Źródło: Internet

Jeśli komuś do tej pory wydawało się, że rząd Mateusza Morawieckiego zakończył „zabawę w kolory”, to jest w błędzie. Już wkrótce oprócz ogólnokrajowej strefy czerwonej pojawią się „elitarne” czarne strefy. 

Nowy poziom restrykcji zasugerowali pandemiczni doradcy rządowi. Jednym z nich jest dr Franciszek Rakowski z Interdyscyplinarnego Centrum Modelowania Matematycznego i Komputerowego Uniwersytetu Warszawskiego. To właśnie on miał zasugerować czarne strefy czyli „lokalne lockdowny”.

Czarne strefy będą jak Wuhan z początku epidemii w Chinach. Będzie w nich obowiązywał zakaz wychodzenia z domu. Zatem przemieszczanie się będzie w zasadzie wykluczone. Zostaną całkowicie zamknięte szkoły.

Rakowski jest zdania, że sama nazwa „czarna strefa” może wywierać psychologiczny efekt na Polakach, którzy dzięki temu z automatu zaczęliby bardziej na siebie uważać i nie byłyby konieczne jeszcze ostrzejsze restrykcje i przepisy. Czyżby?

Nawet jeśli nie zostaną wprowadzone nowe restrykcje administracyjne, to społeczeństwo i tak mocno zareaguje, będzie się pilnowało. Trend wzrostu epidemii zostanie przyblokowany – twierdzi Rakowski.

Obecnie do „czarnych stref” kwalifikuje się 15 powiatów oraz miasto Kraków.

Tymczasem rząd ciągle zwleka z decyzją odnośnie Wszystkich Świętych przy jednoczesnym podkreślaniu, że nadchodzące tygodnie będą krytyczne i możemy się spodziewać nawet 20-25 tysięcy potwierdzonych zakażeń dziennie.

Morawiecki i Niedzielski są więc bardzo niekonsekwentni. Jeśli utrzymują, że sytuacja jest bardzo poważna, a mimo to nie zamkną cmentarzy i z tego powodu dojdzie do jeszcze większej fali zachorowań, to może to być początek końca rządów PiS. Trudno bowiem będzie im wytłumaczyć tak sprzeczne ze sobą działania w walce z COVID-19.

zmianynaziemi