DODAJ FILM MP-4 LUB WPROST Z Y.T F.B lub inny
EDYTUJ SWÓJ FILM LUB USUŃ
ZOBACZ WSZYSTKIE SWOJE FILMY

M-forum A.V Live.

WESPRZYJ DOWOLNĄ KWOTĄ ROZWÓJ JEDYNEJ W POLSCE NIEZALEŻNEJ STRONY INFORMACYJNEJ przycisk Przekaż darowiznę poniżej :-)

miejsce-na-reklame.

“Co ja powiem swoim dzieciom?” Rozmowa z Mariuszem Ulfikiem, hodowcą norek z Gwoździan {Autor Gabi}

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
The following two tabs change content below.
miejsce-na-reklame.

Gabi

Witam, nazywam się Gabriela Nowak, pracuję jako asystentka  zarządzania i obsługi Klienta w Kancelarii Prawnej,  niedawno w kwietniu 2019 r zostałam Przewodnicząca Komisji Skrutacyjnej w Radzie Miasta - gdzie czynnie reprezentuję interesy mieszkańców, którzy mi zaufali i mnie wybrali ! STOP CENZURZE   UWAŻASZ, ŻE CENZURA - ŁAMIE TWOJE PRAWA RP ?  WESPRZYJ MNIE - W TYM CO ROBIĘ - ♛  z dopiskiem - DAROWIZNA  ! Nest Bank Polska 75187010452078115029220001  Nest Bank zagranica IBAN PL75187010452078115029220001  Kod SWIFT Nest Bank: NESBPLPW   Dziękuję, $$$ Pozdrawiam i zapraszam do komentowania !   ♡♡♡ ZOBACZ TAKŻE POMAGAM ♡♡♡  https://zrzutka.pl/gc97mb

W nocy z czwartku na piątek Sejm przyjął nowelizację ustawy o ochronie zwierząt autorstwa Prawa i Sprawiedliwości. Projekt zakłada m.in. wprowadzenie zakazu hodowli zwierząt na futra. W ciągu roku z problemem będzie musiał poradzić sobie Mariusz Ulfik z Gwoździan.

Z właścicielem pięciu ferm przeznaczonych pod hodowlę norek rozmawia Julian Werner.

J.W.: W jaki sposób udało się panu zbudować tak dużą firmę, w tak specyficznej branży?

M.U.: Startowałem od zera. Nie miałem łatwego życia w rodzinnych Szemrowicach, dlatego przez kilka lat pracowałem na fermach w Holandii. Zgłębiałem tam swoją wiedzę. W 2003 roku postanowiłem wrócić do Polski – zaryzykowałem i zakupiłem 300 norek. Zaczynałem w zwykłych garażach – u teściów. Pierwszą karmę mieszałem ręcznie, razem z żoną, przewoziłem ją taczką i w ten sposób karmiłem norki przez półtora roku. Odwiedzałem okoliczne ubojnie aby pozyskać niepotrzebne surowce poprodukcyjne, którymi żywią się norki.

Kolejnym krokiem był Kredyt Młodego Rolnika, zaciągnięty na sumę 500 tysięcy złotych. Zakupiłem wówczas klatki i kolejne norki – matki. W międzyczasie udało mi się przejąć infrastrukturę po jednej z holenderskich masarni przeznaczonej do likwidacji. Z pomocą kolegów wszystko przewiozłem do Polski. W ten sposób postawiliśmy pierwsze hale w Gwoździanach. Wszystko układało się dobrze, ponieważ w tamtych latach mogłem liczyć na korzystne ceny za skóry. Wkrótce liczba hodowanych matek wzrosła do 2 tysięcy. Sięgnąłem po kolejne kredyty, dzięki którym stopniowo doposażałem sprzęt.

