Foto: Julian Sojka / Agencja GazetaKatastrofalne konsekwencje wzrostu płacy minimalnej. Rząd daje, ale musi liczyć się ze skutkami

Zwolnienia zwłaszcza w usługach, wzrost szarej strefy, wypłaszczenie wynagrodzeń osób wysoko wykwalifikowanych specjalistów z tymi o niższych umiejętnościach, wyższe koszty działania przedsiębiorstw i w konsekwencji skok cen na towary oraz usługi, a także bankructwa – to możliwe i najbardziej prawdopodobne konsekwencje galopującego wzrostu płacy minimalnej, narzuconej przedsiębiorstwom przez rząd.

  • W ocenie ekspertów najdotkliwiej konsekwencje wzrostu płacy minimalnej poniosą przede wszystkim te sektory, które zostały najmocniej poturbowane przez pandemię koronawirusa oraz takie, w których dominuje minimalne wynagrodzenie
  • Pracownicy posiadający określone kwalifikacje, których wynagrodzenie zacznie się niebezpiecznie zbliżać do minimalnego, zaczną oczekiwać podniesienia pensji, jeśli się nie doczekają – zaczną tracić motywację do pracy
  • Przedsiębiorcy wejdą w 2021 rok ze sporymi obciążeniami, które mogą skutkować wzrostem cen i niestety falą upadłości wielu firm

Czeka nas wzrost bezrobocia

Od 1 stycznia 2021 najniższe wynagrodzenie wyniesie już 2,8 tys. zł, co oznacza podwyżkę w stosunku do tego roku o 200 zł. Dzięki znacznym wzrostom, jakie miały miejsce w ciągu ostatnich pięciu lat, wynagrodzenia najniżej zarabiających – a jest ich ok. 1,7 mln – wzrosły już łącznie o 1050 zł. W 2021 roku płaca minimalna w Polsce sięgnie już 53,2 proc. prognozowanego przeciętnego wynagrodzenia w gospodarce narodowej i będzie wyższa o 7,7 proc. od tegorocznej.

– Skutki wzrostu minimalnego wynagrodzenia na rynku pracy będą widoczne w trzech obszarach – uważa Monika Smulewicz, partner w departamencie outsourcingu w Grant Thornton. – Z pewnością odbije się to na poziomie zatrudnienia – możemy się spodziewać redukcji etatów, zwłaszcza w przypadku mikroprzedsiębiorstw, zatrudniających po kilku pracowników – dodaje.

W jej ocenie konsekwencje poniosą przede wszystkim te sektory, które zostały najmocniej poturbowane przez pandemię koronawirusa oraz takie, w których dominuje minimalne wynagrodzenie – a więc pracownicy gastronomii i turystyki, handlu, ochrony i sprzątania, ale także np. obsługi powierzchni biurowych.

Państwo straci, bo powiększy się szara strefa

Jeśli mniejsze firmy nie zdecydują się jednak na redukcję zatrudnienia, to zdaniem eksperta – nie mogąc unieść wzrostu kosztów, choćby poprzez przerzucenie części z nich na klientów – zapewne zaczną przechodzić do szarej strefy.

– Trzecim obszarem, będzie w mojej ocenie niebezpieczne wypłaszczenie wynagrodzeń, niosące określone ryzyka głównie w przypadku tych firm, w których płace są dość zbliżone do minimalnych stawek – podkreśla Monika Smulewicz. – Będzie to skutkowało tym, że pracownicy posiadający określone kwalifikacje, których wynagrodzenie zacznie się niebezpiecznie zbliżać do minimalnego, albo zaczną oczekiwać podniesienia pensji, a w przypadku braku możliwości sprostania tym wymaganiom przez ich pracodawców, zaczną tracić motywację do pracy – dodaje.

Nie zapominajmy także o budżetówce – np. szkolnych pedagogach, pielęgniarkach, urzędnikach, których wynagrodzenie niejednokrotnie oscyluje wokół minimalnego. Rząd – sam jako pracodawca – zamroził im właśnie wynagrodzenia, równocześnie zapewniając sobie określony wzrost wpływów do budżetu poprzez podniesienie minimalnego wynagrodzenia. Tymczasem chwali się wyższą płaca minimalną dla Polaków, której koszty będą musieli ponieść pracodawcy, a w konsekwencji pewnie i my wszyscy.

