DODAJ FILM MP-4 LUB WPROST Z Y.T F.B lub inny
EDYTUJ SWÓJ FILM LUB USUŃ
ZOBACZ WSZYSTKIE SWOJE FILMY

M-forum A.V Live.

WESPRZYJ DOWOLNĄ KWOTĄ ROZWÓJ JEDYNEJ W POLSCE NIEZALEŻNEJ STRONY INFORMACYJNEJ przycisk Przekaż darowiznę poniżej :-)

miejsce-na-reklame.

Kogo chce nabrać Konfederacja?

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
The following two tabs change content below.
miejsce-na-reklame.

Gabi

Witam, nazywam się Gabriela Nowak, pracuję jako asystentka  zarządzania i obsługi Klienta w Kancelarii Prawnej,  niedawno w kwietniu 2019 r zostałam Przewodnicząca Komisji Skrutacyjnej w Radzie Miasta - gdzie czynnie reprezentuję interesy mieszkańców, którzy mi zaufali i mnie wybrali ! STOP CENZURZE   UWAŻASZ, ŻE CENZURA - ŁAMIE TWOJE PRAWA RP ?  WESPRZYJ MNIE - W TYM CO ROBIĘ - ♛  z dopiskiem - DAROWIZNA  ! Nest Bank Polska 75187010452078115029220001  Nest Bank zagranica IBAN PL75187010452078115029220001  Kod SWIFT Nest Bank: NESBPLPW   Dziękuję, $$$ Pozdrawiam i zapraszam do komentowania !   ♡♡♡ ZOBACZ TAKŻE POMAGAM ♡♡♡  https://zrzutka.pl/gc97mb

Screenshot_3

 

Screenshot_2

Konfederacji po wejściu do Sejmu rośnie poparcie. Ugrupowanie próbuje przekonać do siebie wyborców rzekomo liberalnymi poglądami gospodarczymi. To jednak tylko nieudolne przebranie, pod którym partia przemyca skrajnie prawicowe poglądy.

Pseudoliberalizm Konfederacji

„Żadne problemy na rynku pracy, skądinąd poważne i trudne, nie mogą przesłonić nam faktu, że zachowanie spójności kulturowej, etnicznej oraz religijnej jest najważniejszym wyzwaniem dla naszego narodu” pisał ostatnio na Facebooku Robert Winnicki, prezes Ruchu Narodowego. W innym programie tłumaczył: „Chcemy, żeby Polska pozostała Polską” i zgodnie z tą wyjątkowo wąską – etnicznie, kulturowo i religijnie – wizją polskości Polacy mają stanowić „ponad 90 proc. ludności naszego kraju”.

Wtóruje mu Krzysztof Bosak, który podczas telewizyjnego wywiadu przekonywał: „Filozofia, że pod dyktando biznesu trzeba dopełniać populację imigracją, doprowadzi do tego, co jest teraz na Zachodzie”. Politycy Konfederacji wciąż apelują o niepowielanie imigracyjnych błędów krajów Europy, które wciąż nie chcą upaść, a hasło o tym, że „Szwecja już nie istnieje”, urosło do rangi mema.

Trudno zrozumieć, jak posłowie Bosak i Winnicki łączą sentymenty wobec wielokulturowej II Rzeczpospolitej (a szczególnie Kresów Wschodnich) ze swoim pragnieniem spójności kulturowej, etnicznej i religijnej.

Można oczywiście powiedzieć, że to banialuki. Jednak nie są to przypadkowe wypowiedzi marginalnych polityków, ale liderów ugrupowania, które – rzekomo – ma w Sejmie reprezentować poglądy wolnorynkowe. W jaki sposób ograniczanie dostępu do polskiego rynku pracy dla imigrantów lub pomysł centralnego sterowania popytem na pracę mają je realizować? Tego konfederaci już oczywiście nie tłumaczą.

Bosak prowadzi bowiem swoje rozważania w dalekie od wolnego rynku rejony. Oto kolejny cytat z konfederaty: „Jeśli rynek pracy i gospodarka rozwijają się bardziej dynamicznie niż sama populacja narodu polskiego, zamieszkująca polskie terytorium, to być może trzeba nieco spowolnić tworzenie nowych miejsc pracy, dopóki nie urodzi się więcej dzieci”.