W pewnym momencie zaczęło brakować nam miejsca na dalszą hodowlę, dlatego postanowiłem zainwestować w nowy teren pomiędzy Gwoździanami i Dzielną. Nowa lokalizacja wymagała jednak uzbrojenia tego obszaru – na własny koszt wybudowałem tutaj sieć wodną i kanalizacyjną. Doprowadziłem energię elektryczną i postawiłem transformator, co kosztowało mnie około 300 tysięcy złotych. Dzięki przychylności gminy, na swój koszt wyasfaltowałem gminną drogę dojazdową do fermy.

W budowę kolejnego oddziału wkładałem właściwie wszystkie zarobione pieniądze. Do dzisiaj było to serce całej firmy, w którym na 5 hektarach, oprócz hodowli, odbywają się wszystkie procesy produkcyjne. To m.in. przygotowanie karmy, którą rozwozimy na pozostałe oddziały, rozładunki ciężarówek, ściąganie i pakowanie skór oraz wysyłka towaru. W tym miejscu działają również nasze biurowce.

Oprócz dwóch ferm w Gwoździanach dysponujemy jeszcze oddziałami w Lisowicach, Sędziszowie (woj. świętokrzyskie) i Jaśle niedaleko Krosna. W zależności od wykotów w danym roku, na fermach mieści się od około 80 do 100 tysięcy norek, z czego 20 tysięcy to matki. Głównym kierunkiem produkcji skór są dzisiaj Rosja i Chiny – te kraje dysponują najlepszymi maszynami, z których oprócz futer wykonuje się poduszki, koce, pluszaki i wiele innych towarów. Stamtąd trafiają one w każdy zakątek świata.

Zatrudniamy średnio rocznie 40 pracowników, przede wszystkim mieszkańców najbliższej okolicy – od Lublińca po Dobrodzień. Już w cztery lata od rozpoczęcia produkcji, firma sięgnęła m.in. po tytuł wicemistrza kraju w dziedzinie najszybciej rozwijającego się gospodarstwa rolniczego. W tej samej kategorii zdobyła mistrzostwo województwa śląskiego. Nieskromnie dodam, że kolekcja takich wyróżnień jest tutaj bardzo pokaźna.

Zapytam wprost – w jaki sposób zabijacie hodowane norki?

Wykorzystujemy specjalne urządzenie, które przejeżdża przez pawilony z klatkami. W maszynie umieszczamy po 100 norek. W krótkim czasie zwierzęta są usypiane dwutlenkiem węgla. Nie dopuszczamy innej formy, ponieważ nie możemy pozwolić sobie na uszkodzenie skór, np. poprzez zaplamienie krwią.

Przygotowując się do rozmowy, konsultowałem się z Powiatowym Lekarzem Weterynarii w Lublińcu. Pytałem o kwestie wzbudzające największe kontrowersje, a więc o sposób przetrzymywania zwierząt w pawilonach zlokalizowanych na terenie ferm. Krzysztof Biś przyznał, że żadna z prowadzonych kontroli, a było ich dużo, nie wykazała nieprawidłowości na terenie pańskich zakładów…

Może zabrzmi to zaskakująco ale zdecydowanie uważam, że kontrole w tego rodzaju branży są wręcz koniecznością! Wizyty przedstawicieli PIW Lubliniec na naszych fermach odbywają się regularnie i w dwóch formach – w sposób zapowiedziany i niezapowiedziany. Na terenie Unii Europejskiej działa również specjalna, niezależna firma, która trzykrotnie w ciągu roku i bez zapowiedzi, ma prawo skontrolować hodowlę. Po trzeciej wizycie wydawany jest certyfikat potwierdzający właściwe standardy stosowane podczas produkcji. Kilka ferm nie przeszło takiej kontroli pozytywnie – skutkowało to zakazem handlu skórami. Co ciekawe, Polski Związek Hodowców Zwierząt Futerkowych sam postulował o wprowadzenie tego rodzaju kontroli. Składaliśmy pisemne wnioski w tej sprawie, nawet w Radzie Ministrów.

