DODAJ FILM MP-4 LUB WPROST Z Y.T F.B lub inny
EDYTUJ SWÓJ FILM LUB USUŃ
ZOBACZ WSZYSTKIE SWOJE FILMY
KONTA AUTORÓW WPISÓW I FILMÓW
    UWAGA !! WAŻNE - Poglądy i opinie zawarte w artykule mogą być niezgodne ze stanowiskiem redakcji. Zamieszczane artykułu są w wiekszości re- publikacjami materiałów z innych stron - REDAKCJA NIE INGERUJE W ICH TREŚCI W CELU ZACHOWANIA BEZSTRONNOŚCI , A CELEM PUBLIKACJI JEST PODDANIE TYCH MATERIAŁÓW POD OSĄD I KRYTYKĘ CZYTELNIKÓW W KTÓRE OPINIE NIE MOŻE INGEROWAĆ AUTOR MATERIAŁU W FORMIE MODERACJI LUB CENZURY

M-forum A.V Live.

WESPRZYJ DOWOLNĄ KWOTĄ ROZWÓJ JEDYNEJ W POLSCE NIEZALEŻNEJ STRONY INFORMACYJNEJ przycisk Przekaż darowiznę poniżej :-)

miejsce-na-reklame.

„Wstawanie Rusi z kolan, czyli bitwa na Kulikowym Polu”

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes

Kronikarskie opisy najazdu wojsk Batu-chana na  w latach 1237-1240 dają niezwykle barwny obraz wydarzeń. Scenariusz zazwyczaj powtarzał się: Mongołowie po przybyciu pod jakiś gród wysyłali posłów z żądaniem bezwarunkowej kapitulacji,  odmawiali, czasem pozbawiając głów mongolskich wysłanników, dalej następowała dzielna, ale krótka (zwykle trwała ok. tygodnia, choć  bronił się aż siedem tygodni) obrona. Dramat ruskich miast wieńczyły rzeź obrońców i pożoga. Pod nóż szły kobiety i dzieci, kupcy, rzemieślnicy, bojarzy, a nawet rodziny książęce. Z życiem uchodzili nieliczni: zazwyczaj ludność podgrodzi i okolicznych wsi, która zawczasu rozbiegła się po lasach.

Najeźdźcy okrutnie potraktowali kilkanaście głównych grodów ruskich – Kozielsk,  i  zostały dosłownie starte z powierzchni ziemi. Wyjątkiem był Wielki Nowogród, gdzie książę  pod wrażeniem krwawej rozprawy Mongołów z leżącym na południowej rubieży kupieckiej republiki Torżkiem zawarł z nimi wasalno-niewolniczą umowę. Władzę chana uznał także książę włodzimierski Jarosław Wsiewołodowicz, a za nim reszta książąt z Rusi Północno-Wschodniej.

W ich ślady poszli książęta z Rusi Południowo-Zachodniej – Michał czernichowski i Daniel halicki. Obaj usiłowali pozyskać pomoc z Zachodu. Obiecująco zapowiadała się zwłaszcza ofensywa dyplomatyczna księcia Daniela, który w zamian za unię kościelną uzyskał od papieża Innocentego IV obietnicę wsparcia politycznego i wojskowego; w 1255 roku papież obdarzył go nawet koroną. Papieskie awanse były gruszkami na wierzbie i książę halicki musiał w końcu uznać zwierzchnictwo mongolskie. Dzięki zręcznym kombinacjom politycznym zdołał jednak zachować tron.

Nie powiodło się za to Michałowi czernichowskiemu: z wyprawy do stolicy Złotej Ordy Saraju po jarłyk (potwierdzenie władzy przez chana) powrócił w trumnie. Po jego śmierci została zlikwidowana metropolia prawosławna w Czernichowie. Tym sposobem  złamał potęgę księstwa czernichowskiego, a także przeciął toczącą się od drugiej połowy XII wieku rywalizację o władzę w Kijowie (a więc o pierwszeństwo na Rusi), między władcami Czernichowa i Włodzimierza.

Proces podboju Rusi przez Mongołów nie zakończył się wraz z wyprawą Batu-chana. Kolejne jego etapy trwały przez prawie dwie dekady, co wynikało zarówno ze skomplikowanej sytuacji politycznej na Rusi, jak i z rywalizacji spadkobierców wielkiego Czyngis-chana. Po śmierci Ugedeja, najstarszego syna Czyngis-chana, władzę w państwie mongolskim przejął jego syn Gujuk, wybrany w 1246 roku na wielkiego chana (jego ułus obejmował Mongolię i Dżungarię). Sprawował on władzę zwierzchnią nad pozostałymi ułusami i terytoriami od nich zależnymi.