Niespójne poglądy na wielu polach

Nie zmienia to faktu, że potrzeba zasadniczej dyskusji o rynku pracy i polityce imigracyjnej. Szczególnie w sytuacji, gdy PiS prowadzi wyjątkowo nieodpowiedzialną, ksenofobiczną w formie politykę imigracyjną, która jest jednocześnie rekordowa w skali świata jeśli chodzi o liczbę wydawanych pozwoleń na pracę.

Jednak w momencie, gdy Polska jest jednym z najszybciej wyludniających się krajów na świecie – w 2050 roku liczba ludności spadnie o 15 procent, do 32 milionów mieszkańców – zestaw antyimigracyjnych poglądów Konfederacji jest po prostu skrajnie niedorzeczny. Tym bardziej, że partia nie przedstawia konstruktywnych propozycji, które miałyby zachęcić Polaków do zakładania rodzin i wielodzietności. Paradoksalnie rozwiązania polegające na poprawie stanu publicznej opieki żłobkowej czy podziale urlopów między oboje rodziców nie spotykają się z entuzjazmem ze strony konfederatów.

Czym jeszcze zajmuje się w Sejmie „jedyna wolnościowa siła”?

Podczas gdy na polskich drogach ginie najwięcej osób w całej Unii Europejskiej, a 87 procent wypadków powodują kierowcy, to właśnie o ich „prawa” zamierzają walczyć posłowie, którzy założyli Parlamentarny Zespół do spraw Obrony praw Kierowców, który będzie protestował między innymi przeciw wprowadzeniu, zapowiedzianego przez premiera Mateusza Morawieckiego, pierwszeństwa pieszych jeszcze przed wejściem na pasy.

Według Dobromira Sośnierza to zły pomysł. Poseł deklaruje, że wysłucha opinii ekspertów, ale co do zasady jest sceptyczny: „Intuicyjnie jestem przeciwny pomysłowi zapraszania pieszych pod koła samochodów”. Dlaczego? Bo „samochody będą musiały zwalniać przed każdym przejściem. W dodatku dla samochodu hamowanie jest stratą energii, którą należy odzyskać, co powoduje większe spalanie”. Fakt, że takie przepisy obowiązują w większości państw Europy zachodniej, gdzie liczba wypadków na przejściach jest znacznie niższa, zdaje się do posła Konfederacji nie przemawiać.

Sośnierz dołączył również do zespołu zajmującego się równouprawnieniem osób LGBT. Nie jest to trolling, a sam poseł tak tłumaczy swoją decyzję: „Uważam, że nie należy pisać ustaw, w których homoseksualiści mieliby inne prawa – mniejsze, większe – niż ludzie o innych preferencjach seksualnych”. To ciekawe, biorąc pod uwagę fakt, iż Sośnierz zarzeka się, że jest liberałem, ale jednocześnie sprzeciwia się małżeństwom homoseksualnym, czy nawet związkom partnerskim. To hucpa, a nie przywiązanie do nieskrępowanej wolności jednostki.

Nieszczęściem wyborców o liberalnych poglądach na gospodarkę jest fakt, że obecnie nie ma dla nich specjalnie szerokiej oferty wyborczej. Niemniej, ksenofobiczni Avengersi spod znaku Konfederacji nie są realną alternatywą.

Jakub Bodziony

Inny lider ugrupowania, Grzegorz Braun, znany z tego, że chętnie wybatożyłby homoseksualistów oraz intronizował Chrystusa na króla Polski, z sejmowej mównicy pytał, czy „czy Wrocław należy jeszcze do Polski?”. To reakcja na rozwiązanie marszu niepodległości, który odbywał się w tym mieście. Narodowcy wykrzykiwali tam antysemickie hasła, w ruch poszły butelki, kamienie i race. Prokuratura postawiła w tej sprawie zarzuty kilkunastu osobom, a Braun piękną polszczyzną i zatroskanym tonem mówił, „że nie wszyscy polscy patrioci czują się bezpiecznie w Rzeczypospolitej Polskiej”.

Cyniczna gra mniejszościami

Jak już wspominaliśmy, niektóre sondaże podają, iż poparcie dla ugrupowania rośnie (nawet do 9 procent), ale jak pokazują działania konfederatów w Sejmie, z pewnością nie dzieje się to za sprawą rzekomo liberalnej agendy. Niestety, rację miał Sławomir Mentzen, specjalista partii od spraw prawnych i gospodarczych, który w niesławnej „piątce programowej” wyliczał to, co jest najbardziej atrakcyjne dla wyborców Konfederacji: „Nie chcemy Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i Unii Europejskiej”.

