Smartfon
Autor: Materialy prasowe

Śmiały pomysł wprowadzenia estońskiej formuły rozliczenia CIT jest coraz bliżej realizacji. Trwają prace komisji sejmowej. Wiele osób zarzuca nowej legislacji stwarzanie kolejnych barier dla biznesu. Podczas gdy projekt budzi wiele kontrowersji, eksperci trzeźwym okiem patrzą na wady i zalety takiego rozwiązania.

Więcej o planach premiera rok od przedstawienia pomysłu mówi Monika Pupiec, Kierowniczka Zespołu Wsparcia Zarządzanie Finansami w Kalasoft Sp. z o.o.

– Jeżeli takie rozwiązanie zostałoby wprowadzone, mogłoby doprowadzić do wzrostu innowacyjności i konkurencyjności małych przedsiębiorstw. Pieniądze z zysku, które dotąd w całości podlegały opodatkowaniu CIT, podlegałyby wg nowej formuły opodatkowaniu tylko w części, która nie pozostała w firmie (została przeznaczona na wypłaty z zysku lub na inne cele niż jej działalność). Można założyć, że ta część zysku, która pozostała w firmie byłaby wyższa o kwotę, którą dotychczas odprowadzano do urzędu skarbowego (19 proc.). Jest to wymierna korzyść, zachęta dla przedsiębiorców do zatrzymania pieniędzy w firmie i wsparcie inwestycji w kolejne przedsięwzięcia czy w jej zasoby własne.

– […] Dla państwa byłaby to inwestycja raczej długoterminowa. W początkowej fazie obowiązywania takiej formuły rozliczeń CIT, należałoby się liczyć ze spadkiem wpływów do budżetu, a co za tym idzie – mniejszymi wpływami np. do kas samorządów terytorialnych, które w dużej części zależą od podatku CIT.

– Nie należy się obawiać nowych przepisów, ponieważ zdolność dopasowywania się polskich przedsiębiorców do nowych rozwiązań jest duża. Dla małych przedsiębiorców, podatników CIT, a zwłaszcza spółek prawa handlowego, zmiana ta oznacza wymierne korzyści. Zyskają na tym jednak tylko te firmy, które są osobami prawnymi. Małe przedsiębiorstwa to natomiast w dużej mierze osoby fizyczne, rozliczające podatek dochodowy od osób fizycznych. Myślę, że i w tym przypadku taka zmiana byłaby bardzo wskazana.

se.pl