Dziewięć lat temu z okazji 50-tej rocznicy utworzenia największej polskiej firmy górniczej KGHM Polska Miedź S.A. dr Jan Krasoń – polski naukowiec ze Stanów Zjednoczonych – przedstawił wyniki swoich badań na ówczesnym składowisku odpadów poflotacyjnych o nazwie Żelazny Most. Były to tak rewelacyjne wyniki, że nikt nie chciał im wierzyć.

Loading video

Kierownictwo KGHM, jako ludzie techniki i rzeczowości, tym razem postawiło nie na ich sprawdzenie i kontynuowanie badań, ale na wiarę, że to nie jest prawdą i na tym poprzestano. Interwencje polsko – amerykańskiego naukowca ironicznie zbywano i dawno mu do zrozumienia, aby dla własnego dobra porzucił te badania i nie przeszkadzał globalnym inicjatywom firmy, która wtedy zajęta była chilijską inwestycją. Dobrze znający amerykański rynek surowcowy, naukowiec ten odradzał zakup Sierra Gorada w Chile, czym ostatecznie pogrzebał wszelkie swoje szanse na wznowienie badań i ewentualnej eksploatacji bardzo bogatych odpadów poflotacyjnych. Obecnie odpady te noszą już inną nazwę, bardziej maskującą istotę rzeczy. Teraz jest to „obiekt unieszkodliwiania odpadów”, co brzmi znacznie lepiej, choć od jego uruchomienia w 1977 r. nic się nie zmieniło.

Dziś o sprawie tej przypomina oświadczenie amerykańskiej firmy, której prezesem do swojej śmierci w 2015 r był dr Jan Krasoń. Jego sylwetkę prezentują „Wiadomości Żmigrodzkie” pt. „Wielki człowiek z małego miasteczka”.

Oświadczenie

Amerykańska firma Geoexplores International Inc., z Denver w stanie Colorado (USA) w dniu 21 lutego rozesłała do wielu polskich instytucji i osób oświadczenie podpisane przez jej obecnego prezesa Ryszarda A. Korola. Jego treścią jest stanowisko firmy w stosunku do nieudanej współpracy dr Jana Krasonia z największą polską firmą górniczą KGHM Polska Miedź S.A. Być może nie byłoby potrzeby wspominać o tym, gdyby nie niekonwencjonalne zarzuty w stosunku do kierownictwa KGHM, jakie zawarte zostały w tym piśmie. Oryginalna kopia tego listu znajduje się poniżej. Rozgoryczenie prezesa tej firmy może wydawać się przesadne, ale z drugiej strony ignorancja, lekceważenie oraz brak reakcji tej firmy na wszelką krytykę, a nawet na łagodne propozycje wydaje się być jej standardową zasadą. Co innego setki, tekstów pochwalających najbardziej absurdalne pomysły, które nigdy nie weszły nawet do realizacji. Z drugiej strony nie ma się tu czemu dziwić, Jak informowały miedziowe związki zawodowe (zppm), to firma wydaje rocznie około 70 milionów złotych na promocje medialne. Po przeliczeniu na „sponsorowanych” ten sposób 1000 dziennikarzy rocznie , na każdego z nich przypada po 70 tys. zł dodatkowego dochodu. Przy takich relacjach można tylko powiedzieć „Daj Boże zdrowie”, aby nam wszystkim się tak powodziło. Po prostu najważniejsze krajowe media są w stanie zagłuszyć i zmarginalizować wszelkie niewygodne dla KGHM informacje. Tak stało się i w tej sprawie.

