image

W ostatnich dniach (14-15 grudnia) w Lądku Zdroju odbył się IX Nadzwyczajny (bo zimowy) Piknik Prawicy, którego głównym organizatorem jest pan Roman Łambucki. Wzięli w nim udział goście, którzy mieszczą się w bardzo szeroko rozumianej konwencji prawicy a dodatkowo… członkowie sekty Pawła Chojeckiego z Lublina.

Piknik ten jest cykliczną imprezą organizowaną już od kilku dobrych lat. Przewijali się przez niego publicyści, politycy czy działacze związani z szeroko pojmowanym obozem prawicy, od narodowców po konserwatywnych liberałów. W tym roku, w roli prelegentów zaproszeni zostali m.in. Robert Bąkiewicz, szef Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, Dobromir Sośnierz i Krzysztof Tuduj będący posłami Konfederacji… oraz prezes Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni (ROMB) Andrzej Turczyn oraz niejaki Michał Fałek, który przedstawiał się tam jako prezes partii Ruch 11 Listopada, która już kilka miesięcy temu wykreślona została z rejestru partii politycznych w związku z niedostarczeniem do Państwowej Komisji Wyborczej odpowiednich dokumentów odnośnie finansowania owej partii. Przypomnijmy czym jest Ruch 11 Listopada.

Zatrudniony w roli poster-boya czyli wabika do sekty Chojeckiego Marian Kowalski, z dnia na dzień coraz bardziej chciał uchodzić za lidera politycznego. Idąc za zachętami widzów IPP TV, którym codziennie wpierano, iż jedynie członkowie lub współpracownicy tej sekty mogą przyczynić się do realnych mian ustrojowych w Polsce, stworzono partię-wydmuszkę mającą na celu zaspokojenie ambicji Kowalskiego, który koniecznie chciał czemuś “prezesować”. Kowalski, w środowisku KNP/IPP cieszył się szczególnym statusem. Nie tylko otrzymywał od nich 15-18 tysięcy zł miesięcznie, ale był otoczony także opieką i troską mającą zapewnić mu poczucie bycia kimś  ważnym. Gdy zażądał partii, stworzono mu ją. Od początku projekt ten był fasadą, która z jednej strony zaspokajała ambicje Mariana a z drugiej pokazywała wyznawcom sekty, że ta rozwija się, także na płaszczyźnie politycznej. Fanatyczni wyznawcy rzucili się do kupowania gadżetów, flag i plakatów z logo partii, na własną rękę tworzyli jej reklamy, by następnie, oszukani wizją startu w wyborach, pokornie przyjąć ich bojkot i zacząć narzekanie na sstem i „agenturę”, którą im to uniemożliwiła.

Z początkami Ruchu 11 Listopada wiążą się problemy z rejestracją partii i statutowymi nieprawidłowościami (statut sporządzał mecenas Andrzej Turczyn, nadal podający się za jej wiceprezesa). Odrzucany kilkukrotnie wniosek o rejestrację został przedstawiony w myśl stałej linii spiskowej lubelskiej sekty.

W tym miejscu należy przypomnieć, że Marian Kowalski kilkukrotnie kłamał, że partia została zarejestrowana a dokumenty potwierdzające to, ma w posiadaniu. Jednak nigdy ich nie pokazał, podobnie jak wyroku sądu, który rzekomo oddalił wobec niego zarzuty o pobicie w lubelskim klubie Grafitti.

Pan Łambucki oraz niektórzy prelegenci zostali poinformowani o tym, że przy okazji imprezy reklamować się będzie niebezpieczna sekta, kryjąca się za fasadą nieistniejącej partii. Z udziału w imprezie zrezygnował Robert Bąkiewicz, natomiast Dobromir Sośnierz nie widział nic złego we wspólnych występach z członkami antypolskiej grupy argumentując to swoimi libertariańskimi poglądami. Pan Roman Łambucki, jak się okazuje, jest nie tylko działaczem dolnośląskich struktur Konfederacji ale także kolegą i zagorzałym sympatykiem sekty Pawła Chojeckiego.

