Czy rozprzestrzeniający się koronawirus może wpłynąć na polską politykę?

Już od kilku dni widzimy wstęp do politycznych przepychanek, które będą się tylko nasilać. Wystarczy tylko poczekać aż w Polsce pojawi się pacjent zero, wtedy polityczne domino poleci dalej, a może nas wyprowadzić na wody dotąd nieznane.

COVID-19 dociera do kolejnych krajów, łącznie chorych jest już 82 tysiące osób. Większość z nich oczywiście w Azji, lecz dotarcie wirusa do Włoch zburzyło trwający jak dotąd spokój w Europie. Wirus przez swój niezwykle długi okres inkubacji, ponad dwa tygodnie, dotarł już do większości krajów Starego Kontynentu. Mowa już nie o dziesiątkach, ale o setkach przypadków.

Pomimo tego, że wirus ten nie jest jeszcze zagrożeniem globalnym, WHO wstrzymuje się od ogłoszenia pandemii, ale media już zdążyły zrobić swoje. Najnowsze newsy śledzą setki milionów ludzi, nagły wzrost cen maseczek higienicznych i wahania na globalnych giełdach podkręcają atmosferę, można już mówić o istnym perpetuum mobile. Granice zamknęła część sąsiadów Chin i Iranu, ograniczono loty i podróże autobusowe do Włoch, gdzie nawet poza sferami objętymi kwarantanną, które znajdują się na północy kraju, stanęły uniwersytety i szkoły, ostatnio w Rzymie. W Kuwejcie pozamykane zostały szkoły i urzędy. W Polsce natomiast przez podejrzenie koronawirusa u nauczycielki, która wróciła z Włoch, zamknięto szkołę w Mazańcowicach pod Bielskiem-Białą. 700 dzieci zostało w domach.

Gdzie są w tym wszystkim politycy? Opozycja w postaci marszałka Grodzkiego zarządziła specjalne posiedzenie Senatu, który ma sprawdzić stan bezpieczeństwa zdrowotnego w Polsce oraz przedyskutować hipotetyczne rozwiązania. Prezydent Andrzej Duda chwilę po ogłoszeniu tej propozycji  zaapelował do marszałek sejmu Elżbiety Witek o to, by jak najszybciej powołała specjalne posiedzenie Sejmu, które ma na celu dokładnie to samo. Wiadomo, Senat zdominowała opozycja, trzeba działać osobno. Minister Szumowski zapewnia nas co chwilę, wraz z pracownikami Głównego Inspektoratu Sanitarnego, że Polska jest gotowa na wirusa.

Konkretnie ma przygotowane 3 tysiące łóżek oraz rezerwę leków, za którą odpowiada minister spraw wewnętrznych.

Wierzymy mu?

Cóż, nie raz przekonaliśmy się, że państwo polskie zbudowane jest z kartonu i dykty. Niestety prędzej będę w stanie wyobrazić sobie, jak koronawirus zostaje przechwycony do celów bieżącej polityki, niż sprawne i przemyślane działania na wypadek prawdziwej epidemii.

Do wyborów prezydenckich zostały bowiem niecałe trzy miesiące. I teraz wyobraźmy sobie: koronawirus zostaje zdiagnozowany naprawdę i zaczyna się rozprzestrzeniać. Zamykane są kolejne szkoły i uniwersytety, miejsca, w których choroba rozprzestrzenia się jak najszybciej. Odwoływane są imprezy masowe i msze (to właśnie msza miała być miejsce zero koreańskiej epidemii wirusa). Kolejno swe drzwi zamykają korporacje i instytucje państwowe.

Czy w takich warunkach (WHO mówi, że wielka batalia z koronawirusem potrwa co najmniej do końca tego roku), mogą odbyć się wybory prezydenckie?

Warto sobie przypomnieć, co w swym arsenale ma instytucja prezydenta i rady ministrów, szczególnie w sytuacji, w której arsenał ten należy do Prawa i Sprawiedliwości, partii, której popularność sukcesywnie spada, a utrata przez nią władzy może dla wielu skończyć się Trybunałem Stanu.