Nieszczęściem wyborców o liberalnych poglądach na gospodarkę jest fakt, że obecnie nie ma dla nich specjalnie szerokiej oferty wyborczej. W kampanii PO podjęła przecież licytację z PiS-em na politykę socjalną, Nowoczesna zaś jest cieniem samej siebie. Niemniej, ksenofobiczni Avengersi spod znaku Konfederacji nie są dla zwolenników wolnego rynku jakąkolwiek realną alternatywą.

Owa rzekoma wiązka wolnościowych poglądów, reprezentowana głównie przez Mentzena (który zresztą nie dostał się do Sejmu) i Artura Dziambora, służy przede wszystkim jako sposób zamaskowania światopoglądowego ekstremizmu znacznej części tego środowiska. Być może jest także próbą odróżnienia się od PiS-u, czy może przede wszystkim zwrócenia na siebie uwagi mediów. Motywacje nie mają tu jednak znaczenia.

W dobie fake newsów i kpin z rozsądku trzeba pewne rzeczy powiedzieć jasno i wyraźnie.

W Konfederacji nie ma żadnego liberalizmu.

*/ Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Braydon Anderson; Źródło: Wikimedia Commons

Czy Konfederacja odbierze PiS-owi większość?

PiS triumfuje w najtrudniejszych dla siebie wyborach i wygrywa pierwszą część wyborczego dwuboju. To nie oznacza, że Jarosław Kaczyński może być spokojny o zwycięstwo jesienią, bo żelazna zasada PiS-u – „na prawo od nas tylko ściana” – jest już nieaktualna.

Konfederacja to egzotyczny sekstet. W koalicji zmieścili się Ruch Narodowy, antyaborcyjna aktywistka Kaja Godek, a także polityczny weteran Janusz Korwin-Mikke, który zawsze znajdzie ciepłe słowo dla Hitlera. W skład Konfederacji weszli także Liroy, eksraper propagujący legalizację marihuany, Grzegorz Braun, który z kamienną twarzą udziela odpowiedzi na pytanie „czy Yoda był Żydem”, a także browarnik Marek Jakubiak, który został posłem dzięki Pawłowi Kukizowi, podobnie jak Liroy. Razem mogą jesienią odebrać PiS-owi decydujące głosy w walce o sejmową większość.

Internetowa prawica rozczarowana PiS-em

Dotychczas Prawo i Sprawiedliwość miało po prawej stronie pozycję niemal monopolistyczną. Ruch Narodowy utrzymywał stabilne poparcie na poziomie 1 procenta, a kolejne inicjatywy Korwin-Mikkego odnosiły największe sukcesy w szkolnych prawyborach. W 2015 roku Paweł Kukiz wprowadził narodowców do parlamentu, ale od tej pory wielu posłów odeszło, a jego ruch stopniowo słabnie i z czasem może się rozpaść.

To PiS wprowadziło do debaty publicznej wiele z haseł podnoszonych dzisiaj przez Konfederację, ale samo jest niedostatecznie radykalne, żeby zadowolić wyborców, szczególnie tych młodszych, do których trafiają mocne hasła.

Program polityczny sformułowany pod szyldem Konfederacji jest dość prosty i nienowy – dotychczas funkcjonował jednak na marginesie i w rozproszeniu. W tej chwili ksenofobiczni Avengersi, filmowym basem Grzegorza Brauna, snują wspólną opowieść o okrągłostołowym spisku, zdradzie w Magdalence, komunistycznym eurokołchozie, ataku na polskie wartości przypuszczonym przez gejów, Żydów i Niemców.

Część odpowiedzialności za ten stan rzeczy można przypisać Prawu i Sprawiedliwości, które pada ofiarą własnego radykalizmu. To PiS wprowadziło do debaty publicznej wiele z haseł podnoszonych dzisiaj przez Konfederację, ale samo jest niedostatecznie radykalne, żeby zadowolić wyborców, szczególnie tych młodszych, których rozbudzają mocne hasła. Zjednoczona Prawica wygrała w najmłodszej (18–29 lat) grupie wyborców, zdobywając 28,4 procent głosów, jednak Konfederacja uzyskała wśród młodych 18,5 procent, co dało jej trzecią pozycję.