Nie są dostępne jeszcze pełne zapisy przemówień Fałka i Turczyna, jednak w kolejnych programach uchylili oni rąbka tajemnicy odnośnie ich przekazu oraz potwierdzili to, że sekta wykorzystała tę imprezę jako sposobność uwiarygodnienia się w oczach swoich wyznawców oraz kolejnych ludzi, którzy mogą się na nią nabrać. Wszyscy obserwatorzy sekty doskonale wiedzieli jak zostanie przedstawione to spotkanie, jakie korzyści wyniesie z niego sekta, robiąc przy okazji „wiochę” pozostałym środowiskom biorącym w niej udział. W efekcie tego spotkania sekta dysponuje nagraniami i zdjęciami baneru swojej, podkreślmy to, nieistniejącej partii, obok banerów Konfederacji czy Ruchu Narodowego, dwóch formacji, które są codziennie opluwane w programach Idź Pod Prąd. Udział w Pikniku był prawdziwym prezentem dla sekty w obliczu zbliżającego się procesu sądowego, ponieważ zostanie wykorzystany jako element obrony przed zarzutami o sianie nienawiści.

„Prezes” Fałek w kolejnych programach przyznał, że ich wizyta w Lądku Zdroju była elementem ich kampanii promocyjnej, pod fasadą zwykłego dialogu między środowiskami prawicowymi. Od początku określali oni jego wyjazd tam jako „misję ewangelizacyjną”.

Po powrocie Fałka z „misji” sekciarze nakręcili cały poświecony temu program, w którym potwierdzili wszystkie przypuszczenia obserwatorów tej szkodliwej grupy. Poza wykorzystaniem tego w celu reklamowania się jako jedno z wielu środowisk na polskiej prawicy, wykorzystali to w swojej kampanii stawiania się w roli ofiar. Fałek w rozmowach z posłami Konfederacji domagał się aby ci, złożyli interpelację w sprawie „ataków na tle religijnym”. Chodzi o szemrane akcje sekty mające „odwrócić kota ogonem”. Samych zgromadzonych i ich idee określono mianem ruskiej agentury, Chojecki mówił o nich wprost „towarzysze”. Podkreślono niechęć polskiej prawicy do bezwarunkowego wspierania Stanów Zjednoczonych oraz Izraela.

Fałek wyjaśnił zebranym czego się domagają, co jest warunkiem jakiejkolwiek „współpracy” (czyli zdobycia poparcia nieistniejącej partii złożonej z fanatyków religijnych). Po pierwsze: „rozsądku w kwestii geopolitycznej”, co oznacza bezwarunkowe poparcie dla działań USA na świecie i w Polsce, poparcia wszelkich działań Izraela czy to w Palestynie czy wobec Polski. Po drugie… „do dania nam wolności, protestantom, do naszej wiary, naszych poglądów, krytyki was i waszej hierarchii jeśli jest rzeczywiście za co krytykować, a tego nie ma”. Jednym słowem, bezczelny sekciarz domagał się prawa do bluzgania Polaków i katolików, bo narracja sekty nie ma nic wspólnego w konstruktywną krytyką hierarchii kościelnej a jest wulgarnym, menelskim atakiem na samą religię, jej obrzędy, tradycje i wyznawców, którzy są lżeni przez nich codziennie. Jeśli w ten sposób pojmuje wolność pan Sośnierz, to IPP TV na pewno chętnie kiedyś go ugości.

Przy okazji imprezy, metodą manipulacji oraz wykrzywiania faktów, przedstawiono obraz sekty jako ofiar prześladowań religijnych, szukając wśród zgromadzonych przyznania im racji. Pozostałe środowiska biorące udział w Pikniku zostały jednoznacznie określone mianem środowisk zaprzedanych (Rosji czy komuś tam), bezideowych, którym nie zależy na autentycznej działalności. Na ich tle przedstawiciele sekty mieli rozreklamować swoją organizację jako perełkę w tym gronie i tak konsekwentnie postępowali. W programach IPP spotkanie w Lądku Zdroju wykorzystane zostało jako legitymizacja agresywnych poczynań sekty i przedstawienie jej w roli jedynego w Polsce środowiska autentycznie patriotycznego. Przekaz ten trafił oczywiście do fanatycznych wyznawców sekty, jednak będzie przez nich wykorzystywany także w innych sprawach. Takie zagrywki ze strony IPP nie są niczym nowym. Wykorzystując niewiedzę i niezorientowanie udało im się zaprosić do swojego studia wiele znanych osób np. Wojciecha Sumlińskiego, którego następnie okrzyknięto, a jakże, ruskim agentem.

