Od kilku tygodni ze wszystkich stron płynie do nas prosty przekaz: najtańszą i najskuteczniejszą metodą walki z koronawirusem jest pozostanie w domu. Są tacy, którzy nie ograniczają się do samych słów i wybierają nieco bardziej wymowne środki przekazu. Tak jak mer Dniepra na Ukrainie, który kazał wykopać kilkaset grobów tylko po to, by unaocznić mieszkańcom miasta, co ich czeka, jeśli nie będą przestrzegać zasad kwarantanny.

Dniepr (jeszcze do 2016 noszący nazwę Dniepropietrowsk) to czwarte co do wielkości miasto na Ukrainie, w którym żyje obecnie ponad milion ludzi. Tak jak w każdym dużym ośrodku ryzyko rozprzestrzenienia się koronawirusa jest tutaj bardzo wysokie.

Co prawda na tę chwilę władze metropolii zarejestrowały jedynie kilkanaście przypadków zarażenia się SARS-nCoV-2 i ani jednego zgonu, ale już szykują się na najczarniejszy scenariusz i podejmują środki prewencyjne, które mają przekonanać mieszkańców do słynnej już na całym świecie idei „social distancing”.

W tym celu posunięto się do ekstremalnego środka perswazji. Nakazano bowiem wykopać ponad 600 grobów na obrzeżach miasta, których zdjęcia opublikowano na oficjalnych kanał lokalnych władz. Tak, aby każdy mieszkaniec zobaczył, że z koronawirusem nie ma żartów.

„Przygotowujemy się na najgorsze”, napisał na swoim fejsbukowym profilu mer Dniepra, Borys Fiłatow. „Początkowo miało być to 400, ale teraz mamy już 600 dołów wykopanych na terenie miejskiego cmentarza, aby pochować ciała ewentualnych ofiar koronawirusa. Zakupiliśmy także 1000 plastikowych worków”.

Z kolei Julia Witwicka, rzecznik merostwa Dniepra, w rozmowie z agencją AFP powiedziała, że miasto dysponuje obecnie 615 pustymi grobami i ma na podorędziu 2000 toreb (wiadomo, do czego) – wszystko w ramach przygotowań na nadejście epidemii. Zakazano także sekcji zwłok osób, u których zajdzie podejrzenie, iż zmarły z powodu koronawirusa.

Fotografie przedstawiające setki dołów z krzyżami, przygotowane na to, by przyjąć ciała ofiar, od kilku dni krążą po sieci wywołując mieszane reakcje. Jedni uważają, iż jest to dobry sposób na to, by uświadomić ludzi o nadchodzącym zagrożeniu, inni oskarżają Fiłatowa o sianie paniki.

On sam póki co zachowuje zimną krew. – To nie jest panika, tylko logistyka – odpowiada w makiawelistycznym tonie na zarzuty. – Niech Bóg uchroni nas przed tym, żebyśmy kiedykolwiek potrzebowali tych grobów.