Położony na Zachód od ułusu wielkiego chana ułus Dżocziego, brata Ugedeja, został podzielony między jego synów: najstarszy Ordu objął Białą Ordę, czyli tereny między Irtyszem i górami Tarbagataju, średni Batu-chan dostał Złotą Ordę nad Wołgą, a najmłodszemu Szejbanowi przypadła Sina Orda, koczującą między Tiumeniem i Aralem. Między chanami co rusz wybuchały waśnie i konflikty. Spór Gujuka z Batu-chanem o mało nie wywołał wojny domowej. Z Karakorum ruszyła nawet wyprawa wielkiego chana przeciw krnąbrnemu Batu i tylko śmierć Gujuka (podobno na skutek nadużywania uciech łoża) spowodowała, że wszystko rozeszło się po kościach.

Ruś mongolskiej nomenklaturze nazywano ziemią Batu i kaana. Określenie to odzwierciedlało zależność od rezydującego w Saraju Batu-chana, a także wielkiego chana w Karakorum. Książęta ruscy musieli stawać przed obliczem władcy Złotej Ordy, aby uzyskać od niego jarłyk. Nie trzeba dodawać, że wiązało się to z dużymi nakładami finansowymi: aby wkupić się w łaski, należało też hojnie obdarować chana i jego otoczenie. Takie kosztowne pielgrzymki na dwór chański odbywały się każdorazowo przy okazji zmiany na tronie Złotej Ordy lub na którymś z tronów książęcych. Książęta ruscy musieli także na każde wezwanie wspomagać posiłkami wojskowymi swojego pana.

Mongołowie pobierali z podbitych ziem ruskich haracz. Pierwszy raz ściągnięto daninę w latach 1257-1259, a poprzedził go spis ludności. Na Rusi pojawili się mongolscy poborcy – baskakowie, którzy poprzez swoich czyslenników i kolektorów (zwykle byli to kupcy azjatyccy, którzy wykupili odpowiednią koncesję), nadzorowali przeprowadzanie spisów i pobór podatków. Fiskalizm mongolski był wyjątkowo dolegliwy dla Rusinów, bo też i nowi władcy byli pazerni. Szacuje się, że w latach 60. XIII stulecia ludność płaciła aż 14 różnych podatków. Najważniejsza była coroczna tzw. carska danina – podatek na rzecz chana, który początkowo dostarczano w naturze, a później w brzęczącej monecie. W sumie było to aż 1300 kg srebra!

Do tego dochodziły podatki nadzwyczajne, najczęściej związane z wojennymi potrzebami chana, opłaty z ceł i handlu oraz daniny na rzecz chańskich urzędników. Chłopi i mieszkańcy miast musieli także opłacać się dworom książęcym i Cerkwi. Nie dziwnego, że w 1262 roku przez Ruś  przeszła fala buntów: mieszkańcy Rostowa, Włodzimierza, Suzdala i Ustiuga odmówili płacenia mongolskiego podatku i zaatakowali azjatyckich poborców. Niepokoje powtarzały przez kilkanaście lat, aż Mongołowie obarczyli książąt ruskich obowiązkiem zbierania podatków i dostarczania ich do Saraju.

W drugiej połowie XIII wieku Ruś była coraz bardziej rozdrobniona politycznie. Wielkiego księstwo włodzimierskie rozpadło się aż na 14 władztw, przestała też obowiązywać ustanowiona jeszcze przez Wsiewołoda Duże Gniazdo (rządził w latach 1176-1212) zasada starszeństwa przy obejmowaniu tronu wielkoksiążęcego. Poszczególni książęta zawzięcie rywalizowali o ziemię, wpływy i przychylność chanów. W tej rywalizacji rychło na czoło wysunęli się władcy Tweru i Moskwy.
Kamień węgielny pod samodzielność księstwa twerskiego położył brat Aleksandra Newskiego Jarosław Jarosławowicz (1263-1272), a jego syn Michał w 1304 roku wytargował u Mongołów tytuł wielkoksiążęcy. Dziesięć lat później, dla równowagi, chan wyniósł do rangi wielkiego księcia Jurija Danielowicza moskiewskiego. Oba księstwa dynamicznie się rozwijały, korzystając z tego, że ludność południowej Rusi, niepewna swojego losu ze względu na najazdy mongolskie, ochoczo przenosiła się na północny wschód. Ponadto i w Twerze, i w Moskwie istniały silne elity bojarskie, które utożsamiały się z programem politycznym swych władców. Więcej atutów miało jednak księstwo moskiewskie ze względu na centralne położenie na skrzyżowaniu głównych szlaków handlowych. Na początku XIV wieku  wchłonęła Kołomnę, Perejasław Zaleski i Możajsk.

