Czarna lista policjantów opublikowana przez polskie podziemie. Fot. Wikipedia
Czarna lista policjantów opublikowana przez polskie podziemie. Fot. Wikipedia

Mieszkający w Kanadzie Jan Grabowski to etatowy historyk udowadniający „polski udział” w holokauście. Izraelska gazeta „Haaretz” chętnie udostępnia mu łamy, a Grabowski wraca do tematu współudziału policji granatowej.

„Polskie siły policyjne odegrały kluczową rolę w nazistowskim ‘ostatecznym rozwiązaniu’” – pisze dziennik i powołuje się na nowe ustalenia naukowe. Od razu przechodzi do przykładów – „Jeden policjant zabił niemowlę na oczach matki, inni zgwałcili i zamordowali młodą kobietę w samochodzie” – „historyk Jan Grabowski znów się tym zajmuje” – dodaje „Haaretz”.

Temat nie jest nowy. Tym razem chodzi o książkę Grabowskiego „Na posterunku. Udział polskiej policji granatowej i kryminalnej w zagładzie Żydów”. Książka wyszła w Polsce, ale jest adresowana do zagranicy.

Kontrowersyjna szkoła historii

W IPN ukazała się recenzja tej pracy Michała Chlipały, który przypomina, że Grabowski „jest badaczem tyleż znanym, co kontrowersyjnym, a jego tezy na temat świadomego i dobrowolnego udziału Polaków w Zagładzie – prezentowane w książce „Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942–1945. Studium dziejów pewnego powiatu” z 2011 r. czy też w redagowanej przez niego i Barbarę Engelking pracy zbiorowej „Dalej jest noc”. Losy Żydów w wybranych powiatach okupowanej Polski z roku 2018 – budzą liczne spory.

Grabowski we wstępie pisze: „To na tym etapie rozważań trzeba się zastanowić nad sensem często powtarzanego twierdzenia,że »żaden Żyd nie mógł przeżyć bez pomocy Polaków«. Czy rzeczywiście? Wielu Żydów poradziło sobie bez polskiej pomocy, wykazując się ogromną przedsiębiorczością i samodzielnością. Nie szukali pomocy; można wręcz powiedzieć, że szukali polskiej indyferencji, liczyli po prostu na obojętność”.

Autor recenzji proponuje spojrzeć na to pytanie z innej perspektywy i twierdzenie powyższe przeformułować następująco: czyż nie jest prawdą, że prawie wszyscy Żydzi, którzy uciekli z gett, zrzucili opaski i schronili się po aryjskiej stronie, zginęli przy udziale Polaków?”.

Wybiórcze traktowanie dokumentów

Chociaż bibliografia ujmuje różne źródła, „mimo to autor sięgnął przede wszystkim po relacje ocalałych, a z innych materiałów skorzystał zaś dość pobieżnie” – zauważa Chlipała. I dodaje – „w Archiwum Oddziału IPN w Krakowie znajduje się wiele dokumentów wytworzonych przez wywiad ZWZ/AK dla Krakowa, wywiad 106. Dywizji Piechoty AK i co najmniej kilkaset teczek byłych policjantów – Grabowski wybrał z tego zasobu zaledwie cztery (!) jednostki”. To niestety, typowe działania „nowej szkoły holocaustu”.

„Kreślenie podobnie dużych syntez przez jedną osobę może być zgubne – w szczególności wobec stanu zachowania źródeł, problemów z dotarciem do niektórych informacji i ryzykiem powtórzenia (z braku możliwości weryfikacji) rozmaitych nieścisłości i przekłamań” – stwierdza recenzja i dodaje, że „źle zakreślone realia rzutują następnie na myśl przewodnią pracy, prowadząc do błędnych wniosków badawczych”.

Nie o błędy i warsztat historyka tutaj chodzi

Dalej Chlipała analizuje błędy i nieścisłości Grabowskiego i podaje liczne przykłady. Zwłaszcza wybiórcze traktowanie materiałów i pomijanie tych, które nie pasują do jego tez. Dotyczy to Żydów w policji, czy pomijania wysiłku wojennego tej formacji we wrześniu 1939 roku.

Nie o standardy naukowe tutaj jednak chodzi, a ciąg dalszy obwiniania Polaków o współudział w Zagładzie, co od lat stara się udowadniać tzw. „nowa szkoła” kilku historyków nie-historyków ze stajni Tomasza Grossa.

Izraelski dziennik sugeruje, że prawica niemal prześladuje Granowskiego i „podżega przeciwko niemu w ostatnich latach, odkąd stał się jednym z wiodących nazwisk w dziedzinie zbrodni popełnionych przez Polaków podczas Holokaustu”.

Gazeta zachwala, że „urodzony w Warszawie Grabowski poświęcił dekadę na zebranie materiału do książki. Jego badania zabrały go do archiwów w Polsce, Niemczech, Stanach Zjednoczonych i Izraelu w poszukiwaniu dokumentów, z których niektórych nikt przed nim nie przeglądał, w tym raportów i dzienników z posterunków policji z tego okresu”.