Dlaczego? Przecież to najzwyklejsze pchanie się w kłopoty…

Tutaj docieramy do źródła problemu, który najprawdopodobniej wpłynął na wynik głosowania w Sejmie. W czasach rozkwitu branży futrzarskiej, część ferm nie spełniała odpowiednich wymogów związanych z produkcją. Powiem więcej – nie była nawet zarejestrowana w Weterynarii. To było ewidentne łamanie prawa. Właśnie w tych placówkach kręci się amatorskie filmy, które krążą teraz w portalach społecznościowych. Taki obraz uderza w całą branżę – łącznie z firmami posiadającymi certyfikaty i stosującymi czyste reguły gry. W moim uznaniu, na terenie Polski działa obecnie 600-800 firm, które spełniają wszelkie wytyczne w zakresie hodowli zwierząt futerkowych. Jednak autorzy takich nagrań doskonale wiedzą w których zakładach dzieje się źle i tutaj budują negatywny przekaz o całej branży. Nigdy nie widziałem ich na swoim terenie.

Czy właśnie ten fałszywy przekaz mógł spowodować, że politycy połknęli haczyk i przegłosowali projekt?

Nie mam innego wytłumaczenia. Wydaje mi się, że politycy nie potrafią podejść do problemu w sposób indywidualny. Wrzucają wszystkie fermy do jednego wora, nie wiedząc tak naprawdę jak wygląda prawidłowa produkcja skór. Pierwszy, w miarę łagodny, sygnał dla hodowców pojawił się już trzy lata temu. Wówczas rząd wprowadził restrykcje, m.in. w zakresie odpowiedniej ilości norek w jednej klatce oraz w kwestii montażu podwójnych ogrodzeń. Zmiany wprowadzaliśmy w ciągu ostatnich dwóch lat, instalując klatki piętrowe i dodatkowe płoty – wymagało to dużych nakładów finansowych. Kiedy uporaliśmy się z tymi wymogami, w ciągu dwóch ostatnich nocy… wprowadzono zakaz hodowli.

Może pan zatem zapewnić, że w pańskich fermach wszystko funkcjonuje jak należy?

Wszędzie mogą zdarzyć się przypadki, w których norka zostanie pogryziona lub wykazuje pogorszenie stanu zdrowia. Jeśli chodzi o naszą fermę – pracownicy natychmiast zgłaszają takie przypadki kierownictwu. Zwierzę izolowane jest do osobnej klatki. Wówczas wzywany jest lekarz weterynarz, który przystępuje do leczenia norki, np. poprzez zastrzyki. Po odzyskaniu zdrowia zwierzę powraca do hodowli – o tym nigdzie pan nie usłyszy, ani nie zobaczy pan tego na amatorskich filmach. Reasumując – drzwi w naszej firmie są otwarte dla wszystkich. Odwiedzają nas chociażby wycieczki ze szkół podstawowych czy rolniczych. Zdecydowana większość z tych osób zmienia zdanie na temat ferm. Trzeba tylko zobaczyć jak to działa i nie kierować się jednostronną narracją, która dominuje dzisiaj w przestrzeni publicznej.

Z jaką opinią spotyka się tak specyficzna branża, jeśli chodzi o najbliższą okolicę?

Nigdy nie mieliśmy poważniejszych sprzeciwów ze strony mieszkańców, którzy mogliby uskarżać się np. na przykry zapach. Najbliższa zabudowa Gwoździan i Dzielnej znajduje się w odległości około jednego kilometra od oddziału, w którym odbywa się najszersza produkcja. Niezwykle ważny jest dla nas czynnik gospodarczy – firma napędza rozwój innych przedsiębiorstw, głównie z terenu powiatu lublinieckiego – to od nich zakupujemy materiały potrzebne do rozbudowy infrastruktury, to tutaj kupujemy paliwo czy wózki widłowe i pozostały sprzęt. Z usług tutejszych przedsiębiorców korzystamy również przy naprawach sprzętu. Zdecydowana większość zysków zostaje więc w powiecie lublinieckim. Jedynie klatki sprowadzamy od producenta działającego w województwie zachodniopomorskim.

