Źródło: YouTube KPRM

Bez skrupułów.

Józef Matkowski w prywatnych rozmowach mówi, że trzyma CBA za jaja. Matkowski, według naszych źródeł, oczekuje od CBA zwrotu ponad 50 mln złotych za utraconą działkę. Człowiek, który pomógł pomówić sędziów Sądu Najwyższego, jest dziś dla byłych szefów CBA Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika tykającą bombą.

W mediach Matkowski znany jest jako bohater afery określanej mianem korupcji w Sądzie Najwyższym. Zaangażowani w opisywanie tej sprawy dziennikarze, wspierający PiS, świadomie wprowadzają opinię publiczną w błąd, określając tę sprawę jako czystą korupcję.

Takie stanowisko, podzielane przez funkcjonariuszy Centralnego Biura Antykorupcyjnego burzy sama kwalifikacja prawna. Śledztwo dotyczy bowiem „powoływania się w okresie 22 grudnia 2008 r. do 14 października 2009 we Wrocławiu, Warszawie i innych miejscowościach na terenie Polski oraz poza jej granicami na wpływy w Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu, oraz w Sadzie Najwyższym i podjęcia się pośrednictwa w załatwieniu korzystnych dla ustalonej osoby (J. Matkowskiego – przyp. red) orzeczeń sądowych […] w zamian za korzyści majątkowe i obietnice ich udzielenia”.

Sprawa dotyczy więc – co najwyżej – płatnej protekcji, której w żadnym razie nie można utożsamiać z łapownictwem. Sprawcą tego przestępstwa może być jedynie osoba, która nie jest uprawniona w żaden sposób do załatwienia danej sprawy, jako funkcjonariusz publiczny, w tym wypadku, jako sędzia. A niestety taką etykietę łapowników od początku tego śledztwa starano się przypisać sędziom z Wrocławia, a także sędziom Sądu Najwyższego.

Sprawa, która przerosła CBA

CBA od początku stało na stanowisku, że z ich materiałów wynika, że do łapownictwa miało dochodzić w sądach. Tłem z tej „palety zdarzeń korupcyjnych” była sprawa Matkowskiego, czyli powoływania się na wpływy w Sądzie Apelacyjnym we Wrocławiu i Sądzie Najwyższym. Dotyczące sprawy materiały CBA zdobyło na podstawie prowadzonych czynności operacyjno-rozpoznawcze. Działania te oparte były zarówno na kontroli operacyjnej, jak i czynnościach związanych z wręczeniem korzyści majątkowej.

Dlaczego krakowska Prokuratura Apelacyjna umorzyła sprawę, gdzie było tyle zarzutów?

Rozmawialiśmy z doświadczonymi prokuratorami. Wszyscy uznają, że powodem decyzji krakowskich śledczych były błędy CBA, związane z kwestiami czysto prawnymi. Nie stwierdzono zaś zachowań, które faktycznie wskazywałyby na to, że w Sądzie Najwyższym doszło do łapownictwa. Dlatego Prokuratura Apelacyjna w Krakowie umarzając postępowanie, podnosiła kwestię błędów proceduralnych.

Były one w ocenie śledczych tak poważne, że uniemożliwiały wykorzystanie zgromadzonych przez CBA tych materiałów, jako dowodów.

Wyłudzona sądowa zgoda

Okazało się, że szef CBA, wtedy Mariusz Kamiński, we wnioskach o zgodę na czynności operacyjno-rozpoznawcze opisał sytuację niezgodną z rzeczywistością.

Chodziło o wytworzenie istnienia wiarygodnej informacji o popełnionym przestępstwie. Takich danych CBA jednak nie miało. Dlatego działania podejmowane na podstawie zgody opartej na takich przesłankach, musi w państwie prawa być uznane za wadliwe. Odrębną kwestią pozostaje fakt złamania prawa przez szefów CBA.

Kierownictwo CBA starało się walczyć w tej sprawie rękami usłużnych dziennikarzy i przekazując im rozmaite „wrzutki”. Przekazywane na przykład Cezaremu Gmyzowi, który dwoił się i troił, aby „sprawa Matkowskiego”, była postrzegana przez jako przykład korupcji w Sądzie Najwyższym.