Dzieło wzmacniania politycznej i gospodarczej pozycji księstwa moskiewskiego kontynuował następca Jurija Danielowicza  (1325-1340). Wykorzystał on konflikt Tweru z chanem Złotej Ordy Uzbekiem i uzyskał potwierdzenie tytułu wielkoksiążęcego oraz prawo do ściągania podatków na Rusi w imieniu chana. Zawarł sojusz z Cerkwią, czego dowodem było przeniesienie do Moskwy siedziby metropolity prawosławnego. Zajął też sąsiednie księstwa: galickie (rejon Kostromy), uglickie i biełoozierskie. Synowie Iwana Kality – Siemion (panował w latach 1340-1355) i Iwan (1253-1359), dorzucili do tego księstwa dymitrowskie, kostromskie, starodubskie i Kaługę. Nadto księciu Siemionowi udało się przy pomocy Złotej Ordy powstrzymać ekspansję Litwy i podporządkować ciążące ku niej księstwa smoleńskie i briańskie.

Następcą Iwana był jego syn Dymitr. Wstępując na tron w 1359 roku miał zaledwie 9 lat. Był to czas, kiedy w Złotej Ordzie wybuchła wojna domowa.

Dawny ułus Batu-chana już w latach 60-tych XIII wieku uniezależnił się od władzy wielkich chanów. Za panowania Uzbeka (1312-1342) i jego syna Dżanibeka (1342-1357)  osiągnęła największą potęgę. Podzielona na ponad 20 prowincji (ułusów), obejmowała Powołże, Azow, Krym, Chorezm i Azerbejdżan. Armia Złotej Ordy liczyła 300 tys. żołnierzy. Sielanka skończyła się wraz ze śmiercią Dżanibeka, którego zamordował jego syn Berdibek. Na ponad 20 lat państwo chanów pogrążyło się w zamęcie – w latach 1357-1380 na tronie w Saraju zasiadało aż 25 władców.

Konflikt wewnętrzny w Złotej Ordzie skomplikował jej stosunki z Rusią, zwłaszcza od czasu, gdy nieformalną władzę nad marionetkowymi chanami zaczął sprawować jeden z dowódców Berdibeka – . W myśl zasady „dziel i rządź”, aby utrzymać kontrolę nad księstwami ruskimi, starał się skłócić ich władców. Dążył do osłabienia książąt moskiewskich, nadając jarłyki na wielkie księstwo włodzimierskie ich konkurentom oraz nobilitując niektórych władców tytułami wielkoksiążęcymi, jak np. księcia niżnonowogrodzkiego. Tymczasem Dymitr Iwanowicz dorósł i nie miał zamiaru bezczynnie się temu przyglądać. W latach 70. sytuacja zaostrzyła się, gdy książę moskiewski zaczął traktować Mamaja i jego kreatury na tronie w Seraju jako uzurpatorów i przestał płacić haracz. Oznaczało to wypowiedzenie Złotej Ordzie zwierzchnictwa nad Rusią.

Dymitr musiał walczyć na dwa fronty, gdyż Moskwie zagrażała także Litwa. Ekspansję terytorialną na wschód rozpoczął już książę  w pierwszej połowie XIII wieku. Jednak dopiero za panowania Giedymina (1316-1341) i Olgierda (1345-1377)  wchłonęło znaczą część ziem ruskich. Ten drugi podporządkował dawne księstwo kijowskie i Podole. Wobec zagrożenia ze strony zakonu inflanckiego dobre kontakty z Litwą utrzymywały Psków i Wielki Nowogród. Również dla książąt smoleńskiego i twerskiego sojusz z Olgierdem stanowił oparcie przed hegemonią Moskwy. Olgierd w latach 1368-1372 zorganizował trzy wyprawy na księstwo moskiewskie, dwukrotnie docierając pod mury stolicy Dymitra.

