Prof. Witold Modzelewski. Foto: PAP/Bartłomiej Zborowski
Prof. Witold Modzelewski. Foto: PAP/Bartłomiej Zborowski

Prof. Witold Modzelewski, członek Narodowej Rady Rozwoju przy prezydencie w ostrych słowach opisuje politykę zagraniczną prowadzoną przez rząd. Zwraca uwagę na bezmyślność a także krytykuje przedstawianie „putinowskiej Rosji” jako „demona”.

Prof. Witold Modzelewski nie stroni od krytycznych uwag, mimo bycia bliskim współpracownikiem prezydenta Andrzeja Dudy. W książce „Polska – Rosja. Rok 1919 – refleksje na minione stulecie” w ostrych słowach rozprawia się z poddańczą polityką zagraniczną prowadzoną przez rząd PiS.

– Upokorzeni i sponiewierani chamstwem „partnerów strategicznych”, którzy skwapliwie wykorzystują nasze polityczne osamotnienie i programową wrogość wobec Rosji, na długo wycofujemy się z udziału w „światowej” polityce. (…) Amerykanie w ciągu kilku dni roztrwonili zgromadzony przez poprzednie sto lat w Polsce kapitał sympatii. Wiemy przecież, że są prostakami – pisze prof. Witold Modzelewski w kontekście amerykańsko-izraelskiej konferencji wojennej w Warszawie.

Zwraca też uwagę na „miliardowe kwoty”, które wydawane są na zakupy zbrojeniowe od amerykańskich producentów.

– Jak zawsze wyszliśmy na idiotów, bo płacimy miliardowe kwoty za jakiś amerykański demobil, a oni z reguły poniżają swoich petentów – ocenia prof. Modzelewski.

Dostało się też „sojusznikowi” izraelskiemu. – Po to leją nas po pysku, abyśmy odpłacili im tym samym, a oni natychmiast będą wrzeszczeć o „polskim antysemityzmie”, który – jak powszechnie wiadomo – „wyssaliśmy z mlekiem matki” – stwierdza.

Warszawa-Kreml

Najwięcej uwagi poświęcono jednak relacjom z Rosją.

– Prawdopodobnie również teraz są tacy, co robią interesy na naszej głupocie, zwłaszcza strasząc nas jakimś „zagrożeniem”. Wiemy, kto robi za demona – jest to „Putinowska Rosja”. Ona nam „zagraża”, musimy więc się zbroić, ale już nie możemy sami wyprodukować nowej broni. Musimy ją kupić od naszych wypróbowanych przyjaciół (przyjaźń przecież wymaga poświęceń). Ciekawe, którzy politycy naprawdę są opętani strachem przed Rosją, a którzy boją się nie za darmo? – pyta słusznie profesor Modzelewski.

Skomentował też polskie protesty przeciwko aneksji Krymu przez Rosję.

 Skoro jednak nie protestowaliśmy wówczas przeciwko zmianie granic w Europie, bo „zjednoczenie Niemiec” dało właśnie początek nowej, postzimnowojennej historii tego regionu świata, to nie miejmy złudzeń: zmian tych będzie więcej (…). Nasze protesty przeciwko „aneksji Krymu”, której rządy polskie „nigdy nie uznają”, są żałosne i przypominają skargę oszukanego dziecka – daliśmy wyprowadzić się w pole i jest nam z tym bardzo źle – ocenia prof. Witold Modzelewski.

Trudny orzech do zgryzienia dla PiS

Tezy prof. Modzelewskiego to istna pułapka dla miłośników PiS i tropicieli słynnej już „ruskiej agentury w Polszy”. Czy profesor Modzelewski wygłaszając te tezy jest „ruską onucą”? Jeśli tak, czy nie jest nim także prezydent Andrzej Duda, zaś utrzymanie go na stanowisku w najbliższych wyborach to realizacja interesów Kremla?

A jeśli nie jest „ruską onucą”, to czy oskarżana co i raz o agenturalność Konfederacja nie jest opcją lepszą? W końcu politycy zarówno z Ruchu Narodowego jak i partii Wolność tego typu tezy podnoszą od lat. I to na ich podstawie właśnie są oskarżani o „ruskoagