Benjamin Netanjahu. Foto: PAP/EPA
Benjamin Netanjahu. Foto: PAP/EPA

W szczycie pandemii premier Netanyahu chwalił się jeszcze, że Izrael jest liderem w zabezpieczaniu się przed Covid-19. Teraz ta wersja legła całkowicie w gruzach.

Łączna liczba przypadków 135 tys. zakażeń, 1026 zgonów i rosnąca liczba zachorowań wysforowały Izrael pod względem liczby zachorowań na milion mieszkańców przed USA i Brazylię.

We wtorek 8 września poinformowano o 3 392 nowych przypadkach zakażenia w ciągu doby. To rekordowa liczba od początku pandemii i nic dziwnego, że obawy są coraz większe.

Na początku epidemii kraj bardzo wcześnie zamknął swoje granice i wprowadził ogólne ograniczenia. Grupą trudną do kontroli okazali się jednak np. ortodoksyjni żydzi. Tel Awiw interweniował nawet w Kijowie, by w tym roku nie wpuszczać ich uroczystości religijne do Homla.

Izrael poszedł jednak śladami innych krajów i zniósł większość zakazów. Być może zbyt szybko. Liczba zakażeń szybko rosła, a zdaje się, że utrzymanie zasad dystansu społecznego jest w tym narodzie dość trudne.

Liczba przypadków zakażeń wzrosła od lipca pięciokrotnie. Nie pomogło wprowadzenie podziału kraju na strefy. Liczba miejscowości na „czerwonej liście” szybko się rozszerza, chociaż warto dodać, że jest na niej nadreprezentacja miasteczek palestyńskich.

Teraz podejmuje się kroki coraz bardziej drastyczne. Wprowadza się godzinę policyjną, a zamknięciu podlegają szkoły.

Źródło: France Info/ Times of israel/nczas