DODAJ FILM MP-4 LUB WPROST Z Y.T F.B lub inny
EDYTUJ SWÓJ FILM LUB USUŃ
ZOBACZ WSZYSTKIE SWOJE FILMY

M-forum A.V Live.

WESPRZYJ DOWOLNĄ KWOTĄ ROZWÓJ JEDYNEJ W POLSCE NIEZALEŻNEJ STRONY INFORMACYJNEJ przycisk Przekaż darowiznę poniżej :-)

miejsce-na-reklame.

Kowalski w służbie PiS

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
The following two tabs change content below.
miejsce-na-reklame.

Gabi

Witam, nazywam się Gabriela Nowak, pracuję jako asystentka  zarządzania i obsługi Klienta w Kancelarii Prawnej,  niedawno w kwietniu 2019 r zostałam Przewodnicząca Komisji Skrutacyjnej w Radzie Miasta - gdzie czynnie reprezentuję interesy mieszkańców, którzy mi zaufali i mnie wybrali ! STOP CENZURZE   UWAŻASZ, ŻE CENZURA - ŁAMIE TWOJE PRAWA RP ?  WESPRZYJ MNIE - W TYM CO ROBIĘ - ♛  z dopiskiem - DAROWIZNA  ! Nest Bank Polska 75187010452078115029220001  Nest Bank zagranica IBAN PL75187010452078115029220001  Kod SWIFT Nest Bank: NESBPLPW   Dziękuję, $$$ Pozdrawiam i zapraszam do komentowania !   ♡♡♡ ZOBACZ TAKŻE POMAGAM ♡♡♡  https://zrzutka.pl/gc97mb

 

image

W ciągu ostatnich dni byliśmy świadkami nasilenia kampanii promowania Mariana Kowalskiego przez funkcjonariuszy partii rządzącej. W mediach powiązanych z PiS prowadzona jest operacja, której preludium było pokazywanie go w programie Michała Rachonia w charakterze “narodowca” i komentatora. Wszyscy śledzący przebieg “kariery” Kowalskiego domyślali się, że robione jest to w celu dezinformacji i rozbicia środowisk narodowych krytycznie odnoszących się do poczynań rządu.

Niedługo po tym jak grupka skompromitowanych osób, kręcących się niegdyś w okolicach środowisk narodowych, została objęta patronatem Antoniego Macierewicza, w mediach mamy do czynienia  prawdziwym “karnawałem Kowalskiego”.

Macierewicz i Kowalski

Po wizycie prezydenta Andrzeja Dudy w Lubartowie, które swą obecnością zaszczycił Kowalski (wydarzenie to opisują poprzednie wpisy) oznajmił on na swoim kanale w serwisie You Tube, że wybiera się na warszawską manifestację poparcia dl reform sądowniczych organizowaną przez Kluby Gazety Polskiej. Jeszcze przed manifestacją zareklamował go Antoni Macierewicz, który w programie “Pilnujmy Polski” na antenie TV Republika podkreślił, że manifestację wspierają “środowiska narodowe skupione wokół Mariana Kowalskiego”. W swojej wypowiedzi były minister zasugerował, że narodowcy skupieni wokół Konfederacji czy innych, nie stricte politycznych organizacji czy środowisk “tylko udają narodowców”. Mieliśmy więc do czynienia z partyjnym namaszczeniem Kowalskiego na “prawdziwego narodowca”.

Macierewicz będący politykiem pro-unijnej partii powiedział także, że narodowcy chcą integracji Polski z Unią Europejską idącej nawet w kierunku ujednolicenia prawa państw członkowskich. Jest to pierwsze z wypowiedzianych przez Macierewicza kłamstw mających zniechęcić ludzi do Konfederacji, która jest dziś dla PiS wrogiem nr. 1. Środowiska, które tworzą Konfederację, pomimo różnić w niektórych kwestiach zawsze akcentowały negatywny stosunek do Unii Europejskiej i kierunku w jakim zmierza ten twór. Partią jednoznacznie pro-unijną jest natomiast Prawo i Sprawiedliwość. To prezydent wywodzący się z tej partii, Lech Kaczyński, podpisał tzw. Traktat Lizboński ograniczający w pewnym wymiarze suwerenność naszego kraju. Macierewicz próbował więc zarzucić innym to, do czego sami przyłożyli rękę. Macierewicz podziękował Marianowi Kowalskiemu, “za to, że reprezentuje rzeczywisty, prawdziwy polski ruch narodowy”.

Wyjaśnijmy więc po kolei wszystkie wydarzenia, które mają związek z kampanią “pompowania” Kowalskiego w reżimowych mediach. Marian Kowalski nie reprezentuje dziś żadnego środowiska, grupy czy organizacji, nie jest traktowany poważnie przez żadne z takowych. Sam nie prowadzi też żadnej działalności, choć PiSowskie media przedstawiają go jako “działacza społecznego”. Jedyną aktywnością Kowalskiego jest dziś nagrywanie audycji z własnego mieszkania, w których wydarzenia na scenie politycznej wyjaśnia w sposób właściwy wczesnemu gimnazjaliście, i występy w porannych programach red. Rachonia.
  
Macierewicz, którego partia rządząca oddelegowała do objęcia patronatu nad operacją pt. “narodowcy murem za PiS”, w kolejnych dniach produkował kolejne kłamstwa mające uwiarygodnić osobę Mariana Kowalskiego. Występując w TV Trwam powtórzył, że manifestację Klubów Gazety Polskiej wspierać będą “ludzie z formacji narodowych”, których rzekomym reprezentantem ma być właśnie Kowalski a dodatkowo przypisał mu zasługi w… stworzeniu Marszu Niepodległości. Największa w ostatnich latach cykliczna demonstracja patriotyczna, od lat stanowi już łakomy kąsek dla PiS. Podejmowane były różne próby przejęcia go, czego kulminacją były perturbację przed marszem w roku 2018. W marszu tym od lat biorą udział zróżnicowane środowiska, także te sympatyzujące z PiS jak Kluby Gazety Polskiej. których patron Tomasz Sakiewicz także publicznie mówił, że marsz z 2018 roku był organizowany przez rząd “przy wsparciu narodowców”.

