banner-wizytowka-1580899038
Sieć 5G. fot. publicdomainpictures.com
Sieć 5G. fot. publicdomainpictures.com

PiS forsuje projekt ustawy mogącej całkowicie zdewastować w Polsce rynek telekomunikacyjny. Wedle projektu urzędnicy będą mogli niejawnymi decyzjami zamknąć biznes warty miliardy złotych. Na tzw. konsultacje społeczne przewidziano 14 dni.

PiS jak zwykle w swoim stylu, bez rozeznania, szybko, niemal po kryjomu, próbuje na siłę przepchnąć kolejną ustawę głęboko ingerująca w działalność podmiotów gospodarczych. Tym razem stawką jest rynek warty dziesiątki miliardów złotych – telekomunikacyjny. Chodzi o wybór dostawcy do budowy sieci 5G.

Rząd Morawieckiego, z pomocą bardzo niejasnych przepisów i łamania procedur, chce wypchnąć z rynku dostawcę chińskiego Huawei. Wszystko dlatego, że nie podoba się on Amerykanom, którzy prowadzą z Chinami wojnę handlową. Jej ofiarą może być polski rynek telekomunikacyjny. Skutki mogą być dramatyczne, bo aż 60% infrastruktury telekomunikacyjnej w Polsce opiera się na sprzęcie Huawei.

Pretekstem do wykluczenia dostawców mają być kwestie bezpieczeństwa. Problem tylko w tym, że nikt nie określił jeszcze kryteriów, a jedyny tak naprawdę znany dokument, dotyczący tych problemów, to tzw Memorandum of Understanding podpisane przez premiera Morawieckiego z amerykańskim vice prezydentem wizytującym Polskę w zeszłym roku. Jest też zobowiązanie na poziomie Unii – tak zwany „5G Toolbox”, czyli zestaw narzędzi przygotowanych przez Komisję Europejską, Agencję Unii Europejskiej ds. Cyberbezpieczeństwa (ENISA), który ma pozwolić ocenić bezpieczeństwo dostawcy.

Jednym z kryteriów ocen owego bezpieczeństwa, wedle nowej ustawy, ma być sprawdzenie, czy jest „prawdopodobieństwo, czy dostawca sprzętu, oprogramowania lub usług znajduje się pod wpływem państwa spoza Unii Europejskiej lub Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego” Przy tym ma się uwzględniać „prawodawstwo tego państwa w zakresie ochrony praw obywatelskich i praw człowieka” oraz „zdolność ingerencji tego państwa w swobodę działalności gospodarczej dostawcy”.

Wszystkie zapisy tak naprawdę wymierzone są w dostawcę z Chin, z którymi USA prowadzą wojnę handlową. Szczególnie kuriozalny obecnie jest zapis dotyczący „prawodawstwo tego państwa (dostawcy- przyp. red) w zakresie ochrony praw obywatelskich i praw człowieka”. To własnie coś, z czym teraz walczy Polska w Unii Europejskiej. Chodzi o to, że brukselscy urzędnicy arbitralnie sobie ustalają, czy w Polsce, albo na Węgrzech, łamane są prawa obywatelskie. W zależności od tego będziemy otrzymywać należną nam cześć funduszy europejskich, albo też za karę nie.
Wszytko to zakrawa na wielką hipokryzję, zwłaszcza w kontekście budowy przez Niemcy i Rosją Nord Stream 2, czy handlu z Arabią Saudyjską, od której wszyscy kupują ropę i na żadne prawa człowieka nikt się nie ogląda.

W projekcie ustawy znalazł się artykuł 66b, który pozwalał będzie wywłaszczyć operatorów sieci i dostawców infrastruktury. Zapisano w nim, że „w przypadku sporządzenia oceny ryzyka określającej wysokie ryzyko dostawcy sprzętu lub oprogramowania” podmioty objęte ustawą (w tym operatorzy telekomunikacyjni) muszą wprowadzać do użytkowania określony sprzęt, oprogramowania lub usługi oraz wycofać z użytkowania sprzęt, oprogramowanie i usługi określone w ocenie danego dostawcy sprzętu lub oprogramowania nie później niż 5 lat od dnia ogłoszenia komunikatu o ocenie. Nie przewidziano żadnych odszkodowań od Skarbu Państwa z tytułu tego swoistego wywłaszczenia.

Mówiąc w skrócie, wycofanie sprzętu w ciągu 5 lat oznacza, że inwestycja w budowę infrastruktury nie ma szans się zwrócić. Koszty to nawet dziesiątki miliardów złotych. Ktoś inwestuje, stawia infrastrukturę, a tymczasem urzędnicy na podstawie nieokreślonych jeszcze kryteriów mogą nakazać jej całkowitą likwidację.

Co więcej, taka ocena, czy aby sprzęt jest „bezpieczny” będzie dokonywana niejawnie i bez udziału zainteresowanych stron. Gdy urzędnicy ocenią sobie, że jest wysokie prawdopodobieństwo naruszenia norm bezpieczeństwa to nakażą likwidację wszystkiego i od tej decyzji nie będzie odwołania. To przypomina sąd kapturowy, którego decyzje mogą kosztować prywatne przedsiębiorstwa nawet miliardy złotych.

Kolejna skandaliczną rzeczą jest czas przewidziany na tzw. konsultacje społeczne projektu nowego prawa. Ustawowe minimum to 21 dni, tymczasem skrócono to do 14 dni. W grę wchodzi rynek warty dziesiątki miliardów i gigantyczne nakłady operatorów sieci oraz firm infrastrukturalnych, a mają one w ciągu 14 dni odnieść się do projektu, który może zniszczyć podstawę ich egzystencji, ale także całkowicie sparaliżować telekomunikację w Polsce.

nczas.com