Stosunki w trójkącie Moskwa-Litwa-Złota Orda były skomplikowane. Rywalizujące strony to zawierały rozejm z jednym przeciwnikiem, by wystąpić przeciwko drugiemu, to zrywały go. Ekspansja Litwy na Rusi Południowo-Zachodniej i Podolu szybko doprowadziła do krwawych zatargów z Ordą. W 1362 roku w bitwie nad Sinymi Wodami armia księcia Olgierda rozgromiła wojska Chadżybeja i Kutłubaja. Wtedy nastąpiło ocieplenie w relacjach litewsko-moskiewskich. Z kolei w latach 70. XIV wieku sytuacja odwróciła się i Litwa kosztem Moskwy nawiązała współpracę z Tatarami. Ukoronowaniem tego procesu była polityka księcia Jagiełły Olgierdowicza, który po objęciu tronu litewskiego zawarł z Mamajem sojusz antymoskiewski.

W 1377 roku Arapsza, jeden z emirów Mamaja, zorganizował wyprawę na Ruś. Wieści o tym postawiły na nogi księcia suzdalsko-niżnonowogrodzkiego Dymitra Konstantynowicza i moskiewskiego Dymitra Iwanowicza. Latem ich wojska w oczekiwaniu wroga skoncentrowały się w Niżnym Nowogrodzie. Wywiad donosił, że Arapsza z wojskiem nie ruszył jeszcze z letnich koczowisk nad Wołgą. Mało kto wówczas wierzył, że Tatarzy w ogóle nadciągną, gdyż upały nie sprzyjały wyprawom wojennym. Toteż książę moskiewski powrócił do swej stolicy, pozostawiając jednak w gotowości część sił, które w razie niebezpieczeństwa miały wspomóc pułki suzdalsko-niżnonowogrodzkie dowodzone przez miejscowych książąt Iwana Dymitriewicza (syna księcia Dymitra Konstantynowicza) i Siemiona Michaiłowicza.

Ale pod nieobecność księcia Dymitra wojowie zapomnieli o karności i dyscyplinie. W lejącym się z nieba żarze zrzucili zbroje, odstawili oręż i obozowali w koszulach, bywało, że półnago. Jak donoszą kronikarze, jedni „rozjechali się (po okolicznych wsiach) i miód i piwo pili do upicia się bez miary, i tak jeździli pijani”, a inni „porozjeżdżali się na łowy, i uciechę mieli taką jakby byli w swoich włościach”. Ponieważ działo się opodal Niżnego Nowogrodu, nad brzegami rzeki Pjanej, kronikarze spuentowali sytuację kpiarskim kalamburem: „I tak w rzeczy samej byli za Pjaną pijani”.

To musiało się skończyć katastrofą. Na początku sierpnia Tatarzy, wspomagani przez kontyngenty koczowników nadwołżańskich, spadli na nieprzygotowanych Rusinów. Starcie zakończyło ich całkowitym pogromem: kniaź Siemion zginął w boju, kniaź Iwan Dymitriewicz utonął w Pjanej podczas ucieczki. Tylko nielicznym udało się ujść z życiem. Niebawem spłonął Niżny Nowogród, a zagony wroga rozlały się po całym księstwie.

W 1378 roku o powtórzenie sukcesu Arapszy pokusił się inny emir Mamaja – Biegicz. Tym razem jednak książę moskiewski był na czujny. Dopilnował, aby wywiad wyśledził plany i marszrutę Tatarów, zebrał też odpowiednie siły. 11 sierpnia obie armie spotkały się nad brzegami rzeki Woży, niedaleko Kołomny. Ordyńcy długo nie chcieli zaryzykować przeprawy pod nosem wroga, ale gdy wreszcie, wpadli w pułapkę. Dymitr Iwanowicz, podzieliwszy swoje siły na trzy pułki, pozwolił głównej części armii tatarskiej pokonać rzekę, po czym uderzył na wroga jeszcze ociekającego wodą (jego taktyka do złudzenia przypominała tę, którą 150 lat wcześniej nad Kałką zastosowali Dżebe i Subedej). Pułk główny pod jego dowództwem związał walką Tatarów, ze skrzydeł zaś natarły pułki księcia Andrzeja połockiego i okolniczego Tymofieja oraz księcia Daniela prońskiego. Tatarzy zostali wzięci w kleszcze, a ich odwrót przerodził się w bezładną ucieczkę. Setki ordyńców padło w walce lub potonęły w nurtach Woży.