CBA wykorzystało człowieka, który chodził po Wrocławiu i opowiadał, że został oszukany przez skorumpowanych sędziów, bo nie zgadzał się z wyrokiem.

Kryminalny sposób działania

Praktyką współpracowników CBA było nagrywanie rozmów z osobami, którym planowano wręczenie korzyści majątkowej lub złożenie takiej propozycji.

Chodziło o to, aby uzyskać potwierdzenie uzyskania dowodów przestępstwa, ale nie poprzez niejawne wręczenie takiej korzyści, ale utrwalając wypowiedzi tych osób. Takie zachowanie CBA było sprzeczne z art. 17 i 19 ustawy o CBA.

Kontrola operacyjna w takiej sprawie powinna być, zgodnie z przepisami, ograniczona do wręczenia korzyści majątkowej lub złożenia propozycji. Zwłaszcza że treść wniosków podpisanych przez Mariusza Kamińskiego zakładała takie właśnie czynności.

Tym samym okazało się, że zawężony został zakres materiału dowodowego, który potem można było wykorzystać w toku śledztwa.

Co najistotniejsze, do wręczenia korzyści majątkowej żadnemu sędziemu nie doszło. Nie padła nawet taka propozycja. Z rozmów zarejestrowanych przez CBA starano się „szyć” korupcję – mówi nam osoba, która sama brała udział w innych operacjach Biura w tamtym okresie.

Ujawniono także proceder omijania prawa przez CBA. Gdy zachodziła potrzeba przedłużenia czynności, to na podstawie nowego wniosku szefa CBA do Prokuratora Generalnego zarządzał on nowe kontrolowane wręczenie korzyści majątkowej w tej samej sprawie, tej samej osobie. W efekcie dochodziło do sytuacji, że osoby były inwigilowane i rozpracowywane nawet przez kilkanaście miesięcy! Chociaż nie dawało to żadnych wyników i dowodów.

Nasi rozmówcy twierdzą, że takie przypadki zdarzały się były wielokrotnie, dokonywano tego w sytuacji, kiedy nie następowała faktyczna czynność wręczenia łapówki, a co więcej nawet nie padała taka propozycja.

Fotki i nic więcej

Kiedy pierwsze szefostwo CBA było zmuszone odejść, Matkowski, bojąc się konsekwencji za swoją pracę dla CBA starał się, aby o nim nie zapomniano. Ścigany przez wierzycieli, a także wrocławskich skruszonych gangsterów, domagał się ochrony fizycznej, ukrywał się, chociaż faktycznie nic mu nie groziło. W pismach kierowanych do sądów, prokuratur i innych instytucji państwowych wskazywał, że pracował na rzecz państwa, a dziś ponosi tego konsekwencje. Domagał się odszkodowania. Ta wolta była tym samym cichym sygnałem dla Kamińskiego, Wąsika i ich ludzi, że zostawili go samego z jego problemami. Czuł się wykorzystany. Miał ogromny żal do szefów CBA i funkcjonariuszy tej służby.

Na przełomie 2012 i 2013 r. Matkowski miał w planach opowiedzenie mediom o sprawie rzekomej korupcji w SN. Do dziennikarzy trafiły zdjęcia mające potwierdzać jego faktyczną znajomość z sędziami. Problem polegał na tym, że CBA nie miało zgody na prowadzenie rejestracji tych rozmów, a także utrwalania dowodów za pomocą obrazów.

W mediach sympatyzujących z PiS panowało oburzenie decyzją krakowskich śledczych umarzających sprawę. Rwali szaty, twierdząc, że sprawę zamieciono pod dywan. Nikt nie chciał jednak rozmawiać o faktycznych przesłankach umorzenia. Gotowy do wyjawienia tego był Matkowski, ale został powstrzymany.

Medialne szczucie na Sąd Najwyższy

W grudniu 2014 r. Telewizja Republika opublikowała nagrania i smsy sędziów Sądu Najwyższego, które dotyczyć mają, jak głosił jeden z tytułów stacji „Nowych dowodów ws. korupcji w Sądzie Najwyższym”.

