„Covidowy dziennik” stał się przewodnikiem dla kolejnych chorych o czym informują nasi czytelnicy. Jednak ze zgrozą obserwujemy postawę urzędników Sanepidu i niemoc państwa. Chorzy na COVID-19 zostali pozostawieni sami sobie a służby umywają ręce. Czas zrozumieć, że dla ludzi w domowym „więzieniu” to nie jest sytuacja komfortowa w sytuacji, gdy znajomi pojechali czy jadą na wakacje a oni tkwią zamknięci w czterech ścianach na 40 metrach. Premier Morawiecki i minister Szumowski zapewniają, że w Polsce pandemia jest pod kontrolą, a chorzy są otoczni opieką brzmią jak kpina. W dodatku wszystkie media solidarnie przekazują tą ściemę, która jest oficjalną narracją polskich władz. Komu i czemu oni wszyscy służą? Kiedy zacznie się mówienie prawdy i naprawianie błędów systemu? Czy w walce z korona wirusem Polska będzie nową Lombardią?

W poniedziałek 3 sierpnia 2020 roku rozpoczęliście 4 tydzień zamknięcia w domu, czy nie czujecie się zmęczeni? – „Sytuacja jest koszmarna, kolejny tydzień i dzień w odizolowaniu od wszystkich oraz wszystkiego, dzień w zamknięciu jest coraz trudniejszy do zniesienia. Ciężko nam odróżnić dzień od dnia, bo te dni są takie same, czasem nawet się gubimy i nie wiemy jaki mamy dzień tygodnia. Od niedzieli 2 sierpnia 2020 roku nie kontroluje nas już Policja, teraz to nawet nie wiemy o co chodzi w tym wszystkim. Nie chodzi tu o to aby ktoś musiał nas kontrolować, tylko w wielu sytuacjach kontrola powstrzymuję przed opuszczeniem domowego więzienia. Przychodzą myśli, że „może my już nie musimy być w zamknięciu?”. Skoro nie ma nas w bazie i Policja nie musi nas kontrolować na kwarantannie, to może zginęliśmy z bazy pacjentów i teraz nie będzie miał kto nam tę kwarantannę zdjąć? – zastanawia się Pani Renata.

Jak to możliwe? – „Z tego wynika, że Sanepid w Oświęcimiu znów się nie popisał, bo Policja nie jeździ tylko do nas ale i do innych objętych kwarantanną. Nie wydaje mi się to możliwe, że policja nie kontroluje ludzi z własnej woli, prawdopodobnie wynika to z tego, że Sanepid nie przekazał im naszych danych. W ubiegły piątek przeszliśmy horror by dodzwonić się do Krakowa, do tamtejszego szpitala gdzie w końcu mają wymazać kontrolnie mojego męża po chorobie. Kilka godzin prób połączenia i w końcu udało się Panu B. dodzwonić, a wtedy okazało się, że w Krakowie nie ma rejestracji tylko przyjeżdża się i czeka w kolejce. Więc po raz kolejny okazuje się, że Panie w Sanepidzie nie mają pojęcia, co dzieje się z chorymi i jak wygląda dalej procedura po chorobie. Lekarz ze szpitala w Krakowie poinformował Pana B., że trzeba przyjechać, uzbroić się w cierpliwość i czekać. Gdyby ktoś chciał, aby przyjechał wymazobus  do domu, to musi zdać sobie sprawę z tego, że czas oczekiwania jest bardzo wydłużony” – informuję dzielna Kobieta.

Dlaczego akurat musicie jechać na testy do Krakowa? – „Sami się zastanawiamy nad tym dlaczego wszyscy muszą jechać do Krakowa na te testy? Przecież wszyscy z Małopolski w jednym miejscu to jest coś nieprawdopodobnego. Oczywiście w Sanepidzie w Oświęcimiu nikt nie umie odpowiedzieć nam na to pytanie. My środę 5 sierpnia 2020 roku jedziemy z córką Emi do jednego szpitala dziecięcego, a z Panem B. do drugiego. Przeraża mnie fakt, że to tyle razy trzeba jechać z Brzeszcz do Krakowa, w naszym przypadku, to już 4 razy, a to niemały koszt. Jednak o tym się w mediach nie mówi, o to nikt nie pyta pacjenta, czy ma kasę, samochód, jak sobie z tym ludzie chorzy radzą. Przypominam, że jesteśmy zamknięci w domu od 4 tygodni, nikt z samorządowych lub państwowych, ani prywatnych instytucji pomocowych nie wyciągnął ręki w naszym kierunku, mało tego nikt nawet nie zapytał czy my sobie radzimy, czy nie trzeba nam pomóc? To w tych sytuacjach pokazuje nam, że w naszej okolicy nie działa żadna instytucjonalna publiczna pomoc, która by się troszczyła o chorych na COVID-19” – podkreśla wyraźnie zmęczona walką o przetrwanie Pani Renata.

Co Was dalej czeka, czy macie nakreślony jakiś scenariusz postępowania? – „Jak dalej będzie wyglądać sytuacja z nami tego nie wie nikt. Mówię szczerze, do szaleństwa  doprowadza mnie sytuacja w której się znaleźliśmy przez chorobę i to nie z własnej winy. Dla sąsiadów jesteśmy zarazą, dla urzędników wrzodem na …, dla systemu tylko chorzy COVID-19. Przecież my się nie prosiliśmy aby być w tej sytuacji, dla nas nie ma nic przyjemnego w tym, że tyle czasu jesteśmy odcięci od świata. Mamy jedenastoletnią córkę, która połowę wakacji spędza w zamknięciu. Media pokazują na szklanym ekranie tylko pozytywne aspekty. Nie widziałam nigdzie, aby ktoś pokazał jak ludzie w izolacji muszą sobie radzić z życiem codziennym. Skargi na Sanepid nic nie dają, bo przecież w tych placówkach nie liczy się petent, tylko byle chronić stołki urzędników. Tak więc czwarty tydzień w zamknięciu i uwierzcie można mieć dość takiego życia. Nie życzę takich „atrakcji” nikomu. A jak długo to będzie trwało jeszcze, tego nawet najstarsi górale nie wiedzą” – podsumowuje żona Pana B.

We wtorek 4 sierpnia 2020 roku mamy kolejny dobowy rekord zachorowań, bo jak podaje Ministerstwo Zdrowia w komunikacie po testach ujawniono 680 nowych przypadków zachorowań na COVID-19 w Polsce. Co nas czeka jesienią?

Testy na wirusa są niewiarygodne.
Sucharit Bhakdi w książce „Koronawirus. Fałszywy alarm” tłumaczy liczby i ujawnia fakty.

pressmania