Jakie są zarzuty Konfederatów wobec PiS-u? Do porażek w polityce wewnętrznej zaliczają nieudaną repolonizację mediów, źle przeprowadzoną reformę sądownictwa czy brak zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej. Nie brakuje także zarzutów dotyczących spraw zagranicznych. Dość przypomnieć uchwalenie przez PiS nowelizacji ustawy o IPN-ie i jej kolejną nowelizację pod wpływem nacisków USA. Konfederacja zarzucała PiS-owi „poddańczość” wobec Izraela oraz Stanów Zjednoczonych, choćby w związku z porzuceniem ustawy reprywatyzacyjnej czy organizacją konferencji bliskowschodniej w Warszawie (o której pisaliśmy na tych łamach) i tak zwaną „ustawą 447”, uchwaloną przez amerykański Kongres, a dotyczącą dochodzenia roszczeń obywateli Izraela wobec Polski, zarówno w kwestii mienia bezspadkowego, jak i roszczeń rzeczywistych spadkobierców.

Ta ostatnia sprawa podgrzewana była szczególnie w końcówce kampanii, w tym przy okazji telewizyjnej debaty przedwyborczej. To właśnie wtedy Konfederacja miała szansę na przebicie się z własnym przekazem, z czego skwapliwie skorzystała. Wypowiedzi Krzysztofa Bosaka przeważnie nie miały na celu podjęcia rzeczowej polemiki z kontrkandydatami, lecz podkreślenie niedostatecznego radykalizmu i hipokryzji PiS-u. Z tej perspektywy kluczowym momentem debaty było wysunięcie przez Bosaka zarzutu, że PiS ulega żydowskim roszczeniom majątkowym. Na podkreślenie swoich słów, Bosak opuścił podium i wręczył kandydatce PiS-u znaczek sprzeciwu wobec „ustawy 447”.

Flickr.com

Imperium kontratakuje

PiS nie do końca wiedział, jak zareagować na Konfederację. Jeszcze na kilka miesięcy przed wyborami wiceministrem w rządzie Mateusza Morawieckiego został Adam Andruszkiewicz, co pozwoliło na wykluczenie z gry jednego z aspirujących liderów ruchu nacjonalistycznego. Wcześniej partia rządząca podjęła próbę przejęcia organizowanego 11 listopada przez narodowców Marszu Niepodległości.

Po tych manewrach, na początkowym etapie kampanii wyborczej, rząd próbował przemilczeć Konfederację. Sytuacja uległa jednak zmianie, kiedy radykałowie na stałe zagościli w sondażach na poziomie 5 procent. Tuż przed rozpoczęciem ciszy wyborczej Mateusz Morawiecki mówił, że „powstała partia jawnie antyeuropejska, antyamerykańska i prorosyjska. To niebezpieczna opcja, przed którą przestrzegamy”. Antoni Macierewicz w swoim felietonie w Radiu Maryja opowiadał: „Apeluję do takich ludzi, których uważam za uczciwych, jak pan Michalkiewicz czy pan Braun: panowie, osłabiając Prawo i Sprawiedliwość, osłabiacie Polskę”.

Media publiczne i te zaprzyjaźnione z obozem władzy zaatakowały wówczas Konfederację, oskarżając jej polityków o rosyjskie powiązania. Samuel Pereira określił Konfederatów jako „zbrojne ramię totalnej opozycji”, a Dorota Kania, dziennikarka TV Republika i Polskiego Radia, sugerowała, że fakt, iż orzeł w partyjnym logo Konfederacji jest zwrócony na wschód, to symbol nie bez znaczenia. Na portalu Niezależna.pl mnożyły się nagłówki: „Kapelan kibiców: nie da się łączyć pamięci o Żołnierzach Wyklętych z wywiadami dla «Sputnika»”; czy „Z czego żyje Krzysztof Bosak? Niejasne źródła dochodów lidera Konfederacji”. Tomasz Sakiewicz, naczelny „Gazety Polskiej”, na krytykę Konfederacji poświęcił kilkanaście wpisów w mediach społecznościowych, a liderów ugrupowania określił jako „ludzi urwanych z choinki”, którzy nawiązują do „najbardziej dla Polski szkodliwych haseł” i „służą nie wiadomo komu, ale na pewno nie Polakom”. Wtórował mu Marian Kowalski, który na antenie TVP Info jako „ekspert” opowiadał o tym, że „sitwa wokół Brauna” tworzy frakcję prorosyjską w Polsce.