Dziś z ust Macierewicza słyszymy, że to “Marian Kowalski i jego koledzy” są autorami sukcesu Marszu Niepodległości. Kowalski nie wniósł do organizacji tego wydarzenia nic, niestety okazał się jego beneficjentem z racji wystąpień na nim. Były minister mówi, że ludzie, którzy wezmą udział w PiSowskiej demonstracji “wywodzą się jeszcze z ONRu”. Ma tu na myśli Kowalskiego, który ze środowiskiem ONR od dawna nie ma nic wspólnego ale wykorzystywane jest to do rządowej propagandy mającej na celu wykazać, że narodowcy w pełni popierają obecną władzę.
  
Wystąpienie Kowalskiego na warszawskiej demonstracji było szeroko komentowane w mediach zarówno PiSowskich jak i wszystkich innych. Oprócz tych pierwszych, komentarze były raczej krytyczne, niezależnie od prezentowanego przez dane medium światopoglądu. Mieliśmy bowiem do czynienia z żenującą propagandą i pokazem wazeliniarstwa obok jakiego nie da się przejść obojętnie.
  
Kowalski lubi być zauważalny w mediach, oprócz zaspokojenia wybujałego  ego po prostu, od kilku dobrych lat, właśnie z tego się utrzymuje nie podejmując żadnej innej pracy. Czy o taki rozgłos mu chodziło? Tego nie wiem, ale przez kilka dni był na ustach wielu osób i mediów w kraju.

Mariana Kowalskiego określić można śmiało mianem małego, taniego kłamczuszka, gdyż daje się przyłapywać na, z pozoru nic nie znaczących, kłamstwach, które jednak składają się na ogólny zarys jego osoby. Tuż po warszawskiej manifestacji, gdzie dał popis lizusostwa na rzadko spotykaną skalę, w swojej audycji powiedział on, że “niespodziewanie dostał okazję przemawiania”. Naprawdę, któż by się spodziewał, że organizatorzy imprezy wśród tłumu odnajdą Mariana Kowalskiego, wręczą mu identyfikator z napisem “Organizator” a następnie zaproszą na scenę?

Relację z wydarzenia sporządziła TV Republika, która jest głównym narzędziem PiS w sprawie promocji skompromitowanego Kowalskiego. Stacja ta nadała relację z, jak to określiła, płomiennego przemówienia.

Kowalski, który od dawna wyrażał chęć wstąpienia do PiS w nadziei na osobiste korzyści z tego posunięcia, wygłosił mowę, która wprawiła w osłupienie obserwatorów niezależnie od sympatii politycznych. Mieliśmy bowiem do czynienia z dramatyczną próbą przypomnienia partyjniakom z PiS, że jest on gotów służyć im, niezależnie od tego co miałby dla nich robić.

Kowalski zasłynął w roli wiecowego krzykacza, radykalnego, bezkompromisowego mówcy, który jednak zawsze wypowiadał swoje słowa z bezpiecznej dla niego samego pozycji. Ludzie zgromadzeni na warszawskiej demonstracji usłyszeli więc podobny popis.
  
Kowalski zwracając się do zebranych mówił: “My musimy dać wiarę tym wątpiącym, że żadnego lepszego rządu nigdy będzie niż ten! (…) że nie będziemy mieć lepszego prezydenta niż ten!” Jak widać, Marian połączył zebrane w “Idź Pod Prąd” doświadczenia wygadywania “proroctw” z serwilizmem wobec rządzących, którzy mogą zapewnić mu jakieś korzyści czy dochody. Jednak wyjaśnienia Kowalskiego, dlaczego nie będziemy mieć już nigdy lepszego prezydenta, wywołały uśmiech politowania u wielu obserwatorów. Nie będziemy mieć lepszego prezydenta ponieważ… “tego prezydenta wskazał nam Jarosław Kaczyński, człowiek niezłomny, który wiele wycierpiał”.

Kowalski nie jest orłem intelektu, stroni także od czytania książek, więc prawdopodobnie wydedukował sobie, że takie hołdy składane prezesowi PiS i ich prezydentowi, którego wcześniej w wulgarny sposób  obrażał, zostaną odnotowane i zostanie mu przydzielona jakaś część udziału w politycznym sukcesie PiS. Wydaje mi się, że słysząc te peany rodem z Korei Północnej, zażenowani mogli być nie tylko sami wymienieni ale też relacjonujący wydarzenie dziennikarze PiSowskich mediów, tym bardziej, że wiedzą kim jest Kowalski.

Kowalski wezwał tłum do złożenia “jasnej deklaracji” Jarosławowi Kaczyńskiemu: “Panie prezesie, to zadanie będzie wykonane”. Mowa była o zwycięstwie Andrzeja Dudy w pierwszej turze majowych wyborów. Hołd złożony Kaczyńskiemu i PiSowi przez Kowalskiego na pewno będzie mu wynagrodzony. Wątpiłem w to, że tego pokroju człowiek, miernota w każdym temacie może zainteresować jakąkolwiek grupę w naszym kraju, ale po operacji promocji Kowalskiego w mediach PiS, jestem w stanie uwierzyć, że mogą wynagrodzić mu oddanie jakąś posadką (będziemy to uważnie śledzić).

