

Źródło: jasisz.github.io, DGP