Cały system generuje również bardzo duże wpływy do gminy z tytułu podatków, m.in. od stada podstawowego (matek), zajmowanych powierzchni, biurowców, hali, pojazdów czy pól. To wysokie kwoty, dlatego dziwią mnie wypowiedzi części polityków, którzy sugerują, że zasilanie gminnych budżetów przez branżę futrzarską to kropla w morzu a w razie problemów fermy zawsze sobie poradzą. To nie prawda – takie przekonanie wynika z niewiedzy. Problemy przedsiębiorców zawsze stają się problemami gmin. Nie jesteśmy milionerami, którzy opływają w luksusy. Jesteśmy ciężko pracującymi rolnikami, którzy mają swoje zmartwienia.

Wieloletnie współprace i dobry kontakt ze społeczeństwem sprawiają, że firma wspiera wiele inicjatyw lokalnych – od dożynek, po akcje charytatywne. Wspominałem już, że pod kątem materialnym moja młodość nie była usłana różami. Dlatego dzisiaj staram się wspierać innych. Angażujemy się w wiele innych projektów. Proszę sobie wyobrazić, że produkujemy karmę dla jednej z hodowli psów poszukiwawczych. Właściciele bardzo chwalą sobie jakość tej karmy – ona musi być jak najwyższa, ponieważ od tego uzależniona jest jakość skór i wielkość norek z naszej hodowli.

Ogromną rolę w branży futrzarskiej odgrywa współpraca z ubojniami…

To jeden z najważniejszych elementów całej działalności. Jak wspomniałem, norki odżywają się surowcem pozostałym z produkcji mięsa – drób, wołowina, ryby. Fermy skupują ten towar. Jeszcze w 2003 roku to ubojnie płaciły nam za to aby tylko odebrać surowiec. Płaciły również zakładom specjalizującym się w jego utylizacji. W pewnym momencie staliśmy się konkurencją dla tych zakładów, ponieważ generowaliśmy mniejsze wydatki dla ubojni. Ze względu na coraz większe zapotrzebowanie, w pewnym momencie to fermy zaczęły płacić ubojniom za odbiór surowców. W zależności od rodzaju mięsa stawki wynoszą od 250 do 1200 złotych za tonę. Tylko w jednej ubojni na Śląsku w ciągu doby odbieramy około 15 – 20 ton. Proszę więc wyobrazić sobie, o jakich zyskach dla ubojni mówimy.

Co ważne, cały proces nie kończy się tylko na żywieniu. Norki są “naturalnym utylizatorem” spożytego materiału. Obornik wywozimy na pola – odbierają go również okoliczni rolnicy. My skupujemy od nich zboże, które gotujemy w specjalnych urządzeniach i dodajemy do surowca przywiezionego z ubojni. Rolnicy dziękują nam dzisiaj za odbiór ziemniaków, które w tym roku obrodziły wyjątkowo dobrze. Do tego dochodzą jeszcze oleje, soja i wiele innych produktów. Przyjmujemy nawet towary, których nie udaje się sprzedać w sklepach. To są naczynia połączone. Nie ma takiej możliwości aby ferma istniała wyłącznie sama dla siebie. Wraz z innymi podmiotami tworzymy naprawdę dynamiczną sieć. Teraz wszystko może ulec poważnemu zachwianiu.

Zgadza się – po wygaśnięciu branży futrzarskiej, zakłady utylizacyjne stanowić będą monopol na rynku. Nie trudno dociec, że może uderzyć to w same ubojnie.

Oczywiście. To tylko kwestia czasu, ponieważ zakłady utylizacyjne nie będą musiały już konkurować z fermami. W rezultacie będą mogły pozwolić sobie na to aby płacić mniej za odbiór odpadów, a może nawet zmuszą ubojnie… aby to one płaciły zakładom! Ze względu na konieczność usuwania zbędnego surowca, ubojnie będą w tej sytuacji bez wyjścia i może odbić się to na cenach mięsa lub na ograniczeniu produkcji. Ten niepokojący scenariusz dotknie z kolei te podmioty, które będą miały problem ze sprzedażą trzody lub bydła. Trudno się dziwić, że rolnicy zapowiadają najazd na Warszawę. Na marginesie dodam, że osobiście znam tylko jedną polską firmę utylizacyjną. Podejrzewam, że dobre 90% tych firm posiada kapitał zagraniczny.

