Screenshot_3

W 2016 r. Patryk Jaki mianował na dyrektora przywięziennej instytucji swojego kolegę i polityka Solidarnej Polski, Piotra Świderskiego. Przez lata trzymał go na stanowisku, mimo sygnałów o nieprawidłowościach. Świderski razem z byłym asystentem Jakiego budował sieć telefoniczną dla więźniów. Choć projekt upadł, firma asystenta zarobiła blisko milion złotych

Artykuł powstał we współpracy z Fundacją Reporterów, organizacją skupiającą dziennikarzy śledczych.

Koszalin, 25 lipca 2016 roku. Siedziba państwowej “Pomeranii”, firmy związanej z systemem więziennictwa.

„Patryk, on chce mnie zwolnić!” – woła do słuchawki Piotr Świderski. Chwilę wcześniej Zbigniew Toruń, dyrektor “Pomeranii” i przełożony Świderskiego, próbuje wręczyć mu wypowiedzenie. Oficjalny powód: utrata zaufania, nieuzasadnione wyjazdy służbowe i brak wyższego wykształcenia, wymaganego na zajmowanym przez Świderskiego stanowisku. Nieoficjalne są poważniejsze.

Świderski odmawia przyjęcia wypowiedzenia. Patronem, u którego szuka pomocy, jest Patryk Jaki – czołowy polityk Solidarnej Polski, ówczesny wiceminister sprawiedliwości odpowiedzialny za więziennictwo. Jaki to kolega, zarówno z partii jak i prywatnie.

Kilka godzin później do Koszalina przychodzi pismo z góry: Patryk Jaki odwołuje Zbigniewa Torunia. Na jego miejsce powołuje Piotra Świderskiego.

Przyjaciel wiceministra zostaje dyrektorem Pomorskiej Instytucji Gospodarki Budżetowej „Pomerania”, państwowego przedsiębiorstwa, zatrudniającego ponad 500 pracowników i obracającego dziesiątkami milionów złotych.

I pozostanie nim tak długo, jak długo wiceministrem będzie Jaki – pomimo licznych skarg pracowników i niekorzystnego audytu wewnętrznego samego Ministerstwa Sprawiedliwości.

Jak ustaliło OKO.press, Świderski – jako wiceszef, a potem szef “Pomeranii” – traktował ją jak swoje udzielne księstwo:

  • wydawał bez przetargów setki tysięcy złotych publicznych pieniędzy;

  • zaczął realizację projektu telefonii dla osadzonych, angażując jako doradcę byłego asystenta Jakiego i dając zarobić jego firmie blisko milion złotych (potem projekt telefonii został w tajemniczych okolicznościach wygaszony);

  • oraz zatrudniał w “Pomeranii” swoją rodzinę i znajomych, m.in. z Solidarnej Polski.

„Ludzie, których atakujecie odpowiadają za najlepsze wyniki zakładów przywięziennych w historii” – przekonuje w rozmowie z OKO.press Patryk Jaki.

Rozdział I, w którym opisujemy, jak Piotr Świderski zrobił karierę w Solidarnej Polsce i dobrze na tym wyszedł

CV Piotra Świderskiego nie imponuje: nie ma wyższego wykształcenia. Zanim dostał posadę w “Pomeranii”, pracował w podkoszalińskim ośrodku dla młodzieży w Ochotniczym Hufcu Pracy. Prowadził też razem z żoną sklepy spożywcze.

Karierę robi za to w lokalnej polityce. Już w 2006 roku startuje do rady miasta Koszalina z list PiS. W 2012 roku zmienia barwy na Solidarną Polskę (SP). Wkrótce, razem z Łukaszem Kroplewskim, innym ważnym politykiem SP, kierują strukturami w regionie. Kroplewski jako szef partii w całym woj. zachodniopomorskim, a Świderski – w okręgu koszalińskim.

Od 2014 roku zaczynają pojawiać się w Sejmie w towarzystwie Patryka Jakiego i angażują się w kampanię wyborczą Solidarnej Polski.

Patryk Jaki, Piotr Świderski i Łukasz Kroplewski na konferencji Solidarnej Polski
Piotr Świderski, Patryk Jaki i Łukasz Kroplewski, 2013 rok. Fot. facebook Solidarnej Polski

Po wygranej PiS w poprzednich wyborach parlamentarnych, w styczniu 2016 roku Świderski zostaje asystentem społecznym Patryka Jakiego w Sejmie.

W lutym 2016 roku Patryk Jaki, już jako wiceminister sprawiedliwości, robi czystki w podlegających mu Instytucjach Gospodarki Budżetowej w całej Polsce. Stanowiska dyrektorów obejmują ludzie „dobrej zmiany”.

Na dyrektora IGB Pomerania w Koszalinie Jaki powołuje Zbigniewa Torunia, teścia Łukasza Kroplewskiego z Solidarnej Polski.

Świderski zostaje jego zastępcą. Dostaje wysoką – jak na Koszalin – pensję 12,5 tys. zł i służbowy samochód.