<img class="i-amphtml-intrinsic-sizer" role="presentation" src="data:;base64,” alt=”” aria-hidden=”true” />

Przypomnienie

Pierwszy tekst o wynikach badań dr Jana Krasonia przeprowadzonych na zawartość metali w „unieszkodliwianych odpadach wydobywczych” wtedy zwanymi jeszcze „odpadami poflotacyjnymi” ukazał się na stronach ogólnopolskiego portalu górniczego nettg.pl w dniu 16 maja 2011 r. ”Skarby Żelaznego Mostu”, gdzie do dziś jeszcze tam się znajduje. Była to notatka z sesji naukowej jaka odbyła się w dniu 24 marca 2011 r. z okazji 50 rocznicy istnienia KGHM. Sprawozdanie to wydaje się, że nadal jest aktualne i wiele mówiące o stosunkach jakie panują w tej firmie. Oto jego najistotniejszy w tej sprawie fragment: „Dla uczczenia tej rocznicy wydano specjalną książkę z referatami konferencyjnymi zawierającą też noty biograficzne geologów zasłużonych dla KGHM. Na sesję tę specjalnie z USA przybył dr Jan Krasoń. Zgłosił on swój referat do wygłoszenia na sesji, która odbyła się 24 marca w KGHM. Materiał ten przez organizatorów sesji nie został jednak zaakceptowany. Odmówiono również jego druku we wspomnianym wyżej wydawnictwie. Zgodzono się jedynie udzielić mu na trzy minuty głosu, jako ostatniemu, zabierającemu głos w dyskusji. Wyniki badań zgromadził on na multimedialnym dysku, który rozdawał zainteresowanym. Podany przez niego sygnał o rewelacyjnych zawartościach metali szlachetnych poza redakcją nettg.pl nikogo z mediów ani z licznych uczonych zgromadzonych na sali nie zainteresował. Jest to o tyle zrozumiałe, że całkowicie burzy to dotychczasowy pogląd polskich naukowców na temat ponad miliarda ton zgromadzonych przez KGHM odpadów poflotacyjnych. Przez całe dziesiątki lat przekonywali oni wszystkich, że są to odpady praktycznie „nic nie warte”. Teraz nagle trzeba by wyprzeć się tego, co z takim uporem się przedtem głosiło. Dlatego jest, jak jest”.

Dysk

Na udostępnionym przez dr Jana Krasonia dysku przedstawił on na początku swoje historyczne zainteresowania i prace naukowe nad złożami rud miedzi w Niecce Grodziskiej i na Monoklinie Przedsudeckiej. Potem zaprezentował on badania, jakie prowadził nad podobnymi złożami na całym świecie, za pośrednictwem firmy GEOEXPLORERS INTERNATIONAL. INC. Znajduje się ona w Denver w stanie Colorado. Nie trzeba dodawać, że jej szefem jest dr Jan Krasoń. Pobrał on dwie serie prób odpadów poflotacyjnych ze zbiornika Żelazny Most.

Pierwsza z nich liczy sobie 24 próby, a druga 126. Analizie poddano występowanie tylko metali szlachetnych. Trzeba jednocześnie zaznaczyć, że dr Jan Krasoń przestudiował i wykorzystał całą dotychczasową krajową literaturę naukową na ten temat. Wyniki przeszły wszelkie oczekiwania. Oto złoto, które w kryteriach na ogół opłacalne jest jego wydobycie przy zawartości ok. 1 grama na tonę (g/t), tutaj zawiera się w przedziale 3,8 – 4,3 g/t.. Podobnie z platyną, której zawartość waha się od 4.0 do 13 g/t. Zwracają też uwagę duże zawartości osmu i irydu mieszczące się w granicach od 0,4 do 21,4 g/t. Na tej podstawie wyliczono szacunkową wartość jednej tony tych odpadów, która dla pierwszej serii analiz waha się w granicach od ok. 1 tys. dolarów do ok. 1700 dolarów. Dla drugiej serii analiz jest wynik poniżej połowy z tego i wartość tych odpadów waha od ok. 400 do 670 dolarów. Dla porównania najwyższa cena jednej tony wydobytej rudy w KGHM wynosi ok. 200 dolarów. Z wyliczeń tych wynika że przynajmniej dwukrotnie bardziej opłaca się przerabiać własne odpady poflotacyjne niż wydobywać rudę w miedzi w ekstremalnych i niebezpiecznych warunkach geologiczno – górniczych.