Kowalski nie zapomniał także podziękować swojemu promotorowi Antoniemu Macierewiczowi , mówiąc “Nie było by nas tutaj gdyby nie niezłomność i wyrwałość takich ludzi jak Antoni Macierewicz”. W tym zdaniu zawiera się część prawdy. Rzeczywiście nie byłoby Kowalskiego w tym miejscu gdyby nie Macierewicz. Kowalski mówiąc o Macierewiczu podkreślił, że powierzano mu “zadania najtrudniejsze, których inni bali się podjąć”, i to zdanie jest znamienne. Na koniec kariery politycznej Macierewiczowi powierzono niezwykle trudno zadanie przywrócenia wiarygodności Marianowi Kowalskiemu, co powinien on odczytać jednak jako upokorzenie.

Kowalski odnosząc się do katastrofy smoleńskiej stwierdził także, że jej okoliczności są wyjaśnione “i my o tym wiemy”. Ten fragment wypowiedzi nie został podjęty przez żadne media relacjonujące wydarzenie, a mamy do czynienia z sugestią, że Marian Kowalski jest w posiadaniu jakichś ważnych informacji. Być może nie mówi nam on o wszystkim a pamiętamy przecież, że jego żona Agata w czasie pracy w IPP TV była bardzo zaangażowana w poszukiwanie aneksu do raportu o likwidacji WSI a sam Marian wraz z Pawłem Chojeckim domagali się odszukania “esbeckiej teczki Jana Pawła II” sugerując mu przy tym tuszowanie sprawy zabójstwa ks. Jerzego Popiełuszki.

Kowalski wskazał tłumowi “wielkich ludzi”, posłów, senatorów, premiera i prezydenta. Premiera o którym w programach IPP mówiono “Mao-wiecki”, prezydenta, którego nazywał “szkodnikiem”, “zdrajcą”, mówcą pogrzebowym” i “dyżurnym telefonistą”. Kowalski w Warszawie znów odgrywał rolę lidera porywającego tłumy. Rolę, którą tak bardzo lubi i którą jest w stanie dopasować do bieżących wymagań osobistych korzyści. Krzyczenie na wiecach, piętnowanie “zdrajcami ojczyzny” i stwarzanie pozorów wyprowadzającego ludzi z błędu lidera to zadanie Kowalskiego, z tym, że kupowane już w coraz węższym gronie.

Marian nie omieszkał zbesztać tych,  którzy jakkolwiek krytykują pro-socjalne programy PiS jak np. 13 emerytura. I wszystko było by w porządku gdyby nie to, że to on w ostatnich latach atakował programy takie jak 500+ czy inne prospołeczne reformy. Wraz z Pawłem Chojeckim, który, podobnie jak Kowalski, jest wychowankiem korwinowskieo LPR, wszelie tego typu przedsięwzięcia określali mianem “PiSowskiego socjalizmu”.

W przemówieniu swoim Kowalski wspomniał o ludziach, którzy “za srebrniki z obcych ambasad uprawiają proceder zdrady ojczyzny”. To ten sam Kowalski, który przez 2,5 roku udawał, że nie wie, że jego pracodawca Paweł Chojecki z ambasadami takimi i owymi jakąś stycznąć ma, a ostatnio jego wysannik Ivan Belostenko gościł w ambasadzie izraelskiej gdzie kręcił on propagandowy materiał. Kowalski znany jest ze swojej napadowej amnezji, nie pamięta wielu kompromitujących go faktów, wydarzeń, układa nawet własne historie tłumaczące reakcję środowisk narodowych na jego polityczną prostytucje.

Marian, który wczuwając się w rolę “trybuna ludowego” nie stroni od ostrych określeń przeciwników politycznych jego aktualnych mocodawców, używa słów typu “zdrajcy” i “łajdaki”. Podobnie nazywał on krytyków jego działalności w sekcie Chojeckiego. O nich mówi: “Jesteście kurwami, ćmilami i mam was w dupie. Powtarzam: mam was w dupie (…) dobrze, że swoich skurwysyńskich mord nie pokazujecie”. Tak zwracał się także do ludzi, którzy ostrzegali go przed angażowaniem się w działaność sekty. Jednak rady i ostrzeżenia znajomych w porównaniu z 15 tysiącami zł miesięcznie na konto nie mają wiekich szans.
“Polskie sądy to nie przedszkole, nie kabaret i nie burdel” – krzyczał Kowalski. Kowalski ma w tym temacie pewną praktykę, z tym, że sprawy nigdy nie miały charakteru politycznego co czasem sugeruje, a dotyczyły np. pobicia klienta lubelskiego klubu “Grafitti”. W tym temacie Kowalski na antenie IPP twierdził, że został uniewinniony, choć tak naprawdę po prostu zawarł ugodę  poszkodowanym. Nigdy także nie zdobył się na okaanie dokumentóo potwierdzających jego wersję, choć twierdził, że takowe posiada. To, że w polskim sądownictwie sytuacja wygląda tak jak dziś nie jest dla obywateli tajemnicą i nie potrzebują do zrozumienia tego Mariana Kowalskiego.
To co wyniósł Kowalski z IPP to fanatyczny wręcz stosunek do Stanów Zjednoczonych jako naszego “strategicznego sojusznika”, na deklaracjach któego opierać mamy własny byt państwowy. To z IPP zostało mu określanie USA mianem “chrześcijańskiej republiki” i przedstawianie tego państwa z perspektywy wystawowej szyby Pewexu. Kowalskiego nie można podejrzewać o jakąś większą znajomość realiów społeczno-politycznych USA jak i Polski. Nie zgłębił wiedzy o USA i dzisiejszej aktywności tego kraju czytając książki i śledzący np. tamtejszą politykę i media. Operuje on opracowanym w sekcie Chojeckiego schematem, który nawet ich wyznawcom został przedstawiony w okrojonej formie. Dlatego mamy np. do czynienia z kalkami, odnośnie Donalda Trumpa i jakiejś blokady odnośnie jakiejkolwiek krytyki jego działań.