Pierwszy raz udało się Rusinom rozbić znaczne siły tatarskie. Prawda, wyprawa Biegicza nie odbywała się pod sztandarami chana, ale jego wojska razem z kontyngentami koczowników nadwołżanskich – liczyły około 10 tys. żołnierzy. Po kompromitacji nad Pjaną zwycięstwo nad Wożą bardzo podniosło morale Rusinów.

Na wieść o klęsce nad Wożą Mamaj zapałał rządzą odwetu. Zdawał sobie sprawę, że koalicja książąt ruskich z Dymitrem Iwanowiczem na czele jest groźnym przeciwnikiem, więc dogadał się z Jagiełłą, a po najechaniu księstwa riazańskiego zmusił do współpracy tamtejszego księcia Olega. Z niewolnika nie ma sojusznika i nic dziwnego, że władca Riazania szybko zaczął działać na dwa fronty. Na początku lipca 1380 roku doniósł księciu moskiewskiemu, że Mamaj  ruszy na Ruś w końcu lata. Dymitr Iwanowicz dzięki sprawnemu wywiadowi o tym już od połowy czerwca, jednak po tej informacji spodziewał się, że Oleg riazański nie wystąpi przeciwko i nie przyłączy się do armii Mamaja „nad rzeką Oką, w dzień Siemiona” (czyli 1 września).

Mamaj liczył też na wykorzystanie animozji między księciem moskiewskim a książętami niżnonowogrodzkim i smoleńskim oraz republiką nowogrodzką, którzy krzywo patrzyli na rosnącą potęgę Dymitra. Teoretycznie owa antymoskiewska układanka miała duże szanse powodzenia, bowiem Mamaj obiecał przyszłym sojusznikom nabytki terytorialne kosztem księstwa moskiewskiego.

Siły Złotej Ordy, które ruszyły na Ruś, były imponujące. Ich trzon stanowiły kontyngenty emirów i murzów Mamaja. Korpus uzupełniały oddziały koczowników nadwołżańskich i plemion kaukaskich – o niewielkiej wartości bojowej. Novum w armii tatarskiej byli najemnicy piesi oraz specjaliści od oblężeń, zaciągnięci w koloniach genueńskich na Krymie. W sumie Mamaj dysponował około 20-30 tys. wojowników. Wódz tatarski miał również doskonałe rozeznanie w sytuacji aprowizacyjnej na terytorium wroga. Lato było słoneczne i ciepłe, plony zapowiadały się obfite. Mamaj planował wyżywić swoją armię kosztem podbitego terytorium. Tymczasem na przełomie czerwca i lipca w widłach Donu i Woroneża dobiegała końca koncentracja jego wojsk.

Jeszcze w czerwcu książę Dymitr rozesłał wici i wezwał książęta, aby ze swoimi pułkami ściągali do Moskwy lub do położonej na południowej rubieży księstwa moskiewskiego Kołomny. Tutaj też rozpoczęto organizować bazę aprowizacyjną dla koncentrującej się armii.

Na apel księcia moskiewskiego odpowiedzieli niemal wszyscy książęta Rusi Północno-Wschodniej i Wschodniej. Wyłamali się książęta twerski i smoleński oraz Wielki Nowogród, ale nie był to problem, gdyż uzyskał zapewnienie, że nie wesprą Mamaja. Ale i tak ruska armia liczebnie dorównywała tatarskiej – 25-27 tys. wojowników.

W lipcu Mamaj wysłał do Moskwy posłów z żądaniem wypłacenia oprócz podatku pogłównego nadzwyczajnego haraczu. Dymitr Iwanowicz odprawił ich z kwitkiem. Nie udały się im także przeszpiegi: być może w Moskwie wysłannicy tatarscy zdobyli nieco informacji o przybyłych tam pułkach książąt jarosławskiego, rostowskiego, biełoozierskiego, pskowskiego i briańskiego, ale pozostałe oddziały – jak pamiętamy – zbierały się w Kołomnie.

O robocie szpiegowskiej nie zapomniał również książę moskiewski. Zadanie zbadania zamierzeń i sił przeciwnika powierzył oddziałowi bojara Tiutczewa, którego wysłał do obozu Mamaja z misją dyplomatyczną. Trudno powiedzieć czy książę Dymitr liczył na to, że uda mu się jeszcze odwieść wodza tatarskiego do wyprawy. O tym mogłyby świadczyć bogate dary, które Tiutczew zawiózł Mamajowi. Ten jednak nie odstąpił od twardych żądań finansowych. Kości zostały rzucone.