Skoczy inflacja, co obciąży nas wszystkich

Ekspert podkreśla, że odrębnym skutkiem wzrostu wynagrodzenia minimalnego jest wzrost cen, czyli inflacja. Jeszcze na początku roku zaczynała niepokojąco rosnąć, ale przystopowała ją pandemia.

– Jednakże nie łudźmy się, że więksi przedsiębiorcy nie spróbują przerzucać części wyższych kosztów zatrudnienia na konsumentów – przede wszystkim z tych branż, które nawet w kryzysie nie notują spadków sprzedaży, jak choćby spożywcza, w przeciwieństwie do np. kultury czy rozrywki, na której niejeden z nas postanowił oszczędzić – ostrzega Monika Smulewicz. – Przywołana przeze mnie branża spożywcza, ale nie tylko, od nowego roku będzie musiała się uporać zarówno z podatkiem cukrowym, jak i handlowym – dodaje.

Zwraca też uwagę, że wszyscy przedsiębiorcy wejdą w 2021 rok ze sporymi obciążeniami z kryzysowego 2020 roku – w postaci pozaciąganych kredytów w PFR, kredytów kupieckich, w bankach, firmach leasingowych czy choćby w ZUS-ie. Te wszystkie czynniki łącznie bez wątpienia będą w przyszłym roku skutkować wzrostem cen i niestety zapewne nieco opóźnioną, ale jednak falą upadłości wielu firm.

Także Jacek Męcina, przewodniczący zespołu budżetu, wynagrodzeń i świadczeń socjalnych RDS i doradca zarządu Konfederacji Lewiatan uważa, że tak wysoki wzrost płacy minimalnej w przyszłym roku może niekorzystnie wpłynąć na rynek pracy, zwłaszcza w pierwszym kwartale 2021 roku.

Obciążania piętrzą się – podatek handlowy, cukrowy, rosnąca płaca

– Proponowaliśmy, aby płaca minimalna w 2021 roku wzrosła z 2600 zł do 2716 zł, a minimalna stawka godzinowa do 17,7 zł – przypomina ekspert. – Znaczący wzrost płacy minimalnej, w kontekście innych obciążeń, które dotkną w przyszłym roku przedsiębiorców, np. podatek handlowy, opłata cukrowa, może negatywnie wpłynąć na rynek pracy, zwłaszcza w pierwszym kwartale 2021 roku, kiedy mocno będą jeszcze odczuwalne skutki pandemii COVID-19 – dodaje.

W jego ocenie obecna sytuacja gospodarcza nie uzasadnia znaczącego wzrostu wynagrodzenia minimalnego. Zwiększy on koszty pracy i to w bardzo trudnym okresie. Wiele firm jest teraz mocno zadłużonych w ZUS, w bankach, firmach leasingowych, u kontrahentów. Zaciągnęły długi, żeby ochronić miejsca pracy i nie zwalniać pracowników w sytuacji kryzysu. – W przyszłym roku, kiedy będą musiały zacząć spłacać długi, dodatkowy nieuzasadniony wzrost kosztów może doprowadzić do opóźnionej fali upadłości – przestrzega Jacek Męcina.

Niepokoju nie kryje też Katarzyna Lorenc, ekspert BCC, która mówi wprost: – podwyżka płacy minimalnej to poważny cios dla przedsiębiorców walczących nadal o utrzymanie swoich firm. Do tego wejdzie w życie, gdy finansowe wsparcie państwa się zakończy. Ona także zaznacza, że podwyżka płac w tak trudnym momencie będzie wpływać na decyzje o zakończeniu działalności, upadłościach oraz wypychaniu pracowników do szarej strefy, która do tej pory wyraźnie malała. – Wzrost płac przełoży się na wzrost cen usług szczególnie w branżach mniej konkurencyjnych i oligopolistycznych – potwierdza zdanie innych ekspertów. – Najbardziej poszkodowane będzie HOREKA i sektor MICE z uwagi na niskie stawki płac oraz niski poziom przychodów przy wysokiej konkurencyjności. Ta branża dodatkowo nie wróciła do dawnego popytu. W podobnej sytuacji są producenci odzieży, nieruchomości i wiele innych – dodaje.

https://businessinsider.com.pl