“Jeśli będzie porządni i ideowi to prawdziwa, wielka Polska dopiero przed nami” – krzyczał Kowalski do uczestników PiSowskiej demonstracji. O ideowości Mariana poczynione zostało już wiele tekstów, nagrań i kompilacji przedstawiających zmienne nastroje lubelskiej chorągiewki.
  
“Wielką Polskę” Kowalski zapowiada pod warunkiem wsparcia narodu dla prezydenta Andrzeja Dudy. Tego prezydenta, który w swych przemówieniach snuł wizję “Rzeczypospolitej przyjaciół… Polin”, któremu myli się nazwa naszego kraju i który podczas wizyt w USA odbywa jakieś dziwne rozmowy za zamkniętymi drzwiami z Abe Foxmanem z ADL, o których następnie odmawia komenatrza kancelaria prezydenta.

Kowalski przemawiając w Warszawie nie zapomniał wspomnieć o “wielkim sojuszniku” którego mamy a oceanem. Mowa o USA pod rządami twitterowego watażki Donalda Trumpa, którego to Kowalski próbuje przedstawić nam jako wielkiego przyjaciela Polski. Tego samego, który będąc oddanym przyjacielem reżimu izraelskiego bez mrugnięcia okiem podpisał wrogą wobec Polski ustawę Just Act 447. Sprawa ta tłumaczona była w IPP TV przez Chojeckiego (którego sekta wpisuje się w nurt tzw. chrześcijańskiego syjonizmu). Tam właśnie Kowalski twierdził, że ustawa ta w żaden sposób nam nie zagraża (kilka miesięcy później w programie “Niezależny Lublin” mówił, że przestrzegał przed jej negatywnymi skutkami). Ludzi, którzy w jakiś sposób podjęli temat tej ustawy Kowalski nazywał “debilami”. Nie można dziwić się temu zbytnio, gdyż w owym czasie był on na utrzymaniu Chojeckiego i ćwierkając po jego lini wychwalał np. takie persony jak Szewach Weiss czy Jonny Daniels a ich krytyków wpychał do worka “ruskiej agentury”.

Kowalski podczas tej demonstracji składał deklaracje bezwarunkowego poparcia dla rządu, obiecywał nawet społeczną reakcję na działania przeciwko rządowi. Są to obietnice bez pokrycia, jak wszystko co obiecywał Kowalski. Mówi on, że jeśli ktoś “podniesie rękę na rząd” to do Warszawy przyjedzie dziesięć razy więcej ludzi. Jak zamierza sprowadzić taką rzeszę? Nie ma on takich możliwości, jest jedynie podpinką pod mobilizacje środowiska Sakiewicza, które poradzi sobie tak samo z nim jak i bez niego. Jednak takie deklaracje mają jasno zasygnalizować rządzącym, że Kowalski liczy na coś z ich strony a w zamian oferuje swoje usługi.

Marian wrócił do Lublina, PiSowskie media przedstawiły publiczności “narodowca”, który murem za nimi staje, a w mediach zaroiło się od komentarzy nie zostawiających na Marianie suchej nitki. Pisali wszyscy. od Wyborczej, przez Frondę, zajmującego się często pop-polityką Donalda i pomniejsze portale. Wszędzie mniej więcej podobny odbiór, podobne komentarze… Marian jedynie w mediach kontrolowanych przez PiS jest kimś kogo warto słuchać. Przejdźmy więc do niektórych doniesień medialnych odnośnie tego co wydarzyło się w Warszawie.

Reakcja mediów

Media powiązane z PiS promują Kowalskiego jako alternatywę dla narodowców, którym z partią rządzącą nie po drodze, dlatego w programach, w których gości Kowalski mamy atmosferę “Nic się nie stało, Polacy nic się nie stało”. Nie jest mu wypominan niekonsekwencja, hipokryzja, nie ma odniesień do tego co robił w ostatnch latach. Dziwni jednak brak reakcji mediów będących rzekomo po drugiej stronie politycznego spektrum. Przecież wyszukanie w internecie materiałów kompromitujących “narodowca” Kowalskiego, zajmuje maksymalnie dwie minuty, a jest tego sporo. Gdyby media, rzekomo walczące z PiS-TVP, chciały jakoś dogryźć rządzącej dziś opcji to nie ma lepszego sposobu niż pokazanie publicznzości występów Kowalskiego i opatrzenie ich krotkim komentarzem: “autorytet PiS”. Dlaczego nie robią tego zawodowi “tropiciele faszyzmu” wraz z zaprzyjaźnionymi mediami? Przecież temat mają na tacy. Kowalski jest wygodnym figurantem, zrobi swoje zadanie w szeregach elektoratu PiS a w przypadku odżegnani się od niego i spuszczenia z wodą także nie będzie większych problemów ponieważ formalnie nie jest on związany z PiS.

Wywiad w Najwyższym Czasie

Po występach Kowalskiego jako koncesjonowanego “narodowca” z namaszczenia PiS skomentowały to media internetowe i chyba na tej fali chciała popłynać redakcja Najwyższego Czasu. Wywiad ten był całkowitym niewypałem, nie wiemy tylko czy z założenia czy przypadku. Wiem, że w celu podbicia oglądalności, do swojego studia Kowalskiego zaprosić chciał Marcin Rola, lecz widzowie jego kanału dali mu jasno do zrozumienia, że dla nich to za dużo. Zacznijmy od początku.