Problem tych nagrań jest taki – jak zwraca nam jeden z rozmówców – że z tych nagrań nie wynika kompletnie, o jaką sprawę chodzi. – To taka rozmowa na porannej toalecie, typowo doradcza, może język jest nie taki, bo nie wypada sędziom tak rozmawiać, ale takie rozmowy ma każdy dziennikarz, prawnik, gdy zadzwoni do niego kolega z jakąś sprawą zapytać jak ją zrobić, jak poprowadzić, czy jak opisać, co ważnego zawrzeć. Można mieć zastrzeżenia do stylu rozmowy bądź faktu czy sędzia powinien doradzać jak napisać kasację, ale nie tego, że jest ona dowodem na korupcję. Zwłaszcza że kasacja Matkowskiego w Sądzie Najwyższym przepadła, nie została uwzględniona.

Ustaliliśmy, że Matkowski był na pewno liście płac CBA. – Miał umowę z CBA, obiecali mu wsparcie finansowe – mówi nam jedno ze źródeł. Domagał się bardzo mocno zwrotu tego, co na tej operacji stracił. Rzecz dotyczy pewnej wrocławskiej działki, która wcześniej została wykorzystana przez CBA do operacji specjalnej wymierzonej we wrocławskich architektów. Nieruchomość według różnych szacunków warta jest nawet 51 mln złotych.

Według naszych dziennikarskich ustaleń grunt przed windykacją pomagały ukryć osoby powiązane z CBA. Problem polegał na tym, że jego właściciela ścigał fiskus, istniało ryzyko więc ryzyko, że go po prostu straci. Więc CBA postanowiło pomóc ją ukryć.

Do ochrony Matkowskiego przedzielono Karolinę S., byłą policjantkę z wydziału kryminalnego. To ona była osobą kontaktową między Matkowskim, skruszonymi przestępcami, a szefostwem CBA, przynajmniej tak wynika z kilku zarejestrowanych rozmów, które mamy.

Była też pełnomocnikiem w kilku sprawach Matkowskiego, w jego imieniu składała zawiadomienia do prokuratur. Na jednej z zarejestrowanej rozmów mówi swojemu rozmówcy, współpracownikowi CBA, że ja – Paweł Miter – działam na szefów CBA „jak płachta na byka” i żeby się ze mną nie spotykać, bo nie pomaga to całej sprawie. Czyli rozliczenia się przez CBA ze swoimi współpracownikami z czasów 2007–2009.

Dla wrocławskich współpracowników i skruszonych gangsterów znaczący miał być fakt, że w sierpniu 2016 r. podjęto na nowo umorzoną sprawę rzekomej korupcji w SN. Byłem pośrednikiem między Maciejem Wąsikiem, a jednym ze skruszonych gangsterów. Ten człowiek nagrał rozmowę z wysokiej rangi funkcjonariuszem CBA. Chodziło o wywiązanie się z danego mu słowa, że mu pomogą, bo przez działania CBA wpadł w długi i problemy. Funkcjonariusz ten to Przemysław K. niedługo potem stracił stanowisko szefa wrocławskiej delegatury CBA. Nasze źródło twierdziło, że to właśnie przez tę rozmowę, która została zarejestrowana.

A kim była Karolina S.? – Na pewno była powiązana z CBA, a osobą zaufaną funkcjonariuszy z wrocławskiej delegatury CBA – mówi informator. Jest też spokrewniona z Włodzimierzem P. z którym Matkowski robił interesy. Także te związane z importem węgla.

Obecnie Włodzimierz P. i jego wspólnik mają zarzuty dotyczące ukrywanie majątku. Sprawa zawisła przed wrocławskim sądem, a na działce, którą chcą odzyskać, wpisany jest prokuratorski zakaz zbywania.

Gdzie jest majątek?