W sytuacji szczególnego zagrożenia konstytucyjnego ustroju państwa, bezpieczeństwa obywateli lub porządku publicznego, w tym spowodowanego działaniami o charakterze terrorystycznym lub działaniami w cyberprzestrzeni, które nie może być usunięte poprzez użycie zwykłych środków konstytucyjnych, Rada Ministrów może podjąć uchwałę o skierowaniu do Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej wniosku o wprowadzenie stanu wyjątkowego.

To artykuł drugi ustawy o stanie wyjątkowym. Widzimy od razu, że jego wprowadzenie w Polsce wymaga tylko i wyłączenie współpracy Rady Ministrów z Prezydentem RP. Dalej czytamy:

  1. Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej niezwłocznie rozpatruje wniosek, o którym mowa w art. 2 ust. 1, a następnie wydaje rozporządzenie o wprowadzeniu stanu wyjątkowego na czas oznaczony nie dłuższy niż 90 dni lub postanawia odmówić wydania takiego rozporządzenia. Rozporządzenie o wprowadzeniu stanu wyjątkowego Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej przedstawia Sejmowi w ciągu 48 godzin od jego podpisania.

2. W rozporządzeniu o wprowadzeniu stanu wyjątkowego określa się przyczyny wprowadzenia, czas trwania i obszar, na jakim wprowadza się stan wyjątkowy, oraz, w zakresie dopuszczonym niniejszą ustawą, rodzaje ograniczeń wolności i praw człowieka i obywatela.

Wymagana jest następnie cicha zgoda Sejmu, który teoretycznie może się nie zgodzić, ale na dzień dzisiejszy sejmowa większość, rada ministrów oraz prezydent ciągle jeszcze stanowią skoordynowany blok.

Dalej w ustawie czytamy, że stan wyjątkowy znosi jakąkolwiek władzę autonomiczną samorządów terytorialnych, ich kompetencje przejmuje Rada Ministrów wraz z premierem, jeśli obszarem objętym stanem wyjątkowym jest całe państwo, oraz podlegli jej wojewodowie, jeśli stan wyjątkowy obejmuje szczebel województwa, czyli osoby również zależne od partii rządzącej. W trakcie trwania stanu wyjątkowego możliwe jest użycie wojska, które ma umożliwić normalne funkcjonowanie państwa. Stan wyjątkowy może trwać maksymalnie 90 dni, następnie może zostać przedłużony przez Prezydenta na kolejne 60 dni.

Czy to jest zupełnie nierealne? Przypomnijmy – to już zaczęły robić Włochy (o odległych Iraku i Kuwejcie nie wspominając). W Italii do objęcia kwarantanną terenów największej obecności koronawirusa użyto wojska, podobnie może stać się i w Polsce. Nikt też raczej nie wyobraża sobie przeprowadzenia tam wyborów. To samo byłoby w Polsce; raz, że wyborów w stanie wyjątkowym nie przewiduje ustawa, a dwa –  zarządzenie kwarantanny na nawet najmniejszym terytorium uniemożliwi głosowanie tamtejszym obywatelom i obywatelkom, co oznacza niemal automatycznie podważenie ważności głosowania.

Panika w Polsce jest już na dość wysokim poziomie. Dlaczego PiS miałby nie wpaść na pomysł zagrania kartą jedności narodowej w obliczu epidemii? Niech ludzie zajmują się wspólną walką z koronawirusem, a nie zastanawianiem się nad potknięciami rządu i tarciami na prawicy. Ryzyko: sukces końcowy zależy od realnych przygotowań podległej im służby zdrowia. Jeśli państwo naprawdę okaże się tekturowe, do kontrataku ruszy opozycja, która wypunktuje niedociągnięcia i dołoży ostrzeżenia przed zamachem na demokrację w postaci przesunięcia wyborów.

Demagogia? Jeszcze miesiąc temu nie wyobrażalibyśmy sobie odcięcia od świata znacznej części Włoch i zamknięcia tamtejszych uniwersytetów ze względu na odmianę grypy.

Czy naprawdę jesteśmy przekonani, że w Polsce nie może zdarzyć się epidemia na podobną skalę, z podobnymi konsekwencjami?

strajk.eu