Wywiad w filmowej wersji Najwyższego Czasu okazał się kompromitacją. Jeśli założeniem programu było danie Kowalskiemu  pola do “wyszczekania się” a dodatkowo nie zadawanie mu żadnych, niewygodnych dla niego pytań, to można powiedzieć, że wszystko gra, ale chyba nie na to czekali widzowie. Podczas programu nie zadano Kowalskiemu żadnych konkretnych pytań, nie poruszono żadnego z tematów, za które dziś Kowalski powinien się wstydzić. Nie zrobiono nic aby choć w minimalnym stopniu wyjaśnić działalność Kowalskiego na przestrzeni kilku ostatnich lat.

Zamast tego Kowalski dostał głos… i tu, jak zwykle, kłamstwa, insynuacje, brednie i zaprzaństwo.

Kowalski w mediach bardzo podkreśla dziś to, że był działaczem Unii Polityki Realnej a później był w ONR. Podkreśla to na każdym kroku on sam jak i przedstawiający go w programach redaktorzy PiSowskich mediów. To element taktyki mającej na celu kojarze nie tego osobnika z narodowcami. Nie wspomina Marian Kowalski jednak 2,5 roku spędzonych w apokaliptycznej sekcie, nie wspomina, że był założycielem partii o nazwie “Ruch 11 Listopada”. Ten okres wycięty jest w jego oficjalnej, czyli wpychanej dziś wyborcom PiS, biografii.
Kowalski twierdzi, że był współtwórcą Ruchu Narodowego. Teoretycznie tak, gdyż będąc wówczas rzecznikiem ONR, który wraz z Młodzieżą Wszechpolską powołał do życia RN, można uznać go za takowego. Jednak Kowalski zawsze przychodził na gotowe. Nie ma on nic wspólnego z budowaniem struktur RN, organizacją ich akcji, manifestacji, działalnością wydawniczą i jakąkolwiek inną.
Kowalski w wywiadzie dla korwinowskiego Najwyższego Czasu zaczyna od razu w swoim stylu. Jakąkolwiek krytykę jego poczynań od razu kwalifikuje jako brak rozsądku a dodatkowo (!) moralności mającej odbicie w “szacunku do starszych kolegów”. Jest to często wspominana przez Kowalskiego śpiewka. Pomimo widocznych braków wiedzy, oczytania, próbował on bowiem pozować na nestora w środowiskach, które dopuściły go w swoje okolice. Marzyło mu się “ustawianie” młodych aktywistów danego ruchu, odgrywanie roli fuhrera, który decyduje o poczynaniach masy członków i sympatyków ONR czy nacjonalistów w szerszym rozumieniu zjawiska.
  
Kowalski twierdzi, że ma prawo do formułowania tego typu ataków na narodowców z racji “swojego wieloletniego zaangażowania w takie właśnie inicjatywy”. Jasno powiedzieć w tym miejscu trzeba, że nie mówimy o różnicach pomiędzy działaczami odnośnie,  powiedzmy, metod i sposobów działania, ale o przejściu Kowalskiego do zdradzieckiego obozu Chojeckiego, który jest inspirowany, wrogim Polsce środowiskiem z USA (Kowalski mógł nie znać szczegółów, gdyż było by to da niego za trudne, ale wiedział jednak jaka jest opcja polityczna sekty). Nie jest on więc krytykowany za coś czego nie robił, wysuwane wobec niego zarzuty mają uzasadnienie z faktach, w przeciwieństwie do tego co zarzuca on swoim krytykom. Kowalski stwierdza wprost, że narodowcy “nie mają prawa oceniać starszych kolegów”. Dodaje do tego, że martwi go moralny system wartości środowiska narodowców, co w tym przypadku jest szczytem hipokryzji. Nie zapominajmy jednak o specyficznej formie “amnezji”, na którą cierpi Kowalski.

Marian mówi, że od zawsze był zwolennikiem współpracy narodowców z liberałami od Korwina, ale dziś wypomina im sojusz w postaci Konfederacji, który jednak odniósł sukces polityczny o jakim pomarzyć może jedynie Kowalski.
Odnosi się on także do tzw. Konfederacji Narodowej, kanapowej grupki ludzi obrażonych swego czasu na Ruch Narodowy, której aktywności ograniczała się do posiadania konta na faebooku, co do dziś jest głównym filarem ich “aktywności”. Wciska on więc słuchaczom historyjkę o istnieniu tej “organizacji” od kilku lat nie odnosząc się w jakikolwiek sposób do poważnych i sprecyzowanych zastrzeżeń co do tej grupy. Wszelkie wątpliwości odnośnie “zbiegu okoliczności” z reaktywowaniem facebookowej “organizacji” pod patronatem Macierewicza określa on mianem “teorii spiskowej”.
  
Trzeba napisać, że wywiad ten, w portalu na którego środowisko bezpardonowo i codziennie pluł Kowalski, pozostawia wiele do życzenia. Ci,  którzy są zainteresowani tematem liczyli na to, że jeśli już ktoś zdecyduje się przepytać Kowalskiego to poruszy tematy z których powinien się on dziś tłumaczyć. Niestety nic takiego nie miało miejsca w przypadu wywiadu dla Najwyższego Czasu. Kowalskiemu została po prostu udostępniona platforma  do wyszczekania się i oplucia swoich oponentów bez żadnego ciągnięcia niewygodnych dla niego tematów.
  