Główne siły ruskie wyruszyły z Moskwy 15 sierpnia. Dla utrzymania porządku oddziały zmierzające do Kołomny poruszały się trzema traktami. Dymitr zarządził też całkowitą prohibicję w swoich szeregach oraz zakazał grabieży chłopów w nadziei, że przyłączą się do jego oddziałów piechoty. 26 sierpnia armia opuściła Kołomnę. Interesujące, że Rusini nie przeprawili się przez Okę w pobliżu miasta, tylko pociągnęli na zachód, wzdłuż jej prawego brzegu, i sforsowali ją dopiero kilkadziesiąt kilometrów dalej, u ujścia rzeczki Łopaśni. Najpewniej Dymitr nie chciał wkraczać na terytorium księstwa riazańskiego, by nie drażnić księcia Olega. Być może  także wolał zachować ostrożność na wieść, że pułki sprzymierzonego z Mamajem Jagiełły przeprawiły się przez Okę w jej dolnym biegu i obozują w okolicach Odojewa (wtedy wojska litewskie od armii Mamaja dzieliło około 150 km). Ponieważ Litwini  na razie nie podjęli dalszego marszu, 30 sierpnia Rusini przeszli przez Okę i podążyli w stronę Donu.

Tymczasem Mamaj, nie mogąc doczekać się Litwinów, ruszył swoje wojska z koczowisk między Donem a jego dopływem Krasiwą Mieczą i podążył w górę rzeki.

6 września armia ruska dotarła do wideł Donu i Niepriawdy. Następnego dnia podczas rady książąt i bojarów wywiązała się dyskusja, czy powtórzyć manewr znad Woży, tj. pozwolić przeciwnikowi przejść Nieprawdę i stoczyć z nim bitwę, czy też zaryzykować przeprawę i zaatakować przeciwnika na jego pozycjach. Za drugą opcją przemawiało to, że teren po przeciwległej stronie rzeczki, zwany Kulikowym Polem, doskonale nadawał się do stoczenia bitwy, a także determinacja Rusinów, którzy chcieli się bić za wszelką cenę. To zdecydowało, że Dymitr wyznaczył przeprawę o świcie 8 września. Nocą w towarzystwie wojewody wołyńskiego Dymitra Bobroka dokonał rekonesansu w pobliżu obozu tatarskiego.

Jeszcze przed wschodem słońca armia ruska rozpoczęła przeprawę, którą zakończyła około godz. 7. Książę moskiewski ustawił wojska do bitwy: najbardziej wysunięta była „storoża” – pułk wojewody moskiewskiego Siemiona Melika. Drużynami, które weszły w jego skład, dowodzili książęta Wasyl Oboleński i Fiodor Tarusski oraz bojar Andriej Serkizowicz i wojewoda Michaił Akinfowicz. Za nim stanęły drużyny pułku przedniego pod komendą książąt Druckich i wojewody Mikuły Wasyliewicza. Pułk prawej ręki wiedli książęta Andriej Rostowski i Andriej Starodubski oraz wojewoda Fiedor Grunka. Pułkiem lewej ręki dowodzili książęta Fiedor i Iwan Biełozierscy oraz Wasyl Jarosławski i Fiedor Mołoski. Książę moskiewski stanął na czele pułku wielkiego, w którym dowództwo nad dwoma hufcami sprawowali wojewodowie Michaił Brenka i Iwan Kwasznia. Oddziały ruskie zajmowały front długości ok. 5-6 km.

Dymitr, trafnie przewidując, że o wyniku bitwy zdecydują odwody, ustawił na tyłach pułk księcia Dymitra Olgierdowicza, a w lesie na lewo od centrum pułk księcia Włodzimierza Sierpuchowskiego i wojewody Bobroka. To był jego asy w rękawie.

Rusinów trudno było oskrzydlić, bowiem ich flanki osłaniał las, a lewą dodatkowo strumień Smiełka. Ich pozycja miała jednak słaby punkt, który Mamaj, spoglądający na pole bitwy z tzw. Czerwonego Wzgórza, rozpoznał. Był nim lewe skrzydło i jedyny niezalesiony kawałek terenu na jego tyłach, przez który wojska ruskie mogły wycofać się na drugą stronę Niepriawdy. Rozbicie pułku lewej ręki wojsk ruskich pozwoliłoby Tatarom odciąć reszcie drogę ucieczki. Ich wódz nie wiedział jednak, że książę Dymitr zastawił na niego pułapkę. W każdym razie Mamaj, zamierzając właśnie na lewym skrzydle dobrać się wrogowi do skóry, skupił na swojej prawej flance i w centrum większość siły: około 15-20 tys., w tym najlepsze oddziały jazdy.