Jak wynika z relacji Andrzeja Turczyna, Fałek wspominał o najnowszym projekcie / przekręcie Chojeckiego czyli tzw. Lubelskim Uniwersytecie Biblijnym, na który już rozpoczął zmasowaną zbiórkę pieniędzy.

Jeśli chodzi o pana Turczyna to miał on tam wykład pt. „Kultura posiadania broni”. Jak wygląda ona w jego wydaniu obrazuje zdjęcie powyżej. Turczyn, będący fanatycznym wyznawcą sekty Chojeckiego a zarazem prezesem Ruchu Obywatelskiego Miłośników Broni (ROMB), jest osobą nagminnie kompromitującą polskie środowisko strzeleckie a jednocześnie pokazywaną w mediach głównego nurtu jako twarz tego środowiska. Wiele jego występów w IPP sprawiało wrażenie, że występował on pod wpływem alkoholu. Niestety polskie środowisko miłośników broni dość obojętnie podchodzi do tego kto ich reprezentuje.

Przy okazji komentarza do wizyty swojego wysłannika na imprezie, Chojecki po raz kolejny oskarżał liderów dzisiejszej Konfederacji o kontakty z PRLowskimi służbami, a całe ich środowisko przedstawił jako „agentów”. Jedną z ważniejszych rzeczy jakie odnotował Fałek był brak akceptacji i zachwytu dla poczynań USA i Izraela względem Polski. W środowisku KNP / IPP oznacza to tylko jedno: bycie ruską agenturą. Jak wiemy, sekta Chojeckiego jest wspierana przez „chrześcijańskich syjonistów” z USA. Wizytują oni matecznik swojego „kościoła” w Virginii (prawdopodobnie sponsorów sekty), gdzie publicznie opluwają Polskę, Polaków, ich tradycje, kulturę a nawet chęć posiadania własnego zdania jako państwo.

Podsumowaniem spotkania ze strony IPP było to, że obecni na imprezie prelegenci, oprócz wysłanych tam sekciarzy, „żadną prawicą nie są, co najwyżej prawą stroną chlewa” (pisownia oryginalna). Można zrozumieć oczywiście, że dani działacze czy posłowie nie śledzą podobnych szurii, ale z drugiej strony wypada wymagać od nich by, po ostrzeżeniach, zechcieli sprawdzić o co w tym chodzi. Bo jeśli panowie posłowie z ugrupowania, którego liderzy przestrzegają przed „mafiami, służbami i lożami” dają się podchodzić antypolskiej i destrukcyjnej sekcie, to ich wiarygodność spada, a dodatkowo zapewniają alibi grupie o bardzo podejrzanych źródłach finansowania, która codziennie opluwa Polaków, nie wspominając już o katolikach, których miesza z błotem przy każdej okazji tylko z racji tego w co wierzą (tylko z tej racji, choć w reakcjach na, skromne jednak, działania katolików zasłania się właśnie przykładami takimi jak udział jego sekty w podobnych spotkaniach, i twierdzi, że jest to krytyka hierarchii kościelnej).

Niewielką kością niezgody okazała się na tej imprezie sprawa ustawy Just Act 447. Środowisko sekty Chojeckiego od początku, podobnie jak dziś PiS, starało się zbagatelizować tę sprawę, oskarżając wszystkich mówiących o niej o bycie propagatorami „ruskiej narracji”. Fałek przekonywał zebranych na Pikniku, że podpisanie tej ustawy przez Trumpa było „zawinione przez polskie elity” a była to odpowiedź „naszego największego i jedynego sojusznika” na… „odrzucenie przez Polaków sojuszu cywilizacyjnego”.

Pokrótce przypomnijmy co oznacza ten termin w nauczaniach sekty Chojeckiego. Chodzi o to, że „bożym planem” jest aby jak najwięcej amerykańskich żołnierzy zostało zakwaterowanych w Polsce. Ale nie chodzi o same bazy wojskowe. Oni mają przywieźć rodziny, założyć miasta i kościoły protestanckie, które „przyniosą Ewangelię pogańskiej Polsce”. Dosłownie tak wyjaśniał to wielokrotnie Chojecki. Chodzi mu więc o amerykanizację polskiego społeczeństwa, jego całkowitą przebudowę na modłę stworzenia odpowiednika amerykańskiego „pasa biblijnego” charakteryzującego się setkami tysięcy samozwańczych kościołów, oraz całkowite wyparcie się wszelkich narodowych i religijnych tradycji na rzecz celu opisanego powyżej. Każdy sprzeciw wobec tego planu Chojecki uważa za sprzeciw wobec „woli bożej”.

Chojecki z rodziną i najściślejszym kręgiem sekty otwarcie twierdzi, że to właśnie jest ich celem a podczas wizyt w USA publicznie opluwa polskich katolików nazywając ich, najdelikatniej, poganami. Zagrywki sekty mające pokazać, że są oni zdolni do rozmowy ze znienawidzonymi katolikami, są przez nich następnie cynicznie wykorzystywane w doraźnych sprawach (vide sprawa sądowa).

Chojecki i jego sekta posiada rozbudowane kontakty ze środowiskami żydowskich radykałów czy operującymi w Polsce agentami wpływu. Ich współpracownikiem jest Eli Barbur, wieloletni korespondent Gazety Wyborczej a dziś częsty gość IPP TV, Chojecki zna się z podejrzanym ze wszech miar Jonnym Danielsem, do którego zwrócił się o pomoc, gdy postanowiliśmy porozmawiać z mieszkańcami Siennej. Kontakty te rozbudowuje ukraiński Żyd Ivan Belostenko (a także obywatel Izraela po służbie w IDF i z kontaktami w państwie syjonistycznym), który ma dość swobodny dostęp do wielu instytucji i oficjeli powiązanych z żydowskimi organizacjami operującymi w Europie. Fałek w Lądku Zdroju także usiłował przekonywać zebranych, że ustawa 447 nie ma żadnego znaczenia.

Fałek, już w studiu IPP, powiedział, że sondując środowisko polskiej prawicy na Pikniku, stoi przed nimi zadanie wykonania tytanicznej pracy na rzecz przeobrażenia jej. Na jaką modłę to już chyba wiemy. Wszak jego szef, Paweł Chojecki pobiera nauki u „chrześcijańskich syjonistów” z Virginii a całą swoją działalność wzoruje na Jerry’m Falwellu, powiązanym z sektą Moona, założycielu Liberty University i piewcy przyspieszenia przyjścia Mesjasza poprzez wywołanie globalnej wojny atomowej. Wizyta sekciarzy na tej imprezie miała tylko jeden cel: dostarczyć im paliwa do zwodzenia niezorientowanych ludzi. Szkoda, że tak beztrosko podeszli do tego posłowie Konfederacji oraz pokrewni działacze. Ilu „kretów” pokroju pana Łambuckiego jest w lokalnych strukturach, ciężko powiedzieć, jednak z pewnością takie akcje nie służą niczemu. Pan Sośnierz w wywiadzie udzielonym Marcinowi Roli już po pikniku, spytany o obecność tam członków sekty stwierdził, że nic się nie stało, nie było incydentów, wszystko jest ok. Czego się spodziewał pan poseł? Nie wiadomo, ale taka beztroska jednak nie przystoi bo w tym przypadku widzimy, że dają się podejść obnażonej już w dużej części, destrukcyjnej sekcie, która każdego dnia wulgarnie atakuje polski naród i jego wartości.

Chojecki w kilku programach dotyczących sfingowanego „ataku” na samochód jego wspólnika Radosława Kopcia, narzekał, że katolicy atakują ich fizycznie (żadne z opisywanych i powtarzanych przez niego zajść nie miało nigdy na tyle solidnego umocowania w faktach by wszczęte zostały w tych sprawach postępowania) zamiast rozmawiać. Wzywał do „debaty”. Sekta Chojeckiego znana jest ze ścisłego cenzurowania swoich kanałów na You Tube, wszelkie nieprzychylne komentarze są natychmiast kasowane a autorzy blokowani. Sam Chojecki naprzykrza się kilka razy w tygodniu lubelskim policjantom, domagając się ścigania autorów niepochlebnych wpisów w Internecie, jednak znając moje dane, do tej pory nie załatwił sprawy naszej wizyty w Siennej, w związku z którą pomawia mnie i moich kolegów o przestępstwa, co zostanie wkrótce poruszone na odpowiedniej drodze. Metodą sekty jest robienie wielkiego zamieszania wokół „ataków” na nich, do których co chwilę jej guru, dodaje kolejne, „szokujące” rewelacje jak groźby śmierci, spalenia ich siedziby, gwałtów na córkach itp. Łatwość z jaką rzuca poważne oskarżenia także w końcu spotka się z odpowiednią reakcją.