Kowalski chwali Antoniego Macierewicza mówiąc o jego aktywności za czasów komuny, oraz zadaniach, które realizował już w III RP, wspominając, że dostawał roboty niewdzięczne, za które później bywał odsuwany od ważnych stanowisk. W tym miejscu ma rację. Na koniec kariery Macierewicza upokorzono zleceniem mu patronatu nad Marianem Kowalskim i kazano mu kłamać w celu promocji tej postaci, co  z pewnością zostanie odnotowane w jego biografii. Macierewicz twierdzi, że to nikt inny a właśnie Marian Kowalski “rozbudził polski patriotyzm”.
Kowalski w wywiadzie Najwyższego Czasu powtarza także wyświechtaną już historyjkę swej ofiary na ołtarzu idei narodowej. Twierdzi on, że po starcie w wyborach w 2015 roku, które zapewniły mu rozpoznawalność a później, z tego tytułu, całkiem niezłe dochody, nie mógł wrócić do pracy w zawodach, które wykonywał przed kampanią wyborczą. Jest to ciekawy temat, niestety nie został pociągnięty przez prowadzącego. Kowalski nigdy nie stał się obiektem jakichś szykan ze strony służb, które nękają nacjonalistów w Polsce. Nie mógł wrócić do pracy jako trener personalny w klubie fitness? Nie mógł znaleźć pracy w zawodzie bramkarza w dyskotece?  Prawda jest taka, że po prostu nie chciał więcej wracać do pracy. Gdy okazało się, że środowisko narodowe, nie zamierza utrzymywać go za samo to, że jest, poszedł zarabiać do “pastora” Chojeckiego. Kowalski mówi przy tej okazji także o tym, że od tamtej pory nie wychodzi z sądów i mogło grozić mu więzienie, co jest bzdurą. Od czasów kampanii w 2015 roku sprawy sądowe w jakich mógł uczestniczyć nie dotyczyły w żadnych stopniu działalności w Ruchu Narodowym czy jego okolicach. Kowalski brylował wtedy w największych mediach w Polsce i nie był w żaden sposób nękany przez służby czy policje.

Gromadzki i Kowalski

Sztuczne promowanie Kowalskiego przez PiS, które zostało wyśmiane już na starcie jest usilnie realizowane przez pro-rządowe media i z dnia na dzień przybiera na sile. Kilka dni po manifestacji w Warszawie Marian był gościem programu “W punkt” prowadzonego w TV Republika przez Ryszarda Gromadzkiego. Prowadzący zaserwował widzom całą tabelę kłamstw odnośnie osoby Mariana Kowalskiego. Przyzwyczailiśmy się już do tego, że w PiSowskich mediach przedstawia się go jako “działacza społecznego”, choć nikt nigdy nie wyjaśnił widzom na czym owa działalność społeczna Kowalskiego polega, czy komentatora politycznego, który to tytuł nadano mu właśnie w mediach przychylnych władzy

Prowadzący pyta Kowalskiego czy zamierza jeszcze brać czynny udział w polityce na co ten odpowiada, że na chwilę obecną nie widzi takiej potrzeby. Właściwie potrzeby takiej nigdy nie było, ale Marian bardzo chciał i, gdy się dało, to próbował.

Kilka miesięcy temu Kowalski mówił swoim widzom, że obiecał żonie odpuszczenie sobie czynnej aktywności politycznej i poprosił ją o mocny cios patelnią w głowę, gdyby jednak miał taki pomysł. Wiemy jednak, że życie weryfikuje postanowienia i plany, u państwa Kowalskich na koncie nie przybywa, pięciozłotówek chyb a wiele nie spływa od widzów jego kanału, który ma oglądalność maksymalną 1200-2000 osób, a więc Marian oferuje swoje usługi partii rządzącej, która, jak widzimy czasem z nich korzysta.

Marian tłumaczy swoją aktywność internetową czyli codzienne nagrywanie komentarzy do bieżących wydarzeń tym, że uznał, iż jego przemyślenia są na tyle ważne i wartościowe, że nie mógłby nie podzielić się nimi z publicznością. Prowadzący wspomina obecność Mariana podczas wizyty prezydenta Dudy w Lubartowie i z tej okazji pyta jaką rolę odegra Kowalski w kampanii wyborczej, na co ten odpowiada, że nie ma żadnego sygnału ze sztabu prezydenta aby był im potrzebny, zupełnie jakby nie zdawał sobie sprawy z tego, że przypisaną mu rolę już odgrywa. Nie zmarnował również okazji by przypomnieć decyzyjnym osobom w PiS, że poparł on Dudę w drugiej turze wyborów w 2015 roku (Kowalski zdobył wtedy 0,56 procenta głosów).

Kowalski mówi, że nie stoi a nim żadna zorganizowana grupa, organizacja czy coś w tym stylu, a jedynie grupa znajomych i ewentualnie widzowie jego audycji, których nie ma zbyt wielu. Owszem, Kowalski spalony jest we wszystkich grupach, organizacjach i środowiskach z którymi się zetknął. Z jego aktywności wynika, że liczy na wdzięczność PiSu i zagospodarowanie go na odpowiednim odcinku. I znów Kowalski przypomina, że działał w Unii Polityki Realnej i Ruchu Narodowym. Nazwy te zawsze “wpisuje w CV” podczas programów telewizyjnych, nie wymienia za to np. partii, którą sam założył i której był prezesem czyli Ruchu 11 Listopada.

Kowalski mówi, że nigdy nie uchylał się od aktywności społeczno-politycznej i sugeruje, że jego dzisiejsze usilne zabiegi o uznanie go przez PiS za “swojego” wynikają z obowiązku wobec ojczyzny. Jak wiemy, Kowalski uchylał się nie tylko od służby wojskowej ale także edukacji w wymiarze ponadpodstawowym, pracy fizycznej czy literatury, za to bardzo chętnie kręcił się przy wszelkich inicjatywach, które w jakiś sposób mogły sprawić zdobycie choćby najskromniejszej posady.

