Pojawia się coraz więcej informacji na temat oszustów wśród pracodawców, nie wypłacających wynagrodzeń mimo otrzymania pieniędzy z rządowej „Tarczy antykryzysowej”. Urzędy Pracy mają więc zbadać wydatkowanie publicznych pieniędzy przez przedsiębiorców, ale pojawia się przy tym poważny problem – wiele z firm po otrzymaniu dopłat może już nie istnieć.

Wczoraj o problemie nieuczciwych pracodawców oszukujących swoich pracowników pisał portal Money.pl. Zauważa on, że internetowe fora zapełniły się zapytaniami do prawników odnośnie zaległości w wynagrodzeniach. Często sięgają one blisko trzech miesięcy, a spora część pracodawców nie wypłaca pensji choć otrzymała na ten cel pieniądze z budżetu państwa.

Ten sam portal informuje dziś, że sprawie mają przyjrzeć się Powiatowe Urzędy Pracy, bo to właśnie one były odpowiedzialne za przekazanie dopłat do wynagrodzeń z tytułu „Tarczy antykryzysowej”. Sami pracownicy mają zdawać sobie sprawę z otrzymania pieniędzy przez ich pracodawców, lecz nie mogą oni sprawdzić kiedy i ile dokładnie otrzymała zatrudniająca ich firma.

Przedstawiciele administracji państwowej przypominają o możliwości zgłaszania podobnych spraw do Sądów Pracy i Państwowej Inspekcji Pracy. Pierwsza z tych instytucji już funkcjonuje, prowadząc również swoje postępowania zdalnie. Inspekcja z kolei powoli zaczyna powracać z kontrolami prewencyjnymi. Ponadto umowy dotyczące dopłat do wynagrodzeń przewidują, że uzyskujące je firmy będą musiały przedstawić dokumenty świadczące o sposobie wydatkowania środków publicznych.

Money.pl zauważa jednak, że najłatwiej będzie przeprowadzić kontrole Urzędom Pracy działającym na prowincji oraz w mniejszych ośrodkach, ponieważ tam funkcjonuje oczywiście dużo mniej przedsiębiorstw. Sytuacja wygląda gorzej w większych miastach. Część firm może bowiem zostać zlikwidowana zanim kontrolerzy zdążą upomnieć się o informacje dotyczące wydatkowania „Tarczy antykryzysowej”.

Na podstawie: money.pl.