Trzeba zresztą przyznać, że informacje o rosyjskich powiązaniach radykalnej prawicy nie są nowością (dość wspomnieć wyjazd Janusza Korwina-Mikkego na okupowany przez Rosję Krym czy fakt, że Mateusz Piskorski, oskarżony o szpiegostwo na rzecz Kremla, zaraz po wyjściu z więzienia zadeklarował, że zawsze wspierali go właśnie Korwin oraz Grzegorz Braun). Nie można wykluczyć, że informacje te miały pewien wpływ na ostateczny wynik koalicji.

Konfederaci doszli do wniosku, że cel uświęca nawet najbardziej obrzydliwe środki. Jak mówił Mentzen, „i już kiedy komuś się wydaje, że tym razem Konfederacja przegięła, bo batożenie homoseksualistów to naprawdę jest przesada – to nam poparcie rośnie!”.

Chociaż wynik Konfederacji nie dał jej miejsc w Parlamencie Europejskim, trudno jednoznacznie uznać go za zły. Koalicja skrajnej prawicy uzyskała procentowo wynik gorszy niż Nowa Prawica JKM, która licząc łącznie z Ruchem Narodowym, zdobyła 8,5 procent poparcia w eurowyborach z 2014 roku. Trzeba natomiast pamiętać, że na niekorzyść skrajnej prawicy wpłynęła rekordowa frekwencja wyborcza, która pięć lat temu wynosiła 23,8 procent, w stosunku do tegorocznych 45,6 procent.

„House of Cards” z piwnicy

Z początku Konfederaci swoją popularność budowali głównie w internecie, używając do tego mediów społecznościowych, gdzie byli dużo skuteczniejsi niż tradycyjne partie. Kiedy 18 maja odbywał się marsz Koalicji Europejskiej, na którym występowali najbardziej rozpoznawalni politycy opozycji, hasztag #MarszSuwerenności był niemal dwukrotnie częściej cytowany niż lansowany przez opozycję #PolskawEuropie. Podobny sukces udało się powtórzyć przy okazji debaty europejskiej. Konfederacja w ciągu 24 godzin zyskała wówczas 1400 nowych obserwatorów na Twitterze, a wpisy wyrażające poparcie dla Krzysztofa Bosaka zdominowały hasztag #DebataEuropejska.

Sami Konfederaci chętnie mówią o strategii formacji, która ma być efektem zimnej kalkulacji politycznej. Stanisław Mentzen z partii KORWIN mówił podczas wykładu, który odbił się w mediach społecznościowych szerokim echem, że pozornie górnolotne idee narodowo-godnościowe, podszyte są cynizmem i politycznym marketingiem.

Mentzen zaczął swój wywód od rytualnej krytyki demokracji, bo przecież uczestnictwo w wyborach jest z rozumowego punktu widzenia bez sensu – bardziej prawdopodobne jest to, że w drodze do lokalu wyborczego potrąci nas samochód niż to, że nasz głos cokolwiek realnie zmieni. Następnie tłumaczył następnie, że jedyny przekaz, który się liczy, to przekaz emocjonalny. Skoro sama decyzja o pójściu na wybory jest nieracjonalna, to nikt, kto się takiego wysiłku podjął, nie będzie podejmować racjonalnych decyzji. Jako przykład polityka, który nie rozumie, jak należy robić politykę, Mentzen wymienił Roberta Gwiazdowskiego, który skupiał się na argumentach gospodarczych, zamiast odwoływać się do kwestii światopoglądowych. I to właśnie z niepowodzeń Polski Fair Play lekcje wyciągnąć miała Konfederacja.

Jakie to lekcje? Po pierwsze, nowe projekty polityczne muszą być radykalne, a nie szukać wyborców w centrum. Strateg Konfederacji uważa, że wyborcy centrowi nie interesują się polityką, dlatego nie głosują na wyraziste partie. Trzeba zatem mówić do ludzi, do których przemawiają „wielkie i radykalne idee”. Niezbędny jest również lider i tu Mentzen zestawia ze sobą porażkę Gwiazdowskiego z sukcesem Roberta Biedronia, tłumacząc go właśnie charyzmą przywódcy Wiosny, który nie walczy o centrum, a o „skrajnie lewicowego wyborcę”.