Dochodzimy w tym momencie do tego, do czego Kowalski jest wynajmowany przez PiS i posłuszne tej partii media czyli obrzydzanie wyborcom Konfederacji. Jednak już w zadanym pytaniu red. Gromadzki wprowadza widzów w błąd mówiąc, że Kowalski przez całe lata współtworzyli kreował ruch narodowy. Jest to nieprawdą jeśli chodzi o ruch narodowy jako jednak zróżnicowane środowisko jak i, gdyby chodziło o partię pod tą nazwą. Kowalski przyszedł do ONR “na gotowe”, zdobył rozpoznawalność jako rzecznik prasowy organizacji, jednak nie wniósł do niej niczego znaczącego. Podobnie było zresztą ze wszystkimi inicjatywami, z którymi był związany. Kowalski niespecjalnie orientował się w tematyce narodowej, szczególny kłopot sprawiało mu zrozumienie współczesnego nacjonalizmu polskiego jak i nacjonalizmów europejskich. Nie orientował się on nawet za bardzo co dzieje się wewnątrz samego ruchu. Nie kojarzył tytułów pism książek czy innych wydawnictw wytwarzanych przez ONR czy MW, miał problemy z określeniem czym naprawdę nacjonalizm jest.
Dziś Kowalski próbuje naciągnąć historię swojego “szlaku bojowego” do wygodnej dla niego wersji prześladowanego za idealizm działacza. W tym celu próbuje wciskać ludziom historie całkowicie zmyślone i wymazać ze swojej historii co bardziej kompromitujące fakty. Nie mając zbyt wiele do zaoferowania swoim patronom z PiS próbuje wyciągać na wierzch jakieś brudy swojego dawnego środowiska, choć i tutaj jego wiedza jest dość ograniczona, dlatego w różnych programach ciągle przypomina, że narodowcy niezbyt ufali korwinowcom i na odwrót, on był wtedy orędownikiem ich współpracy a ich dzisiejsze wspólne działanie to jedynie koniunkturalizm. Jedynym ideowcem w całym ruchu narodowym był Marian Kowalski, obecnie w służbie PiS.
Marian potwierdził na antenie to o czym wszyscy od dawna wiedzieli, czyli chęć utworzenia “narodowego” skrzydła w PiS. Jednak inwestycja w Mariana i jego kolegów nie jest zbyt obiecująca, dlatego prawdopodobnie będą tylko wynajmowanymi krzykaczami, od okazji do okazji. W swej bezczelności Kowalski mówi, że on i jego koledzy będą ratować tych “oszukiwanych przezz Braunów” i formować nowy ruch narodowy. Mówi to człowiek, który wraz z Chojeckim przez dwa i pół roku oszukiwał widzów IPP, mamił wizjami tworzenia partii, rewolucji, reformacji.
  
Kowalski określił Konfederację mianem “cynicznego projektu kilku prezesów nieistniejących partii” podczas gdy on sam do niedawna był “prezesem” takiej wydmuszki pod nazwą Ruch 11 Listopada, którego to projektu politycznego także nie wspomina w mediach głównego nurtu. Frustracja Kowalskiego za swoje niepowodzenia na każdym niemal polu wydobywa się z niego podczas każdego z wystąpień.
Zapytany czy można spodziewać się sformalizowania grupki, którą opiekuje się Antoni Macierewicz Marian powiedział, że  nie wykluczają tego, ale nawet bez tego grupa ta będzie  działać. Nie do końca wiadomo na czym, poza chwaleniem PiS, miała by polegać owa działalność. Na chwilę obecną szumnie ogłoszony ruch zajmuje się jedynie przeklejaniem na swój fanpage linków z PiSowskich mediów.

Kowalski zarzuca narodowcom, że nie ma wśród nich ludzi, którzy słuchają argumentów, jednocześnie, jak podkreślił w rozmowie z Najwyższym Czasem, nie ma on zamiaru stawać do debaty z tymi, którzy mogliby obnażyć jego hipokryzję i zakłamanie. Marian w programie Gromadzkiego fantazjuje o “zagospodarowaniu zagubionych ludzi”, aby skierować ich na drogę popierania PiS.
  
Ciekawą sprawą jest stanowisko, pozującego na radykała, Kowalskiego odnośnie obchodzenia się z opozycją. Odnosząc się do incydentu z udziałem sympatyków KOD, którzy w wulgarny sposób zakłócali uroczystości rocznicowe nad Bałtykiem i wyzywali prezydenta Dudę, Kowalski wzdycha nad kulturą osobistą demonstrujących w ten sposób, zupełnie nie pamiętając jakim językiem posługiwał się w programach Idź Pod Prąd.

Kowalski doradza także władzy aby skorzystała z doświadczeń francuskich i postępowania tamtejszej policji wobec demonstrantów biorących udział w protestach tzw. żółtych kamizelek. Nie jest to pierwszy raz gdy Kowalski popisuje się podobnymi zapędami. Jeszcze w programach IPP domagał się od rządu aby nasyłał na nacjonalistów funkcjonariuszy ABW.

Jednak prawdziwym majstersztykiem jest tłumaczenie Kowalskiego mające wyjaśnić krytykę jego działalności. Twierdzi on, że prowadzona jest przeciwko niemu kampania “hejtu” w mediach społecznościowych a jako powód tego podał to, że organizował on w Lublinie kontrdemonstrację w stosunku do działaczy KOD. Ani przez chwilę nie przeszło mu przez myśl, że krytyka wobec niego może mieć jakiś związek z jego działalnością w sekcie Chojeckiego i świństwami jakich się w tym czasie dopuszczał wobec wielu ludzi i całych grup. Marian Kowalski, który w studiu Chojeckiego wciskał do dzbanka zdjęcia różnych ludzi przy dźwięku spuszczanej w toalecie wody, nie może zrozumieć dlaczego jest dziś krytykowany od lewa do prawa.

