Krzysztof Bosak.
Krzysztof Bosak. (screen/Polsat News)

Pełnomocniczka stowarzyszenia Otwarte Klatki, Angelika Kimbort, nie została wpuszczona na teren fermy norek w Góreczkach. Na wejście na teren fermy działaczka miała ponoć pozwolenie od policji i prokuratury. Krzysztof Bosak komentuje całą sprawę na Twitterze.

„Zostaliśmy zaproszeni przez miejscową prokuraturę i policję do wzięcia udział w czynnościach oględzin. Jednak nie zostaliśmy wpuszczeni na teren fermy wobec sprzeciwu właściciela” – mówi w nagraniu Angelika Kimbort ze stowarzyszenia otwarte klatki.

banner-wizytowka-1580899038

Na twitterowym profilu stowarzyszenia napisano, że „nie każdy tak jak Krzysztof Bosak może zobaczyć fermę od środka – mimo, że my współpracujemy z prokuraturą”.

Wywołany do tablicy poseł z nacjonalistycznego skrzydła Konfederacji zamieścił odpowiedź na Twitterze.

„Czy to prawda, że zapowiedzieliście właścicielom że będziecie próbować rekwirować fermę, na której jest kilkaset tys. zwierząt?” – pyta narodowiec.

„Jeśli tak to dlaczego się dziwicie, że tratują Was jak zagrożenie, które trzeba odeprzeć?” – dodaje.

Fermy zwierząt futerkowych mają zostać w ciągu roku zlikwidowane w Polsce. Jest to jeden z punktów zawartych w projekcie PiS „piątka dla zwierząt”.

Same fermy futerkowe stanowią niewielką część polskiej gospodarki, jednak w samej ustawie znajduje się kilka o wiele bardziej niebezpiecznych zapisów. M.in. likwidacja prywatnych schronisk dla zwierząt, czyli pomysł radykalnie etatystyczny, by nie powiedzieć faszystowski (wszystko w państwie).

Dodatkowo „piątka dla zwierząt” ma zwiększyć możliwości działania aktywistów prozwierzęcych i fundacji, choć często nie mają oni wykształcenia weterynaryjnego i kierują się jedynie ideologią. Ten zapis z kolei wydaje się wyrwany z programu jakiejś radykalnie zielono-lewicowej partii.

Przeciw „piątce dla zwierząt” PiS jest prawicowy blok liberałów, narodowców i konserwatystów – Konfederacja.