Czytaj również rozmowę z prof. Janem Kubikiem PiS igra z ogniem

Wreszcie, Konfederaci doszli do wniosku, że cel uświęca nawet najbardziej obrzydliwe środki. Jak mówił Mentzen, „i już kiedy komuś się wydaje, że tym razem Konfederacja przegięła, bo batożenie homoseksualistów to naprawdę jest przesada – to nam poparcie rośnie!”. Do tego dochodzą „najlepsze wzorce z kampanii brexitowej i Donalda Trumpa” – badania fokusowe i targetowane reklamy na Facebooku.

W efekcie powstała „piątka Konfederacji”, która przebiła się poza radykalną bańkę i obiegła tradycyjne media. Jej treść to, mówi Mentzen: „Nie chcemy Żydów, homoseksualistów, aborcji, podatków i Unii Europejskiej”. Po tych słowach na sali słychać głośny aplauz. W podobny sposób polityk mówi o temacie ewentualnych żydowskich roszczeń: „trzeba mówić ludziom, że Żydzi dostaną naszą polską ziemię. To bardziej chwyci. I co więcej, myślą państwo, że jak dostaną tę naszą polską ziemię, to będą ją sami uprawiać? Oni zatrudnią Polaków. Założą Polakom chomąto i będą uprawiać nimi pole”.

Cała polityczna zręczność Konfederacji sprowadza się do żerowania na najbardziej prymitywnych ludzkich instynktach i polskich fobiach.

„I kto tu jest szurem?”

W odpowiedzi na tytułowe pytanie swojego wykładu – „I kto tu jest szurem?” – Mentzen mógłby przedstawić swoją wyborczą drużynę. Bo to Krzysztof Bosak podczas telewizyjnej debaty przedwyborczej mówił o homoseksualizmie jak o zboczeniu, a jego koleżanka z listy Kaja Godek błysnęła frazą, że „geje chcą adoptować dzieci po to, żeby je gwałcić i molestować”. Z kolei Konrad Berkowicz w debacie z kandydatką PiS-u, przyłożył jej do głowy jarmułkę. Dodatkowo, Konfederacja uzyskała również poparcie antyszczepionkowego guru i fanatyka lewoskrętnej witaminy C Jerzego Zięby, a także Huberta Czerniaka, który przekonuje o śmiercionośnych zagrożeniach związanych z siecią 5G.

Cała polityczna zręczność Konfederacji sprowadza się do żerowania na najbardziej prymitywnych ludzkich instynktach i polskich fobiach. Trudno być z tego dumnym. Szczucie na uchodźców, imigrantów i Żydów nie znajduje usprawiedliwienia, więc nic dziwnego, że przyłapane na tym osoby dziwnym trafem zwykle tłumaczą się tym, że użyły tylko „figury retorycznej”, przenośni czy skrótu myślowego. Wystarczy zerknąć na sekcję komentarzy pod wystąpieniami Konfederatów, żeby przekonać się, w jaki sposób te rzekome metafory rozumie ich elektorat.

Mleko się rozlało

Odpowiedzią na skrajną prawicę nie jest jej ignorowanie, naśladowanie ani moralna panika. Nie ma innej drogi niż konfrontowanie się z poglądami radykałów i poddawanie ich krytyce, przy kategorycznym i bezkompromisowym odrzuceniu treści homofobicznych, antysemickich, rasistowskich czy ksenofobicznych.

PiS nie odpuści walki o głosy. Wiele wskazuje więc na to, że najbliższe miesiące będą upływać pod znakiem radykalizacji sceny politycznej w kwestiach obyczajowych i polityki zagranicznej. Korwin-Mikke zapowiedział już możliwość koalicji z Prawem i Sprawiedliwością po wyborach parlamentarnych. Jarosław Kaczyński na razie odcina się od takich pomysłów i twierdzi, że Konfederacja to ugrupowanie prorosyjskie, działające na korzyść Koalicji Europejskiej.

Do czasu. Podobne zapewnienia słyszeliśmy już z ust prezesa, kiedy ten wykluczał możliwość politycznych konszachtów z Samoobroną i LPR. Jeśli stawką będzie utrata władzy, to żaden kompromis nie będzie dla Kaczyńskiego zbyt zgniły.

Jakub Bodziony

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
miejsce-na-reklame.

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: