Konrad Berkowicz i Janusz Korwin-Mikke. / foto: YouTube
Konrad Berkowicz i Janusz Korwin-Mikke. / foto: YouTube

Marcin Dobski z tygodnika „Wprost” twierdzi, że „mogło dojść do bezpodstawnego wzbogacenia się” liderów partii KORWiN. Na konto jej liderów miało wpłynąć po kilkadziesiąt tysięcy złotych, kiedy okazało się, że państwo może przejąć majątek partii.

Przypomnijmy, że w 2015 roku, choć partia KORWiN nie dostała się do Sejmu, to otrzymała kilka milionów subwencji rocznie. Jednak przez problemy formalne partia nie mogła się zarejestrować i istniało ryzyko utraty subwencji.

Wówczas – w lutym 2019 roku – liderzy partii KORWiN mieli wypłacić sobie „z góry” po 90 tysięcy złotych pensji. Pieniądze te trafiły do Janusza Korwin-Mikkego, Konrada Berkowicza oraz Sławomira Mentzena. Z kolei ponad 40 tysięcy złotych zasiliło konto Marcina Sypniewskiego.

Oprócz wspomnianych pieniędzy ponad 126 tysięcy złotych otrzymał Konrad Berkowicz za „usługi informatyczne”. Zdaniem anonimowego informatora z partii KORWiN Berkowicz miał stworzyć aplikację, której jednak ten nie widział i nie zna. – Nigdy nic takiego nie widziałem, nie ma żadnej aplikacji – powiedział w rozmowie z Dobskim.

Przelewanie pieniędzy z subwencji partyjnych na prywatne konta jest dozwolone, jednak także obarczone wymogami, do których złamania zdaniem Marcina Dobskiego „mogło dojść”. Problem ma stanowić właśnie brak rejestracji partii przez sąd.

W związku z jej brakiem, nowe prezydium partii nie zostało zarejestrowane do maja 2019 roku. Formalnie w jego skład wchodzili Janusz Korwin-Mikke, Jarosław Iwaszkiewicz i Przemysław Wipler. Tymczasem uchwałę o wypłacie środków w lutym podjęto w 2018 roku. Pieniądze dostali nowi członkowie prezydium, czyli Berkowicz, Menzeten i Sypniewski. Wątpliwości nie ma jedynie w przypadku Korwin-Mikkego.

Zdaniem Dobskiego istnieją przesłanki, aby „zbadać czy nie doszło do bezpodstawnego wzbogacenia się polityków (uzyskanie korzyści majątkowej bez podstawy prawnej). To oznaczałoby konieczność zwrócenia pieniędzy. Śledczy powinni też sprawdzić, czy nie popełniono przestępstwa menedżerskiego, ściganego z kodeksu karnego”.

Pod wpisem Marcina Dobskiego na Twitterze pojawił się jednak szereg wątpliwości, co do foromułowanych zarzutów. – I co, PKW jakoś na to zareagowało? Uznało to za czyn, który nie jest zgodny z prawem? Bo tak Pan sugeruje. Czy w tym przypadku słowo „moglo dojść” jest tylko po to, aby ewentualnie nie doszło do jakichś procesów? – pyta Grzesiek Gawin.

– Dlaczego w oświadczeniach majątkowych JKM i Berkowicza nie ma tych pieniędzy? – zapytuje Mariusz Morda. A użytkownik o nicku „Nero” dodaje: Po 90k podczas gdy Razem wypłaciło po 200 i nikt nie nawet się nie zająknął? xD Amatorzy w tej Konfie, jeszcze by zarabiać chcieli. Wstrętni kapitaliści xD

 nczas,com
Mateial pomocniczy 
Image
Po 90 tys. zł pensji z góry wypłacili sobie liderzy Konfederacji z partii KORWiN, gdy pojawiło się ryzyko, że majątek tego ugrupowania może przejąć państwo. Mogło dojść do bezpodstawnego wzbogacenia się. Śledczy powinni też sprawdzić, czy nie popełniono przestępstwa menedżerskiego, czyli wyrządzenia znacznej szkody majątkowej partii, co podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.

Po 108 300 zł trafiło na konta posłów Konfederacji Janusza Korwin-Mikkego i Konrada Berkowicza oraz Sławomira Mentzena (nie dostał się do Sejmu). 49 260 zł wypłacono sekretarzowi Konfederacji, zarazem ówczesnemu skarbnikowi partii KORWiN, Marcinowi Sypniewskiemu. Pieniądze pochodziły z subwencji partii KORWiN, która w wyborach parlamentarnych uzyskała 4,76 proc. głosów, co sprawiło, że przyznano jej ok. 4,2 mln zł rocznie (przez cztery lata). Były to pensje w 2019 r. dla części członków prezydium ugrupowania Korwin-Mikkego. Problem w tym, że gdy pieniądze były wypłacane, to ciało statutowe miało zarejestrowany w sądzie inny skład od tego, którego członkom zapłacono pieniądze. Istniało też realne ryzyko, że nowe prezydium nie zostanie nigdy zarejestrowane, a partia zostanie zlikwidowana i jej majątek przejmie Skarb Państwa. Dopiero 8 maja 2019 r. sytuacja została prawnie uporządkowana.

Ponadto, poseł Berkowicz dostał przelew z partii KORWiN na kwotę 126 tys. zł za usługi informatyczne, które miał wykonać. Są wątpliwości, czy tak się stało. Wszystkie powyższe działania budzą poważne obawy o ich zgodność z prawem. Partia KORWiN nabrała wody w usta, nie odpowiada na pytania „Wprost”. Chociaż zapewniono nas, że otrzymamy odpowiedzi, poproszono jedynie o dłuższy termin na ich przygotowanie.

Mateial pomocniczy/wprost