Czy przyjęcie przez Sejm nowelizacji ustawy o ochronie zwierząt sprawi, że przemysł futrzarski zniknie? Czy w konsekwencji obrońcy praw zwierząt mogą otwierać szampany?

Absolutnie nie. Jestem przekonany, że branża przeniesie się za granicę, przede wszystkim na wschód, tym bardziej, że zostaliśmy postawieni pod ścianą i przebranżowienie biznesu w ciągu roku jest właściwie niemożliwe. Dla przykładu, aktualnie posiadam 20 maszyn do obróbki skór. Każda z nich to koszt minimum 30 tysięcy Euro. Co mam z tym zrobić? Sprzedać koledze, który ma taki sam problem?

Z dnia na dzień odcięto nam tlen. Dla porównania, w 2013 roku zakaz produkcji futer wprowadzono na terytorium Holandii. Hodowcy mieli tu jednak aż 10 lat na to aby do 1 stycznia 2024 roku przebranżowić swój biznes. Ze względu na pandemię koronawirusa skrócono ten proces lecz właściciele ferm otrzymują z tego tytułu dodatkowe odszkodowania. Część tamtejszych hodowców kontynuuje już pracę na Ukrainie. Sądzę, że wielu naszych producentów uda się w tym samym kierunku – dlatego produkcja skór zachowa ciągłość, niestety z wpływami z podatków w innych krajach.

Za przyjęciem Ustawy głosował Poseł Ziemi Lublinieckiej, Andrzej Gawron. Czekamy na stanowisko posła w tej sprawie…

Trudno mi to zrozumieć, tym bardziej, że pan poseł Gawron odwiedził naszą fermę wraz z przedstawicielami Powiatowego Inspektoratu Weterynarii, w okresie, kiedy wprowadzano restrykcje dotyczące klatek i ogrodzeń, o których mówiłem wcześniej. Nie wiedział, że w powiecie lublinieckim funkcjonuje tak duży zakład – skoro nie wiedział, że to znaczy, że nie otrzymywał skarg na naszą działalność. Pan poseł był pod wrażeniem infrastruktury, którą wybudowaliśmy w Gwoździanach. Nie miał żadnych zastrzeżeń co do warunków hodowli.

Pora na najtrudniejsze pytanie: Co będzie dalej? Co zamierza pan zrobić?

Nie mam pojęcia – po prostu. Cała sytuacja chyba jeszcze do mnie nie dotarła. Po restrykcjach sprzed trzech lat byłem pewien, że branża będzie mogła spokojnie funkcjonować. Wszystko zmieniło się w ciągu kilkudziesięciu ostatnich godzin. Jestem w trakcie budowania nowej hali o wymiarach 102 na 30 metrów. Niedawno Starostwo Powiatowe w Lublińcu wydało mi pozwolenie na rozbudowę istniejącej fermy. Łączny koszt tych inwestycji oscylował w granicach 15 milionów złotych.

Założenie innej hodowli jest w tym momencie bardzo ryzykowne, ponieważ trudno przewidzieć czy w przyszłości nie pojawią się kolejne zakazy.

Dlaczego uderzono akurat w nas? Komu na tym zależało i kto będzie następny? Może fermy kur, może konie? Proszę zwrócić uwagę na jakich małych przestrzeniach przetrzymywane są gołębie albo psy w małych mieszkaniach – dlaczego nikt nie zajmie się takim problemem? Przykładów jest mnóstwo. Dlaczego akurat my? Cała nadzieja w prezydencie Dudzie, który być może zawetuje jeszcze tą ustawę. A jeśli nie – co ja powiem swoim dzieciom? Marzyłem o tym aby w przyszłości przekazać im wiedzę i firmę…

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
miejsce-na-reklame.

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: