W programie „Koniec Systemu”, emitowanym na antenie Telewizji Reublika, Dorota Kania ujawniła wstrząsające informacje nt. rektora Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika, prof. Andrzeja Tretyna, który zawiesił prof. Aleksandra Nalaskowskiego za opublikowanie felietonu. 

Po uchyleniu decyzji o zawieszeniu prof. Nalaskowski zabiera głos: Sporo mnie to kosztowało

Prof. Aleksander Nalaskowski został zawieszony 11 września przez rektora UMK w obowiązkach nauczyciela akademickiego na trzy miesiące po wszczęciu przez rzecznika dyscyplinarnego ds. nauczycieli akademickich postępowania wyjaśniającego dotyczącego „sformułowań użytych w artykule prasowym poświęconym osobom o odmiennej orientacji seksualnej”. Po ogłoszeniu informacji o uchyleniu zawieszenia, prof. Nalaskowski stwierdził, że „wszystkich czeka teraz dyskusja o wolności słowa na uniwersytetach”.

Co napisał prof. Nalaskowski, a co zrozumiała opozycja? Ta interpretacja to hit!

Jak wynika z informacji ujawnionych dziś przez red. Dorotę Kanię, przyczyna niechęci Tretyna do reprezentującego konserwatywne poglądy prof. Nalaskowskiego, mogła mieć tło ideologiczne, a w szczególności resortowa historia rodziny rektora Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika.

– Jego ojciec Edward Tretyn był funkcjonariuszem Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego – pracował jako strażnik w Służbie Więziennej. Był także członkiem komunistycznej Polskiej Partii Robotniczej, która podlegała Moskwie. „Politycznie pewny, do nacjonalizmu wrogi, ustosunkowany dobrze”

– poinformowała Dorota Kania.

Podobne informacje na temat współpracy z totalitarnym komunistycznym systemem, można znaleźć także w odniesieniu do innych członków rodziny prof. Andrzeja Tretyna.

Resortową przeszłość rodziny rektora Uniwersytetu im. Mikołaja Kopernika, komentował w programie Doroty Kani „Koniec Systemu” Tadeusz Wolsza.

– W 1945 roku powstała Komisja Specjalna do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym i komisja specjalna w ramach dość dużego zestawu kar, gdzie była kara grzywny, kara utraty majątku dysponowała również karą dwuletniego obozu pracy

– powiedział prof. Wolsza, odnosząc się do informacji, że strażnikiem w obozie specjalnym w Mielęcinie był ojciec Andrzeja Tretyna.

– W Mielęcinie była dawna lokalizacja jednego z obozów niemieckich. To była praktyka stosowana w wielu miejscach w Polsce, kiedy komuniści instalowali własne miejsca odosobnienia, kiedy lokowali ludzi, których podejrzewali o działalność niepodległościową, ale również sporą grupę Niemców, którzy nie zdążyli opuścić Polski

– dodał.

Zdaniem prof. Wolszy, rodzina Tretynów mogła być w pewnym sensie skazana na resortowość.

– Biorąc pod uwagę, że ci państwo najprawdopodobniej mieszkali w Mielęcinie, to może nie byli skazani na resortowość, ale nie jest wykluczone, że to miejsce pracy – czyli położony blisko zamieszkania obóz Komisji Specjalnej do Walki z Nadużyciami i Szkodnictwem Gospodarczym był jedynym miejscem, gdzie można było podjąć pracę

– ocenił prof. Wolsza.