O godzinie 11 opadła poranna mgła i rozpoczęły się harce. Zgodnie z tradycją doszło też do pojedynku dwóch najzręczniejszych rębajłów w obu armiach. Rusini wystawili woja Pereswieta, Tatarzy – Temir-murzę zwanego też Czełubejem. Starcie na kopie zakończyło się remisem, ale bez możliwości dogrywki, bo obaj polegli. To widowisko, choć krótkie, było na tyle dynamiczne, że wywołało u wojowników przypływ adrenaliny. Wkrótce zaczęła się wielka bitwa.

Pierwsze z lekką konnicą tatarską starły się „storoża” i pułk przedni. Książę moskiewski wiedział, że początkowy etap bitwy to z reguły starcie straceńcze, oddał więc komendę nad pułkiem wielkim wojewodzie Brence (ten ponoć przywdział zbroję księcia i dosiadł jego konia), a sam zabrał się do dyrygowania kolejnymi rzutami jazdy przedniej. Nikt się nie oszczędzał: „i bój był mocny, a rzeź bardzo zła”, jak pisał kronikarz. Po zniszczeniu „storoży”, której resztki wycofały się na tyły, Tatarzy zabrali się za wyżynanie pułku przedniego. Dymitr Iwanowicz jednak nie posłał mu wsparcia. Bezwzględnie trzymając się planu, czekał na dalsze ruchy przeciwnika.

Wtedy Mamaj pchnął do walki wojska na całej długości frontu. Fatalnie poszło mu na lewym skrzydle, gdzie pułki książąt rostowskiego, starodubskiego i wojewody Grunki dały się mocno we znaki jego jeździe, która nie podjęła już kolejnych ataków. No, ale nie tu wódz tatarski zamierzał rozstrzygnąć bitwę. W centrum i na prawym skrzydle na razie wszystko szło, tak jak sobie zaplanował: pod naporem jazdy i piechoty ordyńskiej pułk wielki zaczął się sypać. W niebezpieczeństwie znalazł się także chorąży, którego opadła zgraja ordyńców. Utrata chorągwi księstwa moskiewskiego mogła się zakończyć katastrofą.

Na domiar złego ranny książę Dymitr Iwanowicz gdzieś się zapodział – nie mogąc utrzymać się w siodle, podobni zwalił się pod zrąbanym drzewem i tam doczekał końca bitwy. Głowy nie stracili jednak jego dowódcy. Gleb Briański i Tymofiej Wieljaminow, którzy na czele pułków włodzimierskiego i suzdalskiego skutecznie wsparli pułk wielki i zażegnali kryzys w centrum.

Niebezpieczny dla Rusinów obrót przybrały wydarzenia na ich lewym skrzydle. Tutaj cały pułk uległ nawale wroga. Padli wszyscy znaczniejsi dowódcy, a niedobitki ustępowały w stronę Niepriawdy. Tatarzy wyszli na tyły pułku wielkiego. Niewiele wskórał osobisty odwód księcia moskiewskiego pod dowództwem Dymitra Olgierdowicza, bowiem Mamaj rzucił do walki wszystkie swoje rezerwy.

Dochodziła godzina 13, gdy z pobliskiego lasu wynurzył się pułk księcia Włodzimierza Sierpuchowskiego i wojewody Bobroka i z impetem natarł na wroga. Nagłe pojawienie się kilku tysięcy ruskich wojów i chłopstwa było ponad siły Tatarów, którzy rzucili się do ucieczki. Nowe siły wstąpiły też w pułk wielki i pułk odwodu księcia moskiewskiego, które poderwały się do kontrataku. Zaczęła się pogoń i rzeź uchodzącego wroga. Mamajowi udało się zbiec, gorzej poszło tysiącom jego żołnierzy, których Rusini wyżynali w czasie pościgu.

Zwycięzcy krwawo okupili wiktorię. Szacuje się, że mogli stracić jedną trzecią swoich sił. Ruscy kronikarze zgodnie wspominają, że po bitwie „opustoszała ziemia ruska”. Warto też odnotować, że na Kulikowym Polu poległo aż 12 książąt i 483 bojarów. Podobnie musiało być po stronie tatarskiej.