Z podobną misją do Lądka Zdroju wysłany został Fałek. Przedstawił on tam wymyśloną wersję zdarzeń a następnie stwierdził, że zamiast debaty ktoś atakuje ich fizycznie, potem zaś, domagał się wyniesienia na forum sejmowe sprawy porysowanego na parkingu samochodu.

Sekta Chojeckiego stosuje także szereg chwytów propagandowych, w tym takich najniższego lotu. Program poświęcony omawianiu Pikniku Prawicy zatytułowała „Czy Ruch 11 Listopada poprze Konfederację?”. Na grafice promującej program znalazł się logo nieistniejącej, sekciarskiej partii oraz Konfederacji. Zabieg ten miał dwa cele. Jednym było wprowadzenie w błąd niezorientowanych odbiorców, oraz przyciągnięcie ich uwagi do „partii” i sekty o której mogli wcześniej nie słyszeć, a z których można wyłowić kilka osób. Ta forma manipulacji nie jest niczym nowym w medialnym świecie. W amerykańskiej, mocno upolitycznionej polisie korporacji medialnych odnośnie zwalczania dezinformacji stanowi jeden z punktów czyli „wprowadzanie odbiorcy w błąd poprzez tytuł sugerujący coś innego niż zawarte jest w treści newsa”. To tak dla wyszczególnienia metod stosowanych przez sektę, która niemal każdego dnia produkuje masę tzw. „fake newsów” mających nagiąć rzeczywistość do ich wizji. W Lądku Zdroju Fałek posunął się do zastosowania „straszaka” i „knebla” mówiąc, że obawiają się oni katolickiej Polski, o której krzyczą narodowcy, ponieważ pewnie zostali by spaleni na stosie. Jest to zabieg podobny stosowanego przez środowiska i organizacje żydowskie, tam mowa jest o przeróżnych pogromach oraz, oczywiście, tzw. holocauście. Na podobnej zasadzie operuje sekta Chojeckiego gdy pali jej się grunt pod nogami, jednak nawet prezentując się w roli ofiar nie rezygnują oni z pogardliwych komentarzy wobec innowierców, szczególnie znienawidzonych katolików.

Zmanipulowani i sfanatyzowani odbiorcy IPP w komentarzach dawali wyraz swojej ulgi, wystraszeni tytułem pomyśleli, że partia-wydmuszka, której gadżety kupowali od miesięcy, ugada się z „ruską agenturą” z Konfederacji. Gdybyśmy mieli o tym fantazjować, to wiemy, że żadna z form organizacyjnych zarządzanych przez Chojeckiego, nie może wchodzić w żadne szersze kontakty ze światem zewnętrznym, tym bardziej, nawet marginalna, partia polityczna, gdyż wiązało by się to z możliwością publicznej konfrontacji z ich przeciwnikami a to oznaczało by totalną kompromitację. Oczywiście nikt rozsądny, po sprawdzeniu ich działalności, nie zdecydowałby się na jakiekolwiek konszachty z nimi, ale takie zagrania są w IPP normą.

Najsmutniejszym jest fakt, że w uwiarygodnianiu niebezpiecznej sekty wzięli udział posłowie a z racji spokojnego przebiegu tegoż spotkania (nikt chyba nie spodziewał się, że będą tam jakieś ekscesy a taka prezentacja sekty ma na celu budowanie jej pozytywnego wizerunku), nie zauważyli nic złego w tym jakiej grupie dali paliwo do dalszej, szkodliwej działalności. Byłoby naprawdę miło gdyby ludzie, a zwłaszcza reprezentanci ludu, zadali sobie trud sprawdzenia z kim występują.

idzpanstad