Noworodek. Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay
Noworodek. Zdjęcie ilustracyjne: Pixabay

Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi nie dopuszcza matek do dzieci. Szpital boi się zakażeń koronawirusem.

Przed łódzkim Centrum Zdrowia Matki Polki trwa protest matek, którym od miesięcy uniemożliwia się kontaktu z dziećmi. Niektóre panie nie widziały swoich dzieci od nawet 3,5 miesiąca.
Wszystko to efekt paniki związanej z koronawirusem. Szpital nie chce dopuścić kobiet do dzieci, które dopiero co urodziły, w obawie o zakażenie.

Gdy wcześniaki i inne dzieci leżą na oddziałach neonatologii i intensywnej terapii, ich matki miesiącami koczują pod oknami i przekonują, że są dzieciom potrzebne. – (Czuję – przyp. red.), że moje dziecko nie rozwija się tak, jakby mogło się rozwijać, że nie mogę go dotknąć, że nie mogę wziąć na ręce – powiedziała reporterom matka dziecka, która nie widziała pięciotygodniowego syna od niemal porodu.

Jak wskazują panie, w innych szpitalach w Polsce takich problemów nie ma. Np. w Warszawie matki mogą regularnie odwiedzać dzieci. – Moje dziecko jest już tutaj 131 dni. Jest od końca maja – opowiada jedna z protestujących, wskazując, że swoje dziecko widziała dotąd tylko siedem razy.

Inna protestująca nie widziała swojej córki w ogóle – już od 3,5 miesiąca.

Szpital broni się, że rodzice mogą widzieć się z dziećmi, jeśli zamieszkają w oddziałowym hotelu. Ten mieści jednak zaledwie 34 osoby i jest już pełny.

– Nie trzeba być psychologiem, żeby zrozumieć, co czuje taki wcześniak. On się czuje porzucony. On nie wie, co się dzieje z mamą. On nie wie w ogóle, co to znaczy 10 dni. Dla niego to jest po prostu całe jego życie i nie możemy na to pozwolić jako dorośli – mówi Joanna Pietrusiewicz z Fundacji „Rodzić po Ludzku”.

Jedna z protestujących opowiedziała historię kobiety, której dziecko leżało w szpitalu od początku pandemii. Matka była do niego dopuszczona w ciągu siedmiu miesięcy zaledwie dwa razy, a dziecko zmarło w zeszłym tygodniu.

Źródło: TVN 24/nczas.com