Jagiełło, którego od pola bitwy dzieliło około 30 km, po klęsce Mamaja „uciekł z powrotem, z wielkim pędem, przez nikogo nie goniony, nie widząc wielkiego księcia, ni wojska, ni potęgi jego”. Na wieść o triumfie księcia moskiewskiego w niemały popłoch wpadł także Oleg riazański, który uciekł z rodziną na Litwę. Jednak niebawem powrócił do swojego władztwa i podporządkował się Moskwie.

Za klęskę na Kulikowym Polu Mamaj zapłacił głową: kilka tygodni później, opuszczony przez emirów, którzy przeszli na stronę Tochtamysza, rywala do tronu chańskiego, został zamordowany. Ale ten również niezbyt długo cieszył się władzą. Kilkanaście lat później, w wyniku konfliktu z Tamerlanem, odnowicielem potęgi imperium mongolskiego, oraz podległym mu nowym chanem Złotej Ordy Timurem-Kutłukiem, musiał uchodzić na Litwę, która słono zapłaciła za udzielenie mu poparcia. W 1399 roku w bitwie nad Worsklą armia Timura-Kutłuja i murzy Edygeja unicestwiła armię litewsko-rusko-polską i posiłkujące ją oddziały Tochtamysza. Straty w pułkach litewsko-ruskich, szczególnie bojarów i książąt, były tak dotkliwe, że potrzeba było kilku dziesięcioleci, aby Wielkie Księstwo Litewskie przezwyciężyło kryzys demograficzny elit i stanęło na nogi. Szczęście w nieszczęściu, miało silnego sojusznika w postaci Korony Polskiej, bo wojna z Zakonem Krzyżackim była tuż, tuż.

Natomiast Złota Orda niebawem rozpadła się na kilka chanatów i mimo, że w XV wieku n powrót zjednoczyła się, już nigdy nie powróciła do potęgi z czasów Uzbeka i Dżanibeka.

Zwycięstwo na Kulikowym Polu drogo kosztowało również Rusinów. Dymitr, który po tej bitwie otrzymał przydomek Doński, licząc, że zamęt w Złotej Ordzie pogłębi się, odmówił Tochtamyszowi płacenia haraczu. Że rachuby te były błędne, przekonał się w lecie 1382 roku, kiedy na Ruś spadł niszczycielski najazd tatarski. Skala zniszczeń i łatwość, z jaką poruszały się wojska tatarskie, przypomniały horror z czasów Batu-chana: z dymem poszła Moskwa, Perejasław Zaleski i Kołomna, a zagony tatarskie zalały centralną i północno-wschodnią Ruś. Dodajmy, że książę Dymitr jak ognia unikał spotkania z Tatarami: obronę Moskwy powierzył wnukowi księcia litewskiego Olgierda – Ościejowi, który przypłacił to życiem, sam zaś uciekł do Kołomny. Gdy wojska Tochtamysza podeszły pod gród, władca moskiewski okrężną drogą powrócił do Moskwy. Na odchodne armia tatarska złupiła jeszcze księstwo riazańskie.

Po tej katastrofie książę moskiewski zmiękł: spłacił co do grosza zaległy haracz i zobowiązał się nie zalegać z płatnościami w następnych latach. Ugasił tym gniew Tochtamysza, który jemu, a nie księciu Michaiłowi twerskiemu, nadał jarłyk na księstwo włodzimierskie.

Następca Dymitra Iwanowicza książę Wasyl I (1389-1425) początkowo kontynuował politykę sumiennego podporządkowania Złotej Ordzie i płacenia jej haraczu, ale po 1395 roku, gdy Orda była zaabsorbowana konfliktem z Litwą, uzyskał status sojusznika chana i odzyskał dla Moskwy prymat wśród księstw ruskich. Sytuacja zmieniła się w 1408 roku – Wielkie Księstwo Litewskie przygotowywało się do rozprawy z Krzyżakami i chciało spokoju na wschodzie, dlatego nowy chan Złotej Ordy Edygej przestał czynić awanse Wasylowi i domagał się powrotu do starych zasad zależności. Kiedy spotkał się z odmową, ruszył na Moskwę na czele kilkudziesięciotysięcznej armii i zmusił księcia moskiewskiego do dalszego płacenia daniny.

Przełomem okazało się dopiero panowanie księcia Iwana Srogiego, który równo sto lat po bitwie na Kulikowym Polu ostatecznie zrzucił tatarskie zwierzchnictwo nad Rusią.

Opr. TB

fot. Bitwa na Kulikowym Polu w 1380 r., miniatura z XVII w./Wikipedia

zrodlo:kresy24

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
miejsce-na-reklame.

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: