Elisabeth Schneider, która podała przepis na swój
Elisabeth Schneider, która podała przepis na swój „lek na koronawirusa”. Foto: Facebook Elisabeth Schneider

Koronawirus stanowi zagrożenie, wywołuje przy tym jeszcze większą panikę. Lek na koronawirusa nadal nie jest znany. Tymczasem pewna kobieta z USA poinformowała, że wróciła do zdrowia. Zdradziła również, w jaki sposób się leczyła.

Trwają badania, których efektem ma być określenie, jaki jest lek na koronawirusa. Póki co chińskie wytyczne zakładają stosowanie chlorochiny.

Pojawił się jednak pewien środek, który – według kilkunastu badań – znacznie przyspiesza kurację Covid-19.

To chlorochina.

https://www.mp.pl/pacjent/leki/subst.html?id=177

Chińscy naukowcy informują o skutecznym remedium – informuje „Polityka”. Skuteczność stosowania chlorochiny potwierdziło 15 badań klinicznych.

To stary i tani lek. Preparat używa się do leczenia malarii. Wykorzystuje się go również do pełzakowicy, tocznia rumianego oraz do reumatoidalnego zapalenia stawów.

Przeprowadzone na ponad 100 pacjentach w szpitalach w Wuhanie, Szanghaju, Pekinie, Ningbo, Chongqingu, Kantonie i Jingzhou badania wskazują, iż podawanie doustne chlorochiny w dawce 500 mg dziennie przez 10 dni związane było z przyspieszeniem procesu leczniczego w porównaniu do konwencjonalnie stosowanej terapii. Chlorochina skutecznie hamowała dalsze zaostrzenie zapalenia płuc u pacjentów i skracała przebieg choroby. W żadnym z badań nie odnotowano działań niepożądanych – czytamy na portalu

Środka nie można wywozić z Polski na mocy naprędce napisanej specustawy w związku z koronawirusem.

Zapewne z tego powodu nie ma go już w polskich hurtowniach.

Tymczasem w USA pojawił się przepis na domowy sposób leczenia koronawirusem. Elizabeth Schneider z Seattle opublikowała swoją historię zarażenia się oraz sposób, w jaki sama się leczyła. Zaznacza jednak, że „to nie jest porada medyczna”, a jedynie dzieli się swoimi spostrzeżeniami.

Zarażenie i objawy

Miałam COVID-19, a oto moja historia. Mam nadzieję, że dostarczy ci dobrych informacji i spokoju – pisze Amerykanka. – Wydaje mi się, że złapałam go na imprezie w małym domu, na której nikt nie kaszlał, nie kichał ani nie wykazywał żadnych objawów choroby – dodaje. Potem dopiero okazało się, że w ciągu trzech dni prawie połowa uczestników imprezy zachorowała.

Objawy były podobne: Gorączka, bóle ciała, stawów i silne zmęczenie. U niektórych pojawiła się też biegunka i mdłości.

Tylko nieliczni z nas mieli łagodny, swędzący kaszel. Bardzo niewielu czuło ucisk w klatce piersiowej lub inne objawy oddechowe – zaznacza.

Głównym problemem było to, że bez kaszlu lub problemów z oddychaniem wielu z nas odmówiono przeprowadzenia badań. Ja zostałam przebadana w Seattle Flu Study w ramach testów na grupie ochotników pod kątem rozprzestrzeniania się szczepów grypy w społeczności. Kilka tygodni temu zaczęli testować losowy podzbiór próbek pod kątem zakażenia COVID-19 – podkreśla Elizabeth Schneider.

Wyleczenie bez szpitala

W poniedziałek minęło 13 dni od pojawienia się objawów. Minęły też 72 godziny od ustąpienia gorączki.

Departament Zdrowia Publicznego Hrabstwa King zaleca pozostanie w izolacji przez 7 dni po wystąpieniu objawów lub 72 godziny po ustąpieniu gorączki. Przekroczyłam oba terminy, więc już się nie izoluję, jednak unikam forsownego wysiłku i tłumów – pisze kobieta. Zaznacza, że nie była hospitalizowana ani nie poszła do lekarza. Uznała bowiem, że to „paskudna odmiana grypy”.

Moim zdaniem brak wczesnych i wszechobecnych testów zaszkodził społeczeństwu i uniemożliwił zapobieganie chorobie tutaj w Seattle – ocenia.

Czym leczyła się Amerykanka? Jak poinformowała, stosowała Sudafed. Korzystała też z aerozolu do nosa Afrin – 3 dni stosowania i 3 dni przerwy. Był również garnuszek Neti z przegotowaną wodą.

To nie jest porada medyczna. Po prostu dzielę się tym, co zrobiłam i łączę to z faktem, że nie miałam żadnych drastycznych objawów oddechowych – podkreśla.

n.czas.com