Zamykanie szkół w obliczu epidemii koronawirusa może być rozsądnym pomysłem. Opublikowane właśnie na platformie medrxiv.org wyniki badań chińskich i amerykańskich naukowców pokazują, że dzieci są równie podatne na zakażenie chorobą COVID-19 jak dorośli. To może oznaczać, że dzieci faktycznie mogą bardziej przyczyniać się do rozwoju epidemii, bo ich organizm rzadziej wykazuje poważne objawy infekcji koronawirusem i częściej pozostają niezdiagnozowane.

Zamykanie szkół w obliczu epidemii koronawirusa może być rozsądnym pomysłem. Opublikowane właśnie na platformie medrxiv.org wyniki badań chińskich i amerykańskich naukowców pokazują, że dzieci są równie podatne na zakażenie chorobą COVID-19 jak dorośli. To może oznaczać, że dzieci faktycznie mogą bardziej przyczyniać się do rozwoju epidemii, bo ich organizm rzadziej wykazuje poważne objawy infekcji koronawirusem i częściej pozostają niezdiagnozowane.
Szkoła podstawowa na Tajwanie /DAVID CHANG /PAP/EPA

Wcześniejsze badania wykazywały, że u dzieci rzadziej niż u dorosłych pojawiają się poważne objawy COVID-19. Nie wiadomo było jednak, czy wynika to z faktu, że trudniej się zakażają, czy też  z tego, że ich organizm skuteczniej zwalcza koronawirusa SARS-CoV-2. Obecna analiza, oparta na danych z Shenzhen w Chinach wskazuje, że infekcje są w ich przypadku równie łatwe, jak u dorosłych. To rzuca nowe światło na istotny problem obecnej epidemii, rolę jaką dzieci odgrywają w jej rozprzestrzenianiu.

Dzieci zarażają się koronawirusem równie łatwo, rzadziej natomiast chorują – mówi czasopismu „Nature” Justin Lessler z Johns Hopkins Bloomberg School of Public Health w Baltimore, który prowadził badania wspólnie z epidemiologami, Qifang Bi z Johns Hopkins, Ting Ma z Harbin Institute of Technology w Shenzhen i Tiejian Fengiem z Shenzhen Center for Disease Control and Prevention.

Badania brały pod uwagę nie tylko osoby, które faktycznie zaraziły się koronawirusem, ale też szeroką grupę osób, z którymi się kontaktowały. Część z nich się zakaziła, część nie. Analiza objęła 391 osób, które zdiagnozowano na podstawie ich objawów i 1286 osób, z którymi tamte się kontaktowały. Sprawdzano, u ilu z tych osób doszło do infekcji, niezależnie od tego, czy wykazywały potem jakieś objawy, czy nie.

Osoby zarażone były w wieku średnio 45 lat. 187 z nich to byli mężczyźni, 204 to kobiety. 91 proc. z nich miało łagodne objawy, trzy osoby zmarły. Do tej chwili 225 osób wyzdrowiało, przy czym zajęło im to przeciętnie 32 dni. Zarażeni byli izolowani przeciętnie 4,6 doby po pojawieniu się objawów, kiedy monitorowano jej jako zagrożone po kontakcie z osobą zainfekowaną, ten czas skracał się przeciętnie o niemal dwie doby.

Okazało się, że wśród dzieci do lat 10, które miały kontakt z osobami zakażonymi koronawirusem, około 7 do 8 proc. wykazywało potem w testach obecność SARS-CoV-2. To wynik identyczny do tego, obserwowanego u dorosłych. Osoby, które mieszkały w tym samym gospodarstwie domowym, co nosiciel, miały około 6 razy większe ryzyko zakażenia, niż osoby, które zetknęły się z nim w innych okolicznościach.

Zdaniem Lesslera, wciąż nie jest do końca jasne, czy rola dzieci w transmisji koronawirusa jest równie istotna, jak choćby w przypadku grypy, która częściej wywołuje u nich pełne objawy. To w tej chwili jedno z kluczowych pytań, na które naukowcy starają się odpowiedzieć.

Wspomniana praca wydaje się jednak wskazywać na to, że w staraniach o powstrzymanie rozprzestrzeniania się epidemii, zamykanie szkół może okazać się skuteczną strategią.

rmf24.pl