Stefan Michnik. Fot. Wikipedia

Stefan Michnik. Fot. Wikipedia

90-letni Stefan Michnik, którego wydania odmówił wczoraj szwedzki sąd, dożywa starości w jednym z domów opieki w Goeteborgu. „Sądziłem, że służyłem swojemu krajowi” – to słowa z jego ostatniej rozmowy ze szwedzkim dziennikarzem.

W relacji opublikowanej na jednej ze szwedzkich stron internetowych z okazji „dnia otwartego domu opieki” można wnioskować, że Michnik jest zadowolony z warunków życia. Z artykułu, podkreślającego wyjątkowość tego przybytku z uwagi na możliwość kultywacji tradycji judaistycznych, wynika, że szczególnie ceni on sobie spotkania z innymi pensjonariuszami „przy kawie i domowych bułeczkach”.

Stefan Michnik od lat nie wypowiada się w szwedzkich mediach. Ostatni raz udzielił wywiadu gazecie „Dagens Nyheter” w 1999 roku. „Sądziłem, że służyłem swojemu krajowi” – mówił Michnik o swojej roli stalinowskiego sędziego w tajnych procesach w latach 50.

Jak napisała wówczas gazeta „Dagens Nyheter”, Michnik przebywa na emeryturze. Wcześniej pracował jako bibliotekarz na Uniwersytecie w Uppsali, mieszkał w domu jednorodzinnym w Storvreta pod Uppsalą.

Do Szwecji trafił wraz z grupą 2,5 tys. migrantów z Polski po wydarzeniach marcowych 1968 roku. W „Dagens Nyheter” Michnik opowiadał, że będąc w ośrodku przejściowym dla uchodźców we Włoszech starał się o możliwość wyjazdu do USA. Nie uzyskał pozwolenia, jak sądził, z powodu swojej komunistycznej przeszłości.

„Wchodziła więc w grę Szwecja albo Izrael. Nie wiele wiedząc o tym kraju (Szwecji) tu przyjechałem” – mówił Michnik.

W połowie października b.r. Wojskowy Sąd Okręgowy w Warszawie uwzględnił wniosek prokuratora z Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. Wydał za Michnikiem Europejski Nakaz Aresztowania (ENA). Sąd Rejonowy w Goeteborgu nie zgodził się jednak na wydanie zbrodniarza. Powołał się m.in. na jego szwedzkie obywatelstwo i rzekome „przedawnienie” przestępstw.

Źródło: PAP