komornik
Obrazek ilustracyjny/Foto: Pixabay

Marcin Musiał – komornik, który zajął rentę po zmarłym ojcu 11-letniej Zuzi – sprzedawał alkohol w swojej kancelarii. Do licytacji miało dojść w Sylwestra 2014 roku. Wśród 11 butelek była głównie wódka, a także koniaki.

Rada komornicza jest zbulwersowana całym zajściem. Nabywcy kupowali alkohol w kancelarii bez wymaganego zezwolenia. To nie pierwsze kontrowersyjne działania, jakich dopuścił się komornik.

Sprawę licytacji opisał kilka lat temu lokalny tygodnik „Przełom” z Chrzanowa. W kancelarii komorniczej Marcina Musiała w Sylwestra 2014 roku odbyła się licytacja zajętych przez niego alkoholi. Ceny wywoławcze zaczynały się od trzech czwartych oszacowanej wartości.

Dziennikarze kupili wycenioną na 100 zł siedmiogwiazdkową metaxę za 75 zł.

Na licytację mógł wejść każdy z ulicy. Za alkohol płaciło się gotówką. My potraktowaliśmy to jako taką lokalną ciekawostkę do opisania – skomentował w rozmowie z wprost.pl Łukasz Dulowski. Dziennikarz był wówczas na miejscu.

Jak podkreśla przewodnicząca krakowskiej izby komorniczej Henryka Bednorz-Godyń, komornik nie miał prawa sprzedawać alkoholu w swojej kancelarii podmiotom nieposiadającym zezwolenia na sprzedaż alkoholu. Dodała, że w takiej licytacji mogą uczestniczyć wyłącznie nabywcy z odpowiednią koncesją.

Ostatnio media rozpisywały się także na temat historii 11-letniej Zuzi, która odziedziczyła ogromny dług po zmarłym ojcu. W związku z tym kancelaria Marcina Musiała zabrała dziewczynce rentę. Jednak po nagłośnieniu sprawy komornik przeprosił i odpuścił. Sprawa jednak się na tym nie zakończyła. Do akcji wkroczyła bowiem skarbówka.

Po pierwszej publikacji tygodnika „Wprost” wyszło na jaw, że nie był to odosobniony przypadek. Jak się okazało, ofiarą kancelarii Musiała. Pracująca tam wówczas asesor miała zająć meble z pokoju innej dziewczynki, 14-letniej Zuzi.

Później ukazała się kolejna publikacja. W połowie ubiegłego roku komornik wszedł do domu państwa Kornaków spod Mielca. Działał jednak poza swoim rewirem. Mimo to zajął na miejscu cudzy samochód. Co więcej, miał opowiadać przy obecnych w domu dzieciach, 7-letnim Patryku i 11-letniej Angelice, o swoich „dokonaniach”. Wśród nich znalazło się zajęcie dłużnikom psa oraz papugi. Jeden miał także zjeść przy nim dowód rejestracyjny.

Źródła: wprost.pl/ Przełom