Ważny dla całej sprawy jest fakt, że jak uważa Matkowski, „akurat CBA bardzo dobrze wie, co się z majątkiem stało i gdzie jest”. – Matkowskiego poniekąd wykorzystało samo CBA – mówi nam informator. Pytamy więc o jakim majątku mówi Matkowski? Nasz rozmówca odpowiada, że chodzi o kontrowersyjną działkę. Dlatego Karolina S. podejmowała próby zatrzymania egzekucji skierowanej wobec przeciwko Matkowskiemu. Naciskano na prokuraturę, aby zatrzymała działania komornika.

Wrocławska prokurator Anna Kaniak latem 2016 r. dokonała wpisu zakazującego zbywanie tej nieruchomości. Ona też w 2019 r. skierowała do sądu akt oskarżenia przeciwko Matkowskiemu, z którego wynika, że wraz z Włodzimierzem P. ukrywał majątek. Część akt tej sprawy została utajniona i znajduje się w kancelarii tajnej wrocławskiej prokuratury. Do sprawy w 2016 r. były przeprowadzone zatrzymania osób związanych ze sprawą. Kilka tygodni temu miała odbyć się licytacja komornicza tej nieruchomości, ale w ostatniej chwili została zablokowana – tak wynika z informacji, jakie otrzymaliśmy od osób związanych z wrocławską Izbą Komorniczą. Jeden z zatrzymanych w tej sprawie powiedział wprost, że Włodzimierz P. dalej zapewnia go, że działkę odzyskają, zastanawia się tylko jak…

Szukanie sposobu

W marcu 2019 r. śledztwo w sprawie rzekomej korupcji w SN zostało przeniesione do Prokuratury Regionalnej w Szczecinie. Matkowski według naszych rozmówców miał wtedy naciskać na załatwienie spraw po jego myśli. – Przeniesienie śledztwa do Szczecina, to sposób na uspokojenie Józka – mówi informator. Według naszego rozmówcy Matkowski domagać miał się też zatrzymania wrocławskich mecenasów. W czerwcu 2019 r. dzień po spotkaniu z jednym naszym rozmówcą we wrocławskiej kancelarii, gdzie dowiedzieliśmy się o żądaniach Matkowskiego, funkcjonariusze zatrzymali wrocławskich prawników, w tym wspólnika kancelarii, w której odbyliśmy spotkanie. Jednak sukces tajnej służby był pozorny, bo już w grudniu 2019 r. szczeciński sąd uznał, że zatrzymanie prawnika było nieuzasadnione i rażąco naruszono prawo.

O szukaniu sposobu na powodzenie w śledztwie dotyczącym Sądu Najwyższego pisaliśmy kilka dni temu tutaj: https://www.wiesci24.pl/2020/10/02/pawel-miter-ujawnia-jak-pis-wrabial-sedziow-sadu-najwyzszego-tylko-u-nas/

Pytania do CBA

Po zatrzymaniach w czerwcu 2019 r. wysyłałem do CBA kilka pytań. M.in. czy Józef Matkowski mający umowę z CBA przy operacji dotyczącej sędziów Sądu Najwyższego oczekuje dziś od CBA zapłaty, na podstawie rozporządzenia z września 2016 r.? Rozporządzenie to daje możliwość wypłaty odszkodowania osobom, które poniosły straty przy współpracy z CBA. Pytałem też, czy Matkowski postawił ultimatum dla CBA, że jeśli się z nim nie rozliczą, to wyjawi szczegóły operacji, w której brał udział. CBA zignorowała moje pytania.

P.S.

Pod koniec sierpnia br. we wrocławskim Sądzie Apelacyjnym, a potem w pobliskiej kawiarni dostałem od współpracownika CBA sugestię, by zrezygnować z pisania o sprawach związanych z sędziami i przejść na stronę szefów służb – Kamińskiego i Wąsika. Póki rządzi PiS, w ten sposób można skupić się na zarabianiu pieniędzy. Nie skorzystałem z propozycji. Poinformował mnie także, że ma wystarczającą wiedzę, aby wykazać, że także sędziego Wojciecha Łączewskiego prawdopodobnie wrobiły służby. Sprawę propozycji ze strony współpracownika CBA zgłosiłem naczelnemu wiesci24.pl Janowi Pińskiemu.

Paweł Miter/wiesci24