„Uważamy, że popełniają błąd” – mówili polscy aktywiści klimatyczni, którzy wraz z towarzyszami z innych państw protestowali dziś przeciwko likwidacji elektrowni atomowej w Philippsburgu, w Badenii-Wirtembergii. Zdaniem działaczy znad Wisły Niemcy przejawiają niezrozumiałe lęki przed energetyką jądrową.

Udział polskich aktywistów w protestach klimatycznych na terytorium Niemiec nie jest nowym zjawiskiem. W ostatnich latach uczestniczyli w wielu akcjach wymierzonych w kopalnie odkrywkowe węgla, głównie na terenie byłego NRD. Tym razem jednak wydarzenie zyskało wyjątkowy rozgłos, gdyż sprawa elektrowni w Philippsburgu podzieliła również samą społeczność niemieckiego landu.

Elektrownia atomowa Philippsburg 2, która zapewnia 13 proc. energii elektrycznej w Badenii-Wirtembergii, według rządowych planów, ma dokonać żywota w sylwestra. Jest to przedostatni tego typu obiekt w kraju związkowym. Po jej wyłączeniu mieszkańcy land będzie dotknięty problemem deficytu energii elektrycznej, w związku z czym będzie zmuszony do importu, m.in. z Francji, która większość swojego prądu produkuje w…siłowniach jądrowych.

Pod elektrownią protestował dziś tłum aktywistów, z których największą grupę stanowili Polacy. Działacze wskazywali na bezsens zaplanowanego przedsięwzięcia i wezwali władze federalne do porzucenia pomysłu.

– Po zamknięciu elektrowni jądrowej pojawia się konieczność uzupełnienia energii. Najczęściej uzupełnia się ją paliwami kopalnymi, a tylko częściowo odnawialnymi źródłami energii. To jest naprawdę historyczna chwila. Od tego, jak potoczy się sytuacja, jak do tego podejdzie rząd Niemiec i społeczność międzynarodowa, zależy nasz wspólny los. Jeśli świat podąży drogą zamykania atomu, będzie to poważny błąd, ponieważ stracimy możliwość dekarbonizacji – powiedział jeden z założycieli organizacji FOTA4Climate Andrzej Gąsiorowski.

Zamykana elektrownia była potężnym zakładem. Była w stanie wyprodukować ilość energii zbliżoną do tej, którą generują wszystkie wiatrowe turbiny należące do systemu duńskiego.

Dlaczego więc Niemcy zostały dotknięte antyatomową paranoją?

Szef niemieckiego urzędu zajmującego się utylizacją odpadów atomowych (BfE) Wolfram Koenig wyjaśnił w rozmowie z mediami, że chodzi o lęk przed powtórką ze słynnych katastrof. „Po katastrofach w Czarnobylu i Fukushimie wyciągnięto właściwe wnioski. Energia jądrowa rodzi kluczowe pytania dotyczące bezpieczeństwa. Elektrownie generują też substancje wysokiego ryzyka, które są podstawą do budowy broni jądrowej” – przekonywał.

Czy Republika Federalna jest zatem pariasem, jeśli chodzi o politykę energetyczną? Niekoniecznie. Przywoływany przez prawicowe media w Polsce przypadek otwarcia nowej elektrowni węglowej Datteln 4 jest jednostkowym przypadkiem, zresztą zakład ten został pomyślany na etap przejściowy i zakończy działanie przed rokiem 2035.

Na co zatem stawiają Niemcy w energetyce? Zgodnie z przyjętymi w październiku br. projektami ustaw do 2030 roku Niemcy mają emitować o 55 proc. mniej gazów cieplarnianych niż w roku 1990. Do 2050 roku RFN ma stać się „neutralna klimatycznie”, czyli osiągnąć zerowe emisje netto. Strategia rządu ma skupić się na rozwoju pozyskiwania energii ze źródeł odnawialnych (słonecznej, wiatrowej lub z biomasy), których udział w miksie energetycznym musi wzrosnąć do 65 proc. w 2030 roku. Niemiecki rząd w ramach programu ochrony klimatu zwiększy również dopłaty przy zakupie samochodów elektrycznych oraz podniesie od 2023 roku opłaty drogowe dla ciężarówek. Na finansowe wsparcie mogą natomiast liczyć koleje Deutsche Bahn.

strajk.eu