Marian Banaś / Fot. PAP/Mateusz Marek
Marian Banaś / Fot. PAP/Mateusz Marek

Od rana trwa zmasowany atak na Mariana Banasia. CBA najpierw weszło do czterech mieszkań należących do szefa NIK-u i jego rodziny. Po południu funkcjonariusze chcieli również przeprowadzić kontrolę w siedzibie zarządzanej przez Banasia, ale ten stanął okoniem.

W środę z rana CBA prowadziło przeszukania w mieszkaniach Banasia w Warszawie, w Krakowie i w krakowskim mieszkaniu jego córki. Funkcjonariusze chwilowo zatrzymali też syna Banasia, Jakuba. „Mają nakaz zatrzymania mi telefonu i laptopa. Przeszukują na razie” – przekazał „Onetowi”.

Po południu z kolei CBA weszło do budynku Najwyższej Izby Kontroli, której przewodzi Banaś. Pracownicy służb zatrzymali się jednak w korytarzach. – Do przeszukania nie doszło, ponieważ prezes NIK uznał, że nie zostały spełnione konstytucyjne przesłanki – poinformował kierownik wydziału prasowego Izby Zbigniew Matwiej.

CBA miało prokuratorski nakaz przeszukania NIK-u, ale Banaś i jego współpracownicy uznali to za niewystarczający argument. „Pancerny Marian” skorzystał z przysługującego mu immunitetu. Dodatkowo wskazano, że w gabinecie znajdują się różne dokumenty objęte tajemnicą śledztw, do których CBA nie powinno mieć dostępu.

Według informacji podawanych przez „RMF FM” Banaś nie miał w planach pojawiać się w biurze. Kiedy jednak okazało się, że do budynku weszła CBA, szef NIK-u niezwłocznie udał się na miejsce. I osobiście dopilnował, by agenci nie weszli w posiadanie dokumentów.

Kontrowersje wokół Banasia

Po tym, jak służby weszły do prywatnych mieszkań Banasia, ten wysłał swoich kontrolerów do Prokuratury Krajowej. Rzecznik Matwiej przyznał, że kontrola była zaplanowana już wcześniej. – Obecność dyrektora Bieńkowskiego w prokuraturze dla nikogo nie powinna być zaskoczeniem, gdyż została ustalona z kierownictwem prokuratury w ubiegłym tygodniu. W związku z tym był on dzisiaj w prokuraturze. Ta obecność jest związana z przeprowadzaną od kilku miesięcy kontrolą – wyjaśnił.

Zamieszanie wokół Banasia trwa od września 2019 roku. W programie „Superwizjer” podano, że „pancerny Marian” wpisał do oświadczenia majątkowego m.in. kamienicę w Krakowie, gdzie mieścił się pensjonat oferujący pokoje na godziny. Wynajem kamienicy o powierzchni 400 mkw. i dwóch mniejszych, miał przynosić rocznie 65,7 tys. zł dochodu. Według „Superwizjera” Banaś zaniżył w oświadczeniach dochody z wynajmu. Mowa była także o powiązaniach ze stręczycielami.

Następnie Prokuratura Regionalna w Białymstoku wszczęła śledztwo dotyczące m.in. podejrzeń nieprawidłowości w oświadczeniach majątkowych i deklaracjach podatkowych Banasia. Ten wszystkiemu konsekwentnie zaprzeczał.

Prawo i Sprawiedliwość po kilku tygodniach od wybuchu „afery” zażądało od Banasia złożenia dymisji ze stanowiska szefa NIK-u. Ten jednak odmówił. Zgodnie z obowiązującą konstytucją prezes Najwyższej Izby Kontroli może przestać pełnić powierzoną funkcję tylko w przypadku podania się do dymisji. PiS nie ma więc narzędzi, by Banasia odwołać.