„Granatowi” byli mordercami, co należało udowodnić

Granatowa policja stała się „morderczą i przestępczą organizacją, która była kluczowym elementem wdrażania ostatecznego rozwiązania”. Dalej dziennik dodaje, że „pod niemieckim patronatem, ale z niezależną inicjatywą i wielką żarliwością, policjanci polscy brali udział w systematycznym mordowaniu Żydów w miastach i wsiach, w gettach i miejscach ukrywania – pośrednio i bezpośrednio”.

„Bez polskiej policji Niemcy nie odnieśliby sukcesu w swoim planie”, mówi Grabowski dla Haaretzan a „Polska policja stała się ważnym podmiotem w niemieckiej polityce eksterminacji”.

Dalej czytamy jeszcze, że „Niemcy byli raczej zagubieni i nie mieli pojęcia, jak odróżnić tych, którzy byli Żydami, kiedy wtopili się w ludność zewnętrzną i zdjęli opaski na rękę” . „Pomagała im w tym polska policja, która dobrze znała swoich żydowskich sąsiadów i znała miejsca, w których się chronili”.

Czytelnik jest epatowany przykładami kilku świadectw zbrodni popełnianych przez policjantów. „Nie mogę powiedzieć, że wszyscy byli zabójcami, ale wszyscy wnieśli swój wkład, z bardzo rzadkimi wyjątkami” – dodaje Grabowski.

Obalanie polskiej narracji

Według dziennika izraelskiego „nowa książka zaciekle obala powszechne w dzisiejszej Polsce przekonanie, że Polacy nie uczestniczyli instytucjonalnie w systematycznej i zorganizowanej formie, w zabójstwach Żydów”.

Artykuł kończy teza, że Grabowski aktualizuje dane udziału Polaków w mordowaniu Żydów i „w ciągu ostatnich trzech, czterech lat pracy podnosi te liczby w górę”. „Moje poprzednie szacunki, dotyczące 200 000 Żydów, były bardzo, bardzo, zachowawcze”. To tylko poparcie słynnej tezy, że Polacy wymordowali na terenach Polski więcej Żydów, niż Niemcy.

GRABOWSKI TWIERDZI TERAZ, ŻE JEGO TWIERDZENIA O 200 TYS. RZEKOMO ŻYDÓW ZABITYCH PRZEZ POLAKÓW SĄ „BARDZO KONSERWATYWNE”. A ŻYDOWSKA PRASA TWIERDZI, ŻE „POLSKA POLICJA ODEGRAŁA DECYDUJĄCĄ ROLĘ”. WŁAŚNIE POLITYKA HISTORYCZNA PIS I IPN LEGŁA W GRUZACH: HTTPS://T.CO/L9JFPBN1AI

— TOMASZ SOMMER (@1972TOMEK) JUNE 11, 2020

W recenzji książki autorstwa IPN czytamy: „W swojej pracy Grabowski podaje wiele przykładów zbrodni popełnionych przez polskich policjantów na terenie całego Generalnego Gubernatorstwa. Niewątpliwych i prawdziwych. Jednakże zarówno kontekst historyczny, jak i skala tych zbrodni zostają przez niego rozmyte lub wręcz zaciemnione. Nie chodzi tutaj bynajmniej o relatywizowanie zbrodni – morderstwa zawsze pozostaną czynami ohydnymi, zasługującymi na potępienie.

Jednak stawiając tezę, że co do zasady korpus policji był dobrowolnym i chętnym wspólnikiem Zagłady, winno się ją udowodnić, także w ujęciu statystycznym – nic takiego w tej pracy nie znajdziemy”.

Lepsze i gorsze ofiary

W zamian za to jesteśmy zmuszani, by zaakceptować wyjątkowość jednych tylko ofiar i jednego zagrożenia. Wedle słów autora: „Czy można sugerować, że losy Polaków i Żydów pod okupacją były podobne, że zagrożenia, którym musiały stawić czoła oba narody, były porównywalne? Mam nadzieję, że czytelnicy tej książki zgodzą się, że tego rodzaju porównania są z gruntu nieuprawnione.

Postawienie morderców i ich żydowskich ofiar na jednej szali jest formą fałszowania historii Zagłady, którą badacze Holokaustu nazywają »równoważeniem winy za Zagładę« (ang. Holocaust equivalence)”. W ten oto sposób Polacy, naród tak ciężko doświadczony w czasie wojny, zostają przez Jana Grabowskiego ustawieni w jednym szeregu z mordercami spod znaku swastyki” – pisze Michał Chlipała.

Czy jednak czasami nie o to właśnie w tej „nowej historii” po prostu chodzi? Tu nie chodzi o historię, ale jej interpretację, która ma konkretne skutki i przełożenie na współczesną politykę, na co słusznie zwrócił uwagę Tomasz Sommer.

Źródło: Haaretz/ IPN