Technologia

O technologii odzysku tych niewątpliwych skarbów Żelaznego Mostu panuje cisza. Wynika ona zapewne z faktu, że każdą technologię poprzedzają szczegółowe analizy i badania surowca jakim są w tym wypadku nagromadzone w zbiorniku Żelazny Most odpady poflotacyjne. Na razie są one w fazie wstępnej, które na własny koszt wykonał dr Jan Krasoń. Z dostępnych informacji wynika, że prezes KGHM jest osobiście tym zainteresowany. Czy zainteresowanie to przełoży się na standardowe i wszechstronne badania odpadów poflotacyjnych, czas pokaże. Wszystko wskazuje jednak na to, że sprawa ta nie zostanie sfinalizowana. Po pierwsze KGHM coraz bardziej swoje kapitały zamierza inwestować na innych kontynentach, a nie w kraju. Po drugie potrzebne są szczegółowe i jednoznaczne badania przeprowadzone na dużo większą skalę, niż uczynił to dr Jan Krasoń. Winne być one zakończone odpowiednią dokumentacją podsumowującą wyniki badań na tym wtórnym (antropogenicznym) złożu metali szlachetnych. I po trzecie należałoby sprawdzić technologię ich odzysku najpierw w skali laboratoryjnej, a później półtechnicznej, aby stosownie do ich wyniku zawrzeć odpowiednie umowy i uruchomić całą procedurę ich odzyskiwania. Wszystko to wymaga długotrwałych, choć energicznych działań, aby zakończyły się one sukcesem. Wydaje się jednak, że w KGHM brak jest wiary w powodzenie tych badań. Stąd sceptycyzm i raczej tolerowanie niegroźnych dla miejscowej kadry decydentów „ekstremalnych” wystąpień i informacji dr Jana Krasonia.

Likwidacja ” Żelaznego Mostu”?

Nie ulega żadnej wątpliwości, że zgromadzone w zbiorniku 700 tym m3 (ok.1,4 mld ton!) „unieszkodliwianych odpadów”, jest niebezpieczne dla otoczenia. Od tej strony jest nieustanny monitoring, aby zawczasu zapobiegać awariom zapór. To „unieszkodliwianie”, jest niezwykle kosztowne, wystarczy wspomnieć, że jest on największym tego rodzaju zbiornikiem w Europie i zajmuje on powierzchnię 14 km2! Przede wszystkim proponowane przez dr.J. Krasonia, badania nad zawartością cennych metali w odpadach Żelaznego Mostu, niewiele kosztują w kontekście ewentualnych przyszłych zysków, a po drugie ich odzyskiwanie mogłoby doprowadzić do stopniowej likwidacji tego zbiornika, poprzez ich całkowite zagospodarowanie tychże odpadów, choćby jako kruszywa dla celów budowlanych. Doprawdy trudno zrozumieć opór decydentów KGHM w tej sprawie. Być może, że niskie ceny miedzi zmuszą KGHM do szukania zysków, które niewiele kosztują, a są tuż pod ręką.

Adam Maksymowicz

<img class="i-amphtml-intrinsic-sizer" role="presentation" src="data:;base64,” alt=”” aria-hidden=”true” />

 

 

 

 

 

 

 

Adam Maksymowicz – absolwent Wydziału Nauk Przyrodniczych na Uniwersytecie Wrocławskim ze specjalnością geologia. Przez ponad 40 lat pracował w szeregu przedsiębiorstw i instytucji związanych z polskim górnictwem. Pracę zawodową zakończył jako Główny Inżynier w Biurze Zarządu KGHM Polska Miedź S.A. (1994 – 2005). Od 1968 roku publikuje prace naukowe i zawodowe dotyczące swojej specjalności. Zamieszcza liczne publikacje z zakresu biografii gen. Władysława Sikorskiego i Wojciecha Korfantego. Ekspert Instytutu im. Romana Rybarskiego.

dzienniknarodowy.p