Od wczoraj miało zginąć co najmniej 80 osób – 51 dżihadystów i 30 Syryjczyków – w bitwie o Idlib, północno-zachodnią prowincję Syrii okupowaną przez resztki radykalnych organizacji islamskich zebrane tu z całego kraju, pod wodzą Al-Kaidy (HTS). Żołnierzy syryjskich wspomaga rosyjskie lotnictwo. Od razu wzmogła się fala cywilnych uchodźców uciekających na północ, w kierunku granicy tureckiej.

Al-Asad na froncie w Idlibie, 2019. sana

„Setki rakiet spadły wczoraj na Maarat al-Nomene. Jest bardzo źle” – mówił dziennikarzom jeden z uciekinierów z liczną rodziną, odpoczywającą na noc w polu. Miejscowość jest w rękach świetnie uzbrojonych dżihadystów, ale Syryjczycy nie ustępują, próbują wyzwolić miejscowość i region, zamieszkały przez ok. 3 miliony ludzi. W sierpniu doszło do zawieszenia broni na froncie, ale walki nie przestały się tlić albo regularnie wybuchały.

W październiku żołnierzy na froncie odwiedził prezydent Baszar al-Asad, by wyjaśniać jak kluczowe jest wyzwolenie tego ostatniego kawałka kraju jeszcze w rękach pronatowskich dżihadystów. Asad wyraził pogardę dla Turcji, która wspomaga dżihad w Idlibie i okupuje części kraju na północy (kurdyjską Rożawę). Oprócz Al-Kaidy okupującej Idlib i Turków, Syrię okupują jeszcze Izraelczycy i Amerykanie, na południu i wschodzie. Wojna w tym kraju trwa już od dziewięciu lat.

Prezydent al-Asad udzielił wywiadu włoskiej telewizji RAI, w którym tłumaczył sytuację w Idlibie. Najbardziej oskarżał Francuzów, wśród państw NATO, którzy zbroili dżihadystów od pierwszego dnia wojny, ale dostało się i innym. RAI miała puścić wywiad na początku grudnia, ale w końcu zdjęła go z programu, co odbiło się szerokim echem. Zdaniem syryjskiego rządu, gdyby nie udział Zachodu, nie byłoby wojny w Syrii.

strajk.eu