• Brazylia dysponuje najsilniejszą armią w Ameryce Południowej
  • Ma większy potencjał militarny niż Niemcy
  • Duża część sprzętu produkowana jest w kraju
  • Brazylia korzysta także z rozwiązań licencyjnych
  • Prezentuje sprzęt i technologie, które weszły na wyposażenie brazylijskiej armii w XX wieku

Potencjał militarny Brazylii jest zatem większy nie tylko od państw uznawanych za bardziej rozwinięte (choćby od armii niemieckiej), ale także od państw o większej powierzchni (tu przykładem mogą być słabsze siły Kanady). Jednak pamiętajmy, że bezpośrednie porównania nie mają sensu, bo armia jakiegokolwiek państwa jest budowana w oparciu o specyficzne, charakterystyczne dla danego kraju, potrzeby, które wojsko ma realizować. Istotna jest sytuacja geopolityczna w danym regionie, potencjał gospodarczy danego państwa, czy choćby rozległość terytorialna definiująca niejako niezbędną ilość uzbrojenia zdolnego chronić granice danego kraju.

Ranking, na którym opieramy nasz cykl galerii prezentujących nowoczesne uzbrojenie najsilniejszych armii świata, powstaje w oparciu o aż 50 różnych czynników branych pod uwagę przy ustalaniu finalnego, bezwymiarowego wskaźnika mającego odzwierciedlać potencjał militarny danego państwa. Cechą wyróżniającą sprzętowo brazylijskie siły zbrojne jest to, że wiele komponentów i systemów uzbrojenia Brazylijczycy budują u siebie, przy czym dotyczy to zarówno rozwiązań zaprojektowanych lokalnie, bądź produkowanych na mocy umów licencyjnych (tak jest np. ze śmigłowcami, wieloma modelami Eurocopterów, które choć zaprojektowane i opracowane przez europejskie konsorcjum Airbus Helicopters, produkowane są przez brazylijski koncern Helibras).

To, czego Brazylijczycy nie są w stanie (lub po prostu im się to nie opłaca) produkować u siebie, kupują od innych. Przy czym te zakupy nie zawsze są udane, czego dowodzi pechowa historia eksploatacji lotniskowca „São Paulo”, który służbę w brazylijskiej marynarce rozpoczął w listopadzie 2000 roku, a dziś jest skreśloną ze stanu kupą złomu. Brazylijczycy zakupili od Francuzów stary lotniskowiec „Foch”, był to okręt klasy Clemenceau, służący we francuskiej marynarce od…1963 roku. Zatem w momencie wejścia do brazylijskiej służby miał niemal 40 lat. Okręt trapiony był licznymi awariami, w tym dwukrotnie groźnymi pożarami, w wyniku których życie stracili brazylijscy marynarze. W efekcie był on w stanie, w całym okresie eksploatacji aż do wykreślenia w listopadzie 2018 roku, realizować misje co najwyżej przez 3 miesiące z rzędu. Pozostały czas okręt przebywał w naprawach, próbowano go modernizować, ale ostatecznie zadanie „rewitalizacji” przestarzałej francuskiej jednostki okazały się ponad siły Brazylii.

Historia ta pokazuje, że ambicje militarne (chęć dołączenia do elitarnego grona krajów posiadających lotniskowce) nie zawsze idą w parze z faktycznymi możliwościami danego kraju. Lepiej jest skupić się na tym, co jest technicznie i ekonomicznie osiągalne i tak planować rozwój systemów uzbrojenia, by zapewnić jak największą ich efektywność przy dostępnych zasobach. Brazylijczycy wynieśli z tej historii słuszne wnioski, ambicje poszły na bok i dziś okrętem flagowym Brazylii jest znacznie mniejsza jednostka, ale też znacznie nowocześniejsza (choć też używana – zakupiony od Brytyjczyków śmigłowcowiec HMS Ocean), o wysokim potencjale bojowym (a na pewno większym, od choćby największego na świecie, ale niedziałającego lotniskowca), która z całą pewnością nie będzie tak pechowa jak „São Paulo”. O jakiej jednostce mowa? Ponieważ jest to nowoczesny sprzęt, znajdziecie go w poniższej galerii. Galerii, która zgodnie z zasadą obowiązującą w całej serii, prezentuje wyłącznie te rozwiązania technologiczne, pojazdy i uzbrojenie, które zostały opracowane (niezależnie od tego, gdzie to nastąpiło) i wdrożone do sił zbrojnych danego państwa w XXI wieku. Zapraszam.