14 grudnia w życie weszło unijne prawo, które ogranicza możliwość wwożenia owoców, warzyw, nasion i kwiatów na teren Unii Europejskiej z krajów trzecich.

Wcześniej prawo pozwalało przywozić zza granicy:

  • do 5 kg świeżych owoców lub warzyw,
  • 50 sztuk ciętych roślin ozdobnych (np.: kwiaty i zieleń do dekoracji),
  • 1 drzewko choinkowe (cięte),
  • 5 sztuk części roślin iglastych (np.: szyszek).

Zabroniony był przywóz jakichkolwiek materiałów, które służą do sadzenia i wyhodowania roślin. Jak czytamy w serwisie Państwowej Inspekcji Ochrony Roślin i Nasiennictwa, tzw. rośliny przeznaczone do sadzenia to nasiona, cebule, bulwy czy kłącza, a także sadzonki, drzewka czy krzewy. Mowa także o roślinach doniczkowych: storczykach, kaktusach czy roślinach owadożernych. Zakaz przywozu takich roślin do Polski dotyczył i dotyczy zarówno roślin pochodzących z uprawy, czyli kupionych na przykład w centrum ogrodniczym, jak i pozyskanych w naturze.

Już wcześniej obowiązywał całkowity zakaz przywozu ziemniaków, ziemi (gleby) i podłoży uprawowych. Zwraca się także szczególną uwagę na przywóz surowego drewna i kory, gdyż wiele gatunków tego materiału podlega ograniczeniom, jak przykładowo drewno i kora z drzew iglastych spoza Europy (np. z Kazachstanu, Rosji, Turcji).

ZOBACZ RÓWNIEŻ: Pamiątki z wakacji. Czego lepiej nie przywozić ze sobą z wojaży po świecie

Jakie owoce i warzywa można obecnie wwozić spoza terenów Unii Europejskiej?

W związku z wejściem w życia nowych przepisów Rozporządzeń Parlamentu Europejskiego turyści na teren UE wwieźć mogą tylko: ananasy, kokosy, duriany, banany i daktyle.

– Nie jestem specjalnie zaskoczony wprowadzeniem tego prawa – mówi w rozmowie z Onet Podróże Patryk Motyka, biotechnolog i dziennikarz naukowy Onetu. – Podobnych restrykcji od wielu lat muszą przestrzegać obywatele innych państw – np. do Australii nie wwieziemy żadnych owoców czy warzyw. Wszystko przez bardzo endemiczny skład tamtejszej flory i fauny, który naprawdę mógłby być zagrożony przez znajdujące się na żywności organizmy chorobotwórcze czy szkodniki – tłumaczy Patryk Motyka.

Czy nowelizacja była potrzebna?

Jak wyjaśnia Motyka, z jednej strony nowelizacja w jakimś stopniu ogranicza ryzyko migracji nowych chorób naszej rodzimej flory i fauny, z drugiej jednak daleko jej do ideału. Okazuje się bowiem, że możemy spokojnie przewozić nawet najbardziej nietypową żywność z drugiego krańca Unii, gdzie, jak wiadomo, występują zupełnie inne szkodniki, które u nas mogłyby mieć raj poprzez brak naturalnego wroga.

Co kryje się w owocach i warzywach? – Największym zagrożeniem są różnego rodzaju gatunki grzybów. Te bowiem, w początkowym stadium rozwoju, są zupełnie niewidoczne dla ludzkiego oka. Grzyby mają dobre zdolności adaptacyjne, do tego są odporne na dużą część środków ochrony roślin – to potencjalnie może doprowadzić do klęski w rodzimych uprawach. Historia zna takie przypadki. Innym niebezpieczeństwem jest przewiezienie obcego owada – ich larwy również bywają bardzo niebezpiecznymi szkodnikami roślin, do tego zagrażają rodzimym gatunkom poprzez konkurencję – wyjaśnia Patryk Motyka.

Ograniczenia dla turystów na świecie

– Na przykład na Hawaje nie wolno przewozić żadnych owoców czy warzyw (czy kwiatów). Jedna z kontroli bezpieczeństwa poświęcona jest tylko wyszukiwaniu tego typu produktów. Za przemyt banana grożą poważne konsekwencje – jakkolwiek śmiesznie to brzmi – tłumaczy Eryk Kłopotowski. Jak wyjaśnia ekspert rynku lotniczego, podobnie jest w innych miejscach na świecie. – Lądując w niektórych krajach, musimy jasno zadeklarować, czy w ostatnim czasie mieliśmy styczność z danymi zwierzętami i nie odwiedzaliśmy żadnych upraw – mówi Kłopotowski.

Podobna sytuacja czeka pasażerów na Seszelach. Poza odpowiednimi restrykcjami, przez kabinę może przejść personel pokładowy, który przeprowadzi bezpieczną dla podróżnych dezynfekcje kabiny. – Myślę, że ze względu na rosnąca liczbę podróżnych podobne ograniczenia będą wprowadzane coraz częściej i nie będą dotyczyć tylko produktów rolniczych. Dużym problemem jest także kwestia przenoszenia chorób zakaźnych, na które narażeni są ludzie. Przykładem tego mogą być kraje azjatyckie. Po wyładowaniu na niektórych lotniskach (zwłaszcza w okresach epidemii) z pewnością spotkamy ludzi, którzy będą badali temperaturę ciała przylatujących podróżnych i sprawdzali ogólny stan zdrowia. W przypadku wątpliwości pasażerowie, którzy są chorzy, poddawani zostają badaniom, a nawet kwarantannie – wyjaśnia ekspert.

zrodlo;onet.pl