Zdjęcie symbol „Marszu o wolność”. / foto: Marek Skalski, nczas.com

To miał być spokojny pokojowy protest, jednak nic z tych rzeczy. Zadbała o to policja, która od początku twierdziła, że zgromadzenie jest nielegalne i otoczyła tłum kordonem oraz prowokatorzy, którzy tejże policji dawali pretekst do działania.

„Marsz o wolność” miał rozpocząć się o godzinie 12 na Placu Defilad w Warszawie. Manifestujący zaczęli gromadzić się znacznie wcześniej, a policja jeszcze przed godziną rozpoczęcia manifestacji odgrodziła kilkutysięczną grupę, która była już pod sceną.

Agresja policji

To sprawiło, że kolejnych kilka tysięcy osób znalazło się poza kordonem policji i nie mogło dostać się do środka. Jak relacjonują „Stadionowi Oprawcy”, próba dostania się do środka grupy kibiców, zakończyła się zatrzymaniami.

Z kolei Michał Jelonek, były redaktor Mediów Narodowych, obecnie współpracujący z Konfederacją pokazał w mediach społecznościowych nagranie brutalnego zatrzymania mężczyzny, który wcale nie był agresywny.

W tłumie pojawili się ubrani cali na czarno prowokatorzy, którzy rzucili w kierunku policji butelki, kliku z nich doskoczyło do funkcjonariuszy. Grzegorz Braun wzywał ze sceny do pokojowej manifestacji i wykluczenia z niej tych, którzy zachowują się agresywnie wobec policji.

Policja jednak reagowała z pełnym impetem, używając gazu łzawiącego wobec każdego zgromadzonego na miejscu, a także siłowo wyciągając poszczególne nieagresywne osoby z tłumu. – Policja bierze udział w przestępstwie – powiedział poseł Braun.

To właśnie wtedy, kiedy jeszcze większość manifestujących była na Placu Defilad, nasz reporter Marek Skalski zrobił to zdjęcie, które powinno stać się symbolem „Marszu o wolność”.

Marsz podzielony

Sam Marsz podzielił się na kilka grup. Kilka tysięcy osób zostało z organizatorami oraz posłem Grzegorzem Braunem otoczonych przez policję. Policja wzywała do opuszczenia zgromadzenia, a jednocześnie nie pozwalała nikomu wyjść.

Po negocjacjach, które podjął Grzegorz Braun, policja zgodziła się na wypuszczenie części manifestujących, jednak po wyjściu większości osób zmieniła zdanie i zamknęła kordon. Skończyło się podobnie jak podczas Strajku Przedsiębiorców na otoczeniu grupy osób, w tym posła Grzegorza Brauna.

Zdecydowanie większa grupa osób pozostała na zewnątrz kordonu i po pewnym czasie podzieliła się na kilka grup i ruszyła w różne strony Warszawy. Przejścia te próbowała blokować policja, jednak dość nieudolnie, protestującym udało się dostać na Nowogrodzką, pod Arkadię oraz na Plac Bankowy.

Jak na razie nie mamy danych na temat frekwencji na marszu, a jego nietypowy przebieg utrudnia szacowanie. Można jednak śmiało powiedzieć, że widzieliśmy kilka grup po kilka tysięcy osób, a więc frekwencja powinna wynieść kilkanaście, a może kilkadziesiąt tysięcy osób.

Policja użyła gumowych kul

Do szczególnie tragicznych zdarzeń doszło, jak informują świadkowie, na Placu Zamkowym. Jeden z mężczyzn w rozmowie z „Mediami Narodowymi” relacjonuje, iż policja użyła wobec protestujących gumowych kul. – Ja chodziłem na manifestację jak była Solidarność. Ja nie wiem, kiedy jest gorzej – mówił szczerze mężczyzna.

– Policja zaczęła strzelać z broni gumowymi kulami, my szliśmy z flagą i jak parę ludzi dostało, to ta flaga upadła. Podniosłem flagę i później ktoś mnie tak zajechał gazem, że siedzę dłuższy czas i nie mogę dojść do siebie – relacjonuje mężczyzna.

– Chciałem wyjść z żoną, a policjanci mówili: nie wypuszczać – mówił. – Strzelali kogo popadnie z tych kul. Później po tych kulach zaczęli gazem jechać. My szliśmy pokojowo, każdy tylko wydawał okrzyki, nikt nic nie robił do nikogo w żaden sposób agresywny – dodaje.

Stanowisko policji

Głos w sprawie zabrała na Twitterze także Komenda Stołeczna Policji, a raczej jej przedstawiciel, który patrząc na reakcje Internautów nie ma najlepszej passy. – Podejmujemy zdecydowane działania wobec osób, które gromadząc się na pl. Defilad swoim zachowaniem naruszają zasady bezpieczeństwa związane ze stanem epidemii. Lekceważące i jaskrawe naruszanie przepisów to powód naszej reakcji – czytamy.

– Łżecie bezczelnie. Nie ma stanu nadzwyczajnego, więc nie macie prawa ingerować w wolność zgromadzeń. Każdy policjant, który utrudnia przebieg zgromadzenia popełnia przestępstwo i prędzej czy później poniesie za to odpowiedzialność karną – odpowiada Jacek W. Bartyzel z Konfederacji.

– Policjanci działają zdecydowanie i skutecznie. Dotychczas zatrzymano ponad 120 osób. To zatrzymania prewencyjne i do celów procesowych. Lekceważenie prawa i celowe naruszanie obowiązujących przepisów ma konsekwencje. Komunikowaliśmy to wyraźnie przed rozpoczęciem naszych działań – napisano w kolejnym tweecie.

– „Zatrzymania prewencyjne”? Funkcjonariusze (i autor wpisu) chyba na głowę upadli – komentuje Patryk Wachowiec z Forum Obywatelskiego Rozwoju.

Problemy z dotarciem do Warszawy

Tego, że podczas „Marszu o wolność” może dojść do problemów mogliśmy się spodziewać. Docierają do nas informacje od osób wybierających się na marsz, iż zostali zatrzymani w drodze przez policję. – Zatrzymali trochę ludzi na dojazdówkach do Warszawy – wyjawia nam jedna z takich osób.

Poniżej zarejestrowane przez niezależne media relacje na żywo, na których możecie zobaczyć z różnych perspektyw, co działo się dziś w Warszawie:

nczas.com