Prowadzący program zareklamował także Kowalskiego jako tego, który w Lublinie stawia opór “agendzie równościowej” czyli przeróżnych organizacjom LGBT i im podobnym. Jest to kolejne kłamstwo, gdyż Kowalskie nie działa w tym kierunku w żaden sposób a na zeszłoroczny marsz w Lublinie nie przyszedł obawiając się prawdopodobnie spotkania ludzi, którzy są świadomi tego co wyprawiał u Chojeckiego. Podczas gdy mieszkańcy Lublina protestowali i byli pacyfikowani przez policję, Kowalski snuł się uliczkami w okolicy rynku, nie biorąc udziały w kontrdemonstracji. Zaraz potem jednak udzielił wywiadu TV Republika, w którym przedstawił się jako uczestnik protestu.

“Do zobaczenia mam nadzieję” – pożegnał się Kowalski z widzami TV Republika sygnalizując tym samym, że zależy mu na występach w tym medium, które za czasów pracy w IPP określał mianem dziadostwa.

Sekta o Marianie

Ciekawie było również w programie IPP, który w całości poświęcono ostatnim występom Kowalskiego. Paweł Chojecki i jego syn Tymoteusz pokazali archiwalne fragmenty programów, w których Kowalski ujadał na PiS i jego polityków oraz oznajmili, że rozesłali kopię tych nagrań do różnych mediów w Polsce.

Niedawni współpracownicy nie oszczędzili Kowalskiego wytykając mu hipokryzję i zakłamanie na przykładzie wielu sytuacji. Paweł Chojecki stwierdził, że Mariana zepsuły pieniądze, które dostawał od sekty. Było to kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie, suma jakiej nigdy wcześniej nie zarobił Kowalski. Warta odnotowania jest także uwaga, że Kowalski niespecjalnie angażował się w pracę redakcji IPP. Przychodził na półtorej lub dwie godziny dziennie by wziąć udział w audycji ale nie angażował się np. w przygotowanie materiałów czy informacji. Jednym słowem Kowalski przychodził “na gotowe”. Podobnie było we wszystkich innych organizacjach, dlatego opowieści Kowalskiego o tym, jak był on “od czarnej roboty” nie są w jakikolwiek sposób uzasadnione i służą jedynie nieudolnym próbom wybielenia własnej postaci.

Chojecki stwierdził, że Kowalski poczuł się wyjątkowo ważny, poczuł się wybrańcem i kimś wyjątkowym. Nie powiedział jednak, że stało się tak w dużej mierze dzięki atmosferze jaką dla niego wytworzyli. To oni właśnie porównywali Kowalskiego do Józefa Piłsudskiego, przewidywali jego wielką karierę polityczną i przepowiadali dla niego ważne stanowiska. Jest bardzo możliwe, że Kowalski uwierzył w te wszystkie rzeczy i naprawdę uważał się za kogoś wybitnego. Dziwne w całym szumie wokół Kowalskiego jest to, że jego aktywności na rzecz PiS nie komentują media nieprzychylne partii rządzącej a materiałów pokazujących kim jest Marian jest przecież sporo.

Sprawdźmy “księdza” od Chojeckiego.

image

Od kilku miesięcy w programach sekty Chojeckiego występuje pewna podejrzana postać, nazywająca siebie “byłym księdzem Jerzym”. Przedstawiany on jest jako katolicki ksiądz, który “nawrócił się” i związał z lubelską sektą. Jego zadaniem jest opluwanie katolicyzmu na modłę guru Pawła Chojeckiego. O człowieku tym wiadomo niewiele, a to co mówi, świadczy o bardzo niewielkiej wiedzy teologicznej, stąd nasuwają się uzasadnione podejrzenia, że jest on, promowaną przez Chojeckiego, fałszywką.

Nie wiadomo skąd pochodzi, gdzie pełnił rzekomą posługę kapłańską, za to w całości zgadza się z biblijnym samoukiem Chojeckim. Jest to ktoś, kto w sekcie ma odgrywać rolę autorytetu odciągającego ludzi od katolicyzmu. Taki ktoś powinien więc być osobą wiarygodną, przedstawioną z imienia i nazwiska a tymczasem z jego prawdziwego profilu na portalu facebbok wyłaniają nam się następujące informacje: “były ksiądz Jerzy” występował niegdyś jako “były ksiądz Stefan” (z niewiadomych powodów zmienił swoje internetowe imię), natomiast w polu “edukcja” wpisaną ma zasadniczą szkołę zawodową, choć jak wiadomo, aby być księdzem musiał skończyć seminarium duchowne.

Jaki jest cel zmiany imienia “byłego księdza”? Czy poważny człowiek ,który ma doradzać ludziom w kwestiach takich jak odejście z kościoła chowa się za podrabianymi kontami i fałszywymi danymi? W tym miejscu mam również prośbę do wszystkich czytających to. Jeśli ktokolwiek ma pomysł w jaki sposób można ustalić prawdziwe personalia tego osobnika, jego miejsce zamieszkania (miejscowość) lub parafię, w której rzekomo odbywał posługę kapłańską, jakikolwiek trop, który pozwoliłby sprawdzić czy mamy do czynienia z faktycznym księdzem czy podstawionym przez Chojeckiego oszustem, proszę o kontakt.

0.00 avg. rating (0% score) - 0 votes
miejsce-na-reklame.

Wyraź swoją opinię ! TO WAŻNE !!

Witryna wykorzystuje Akismet, aby ograniczyć spam. Dowiedz się więcej jak przetwarzane są dane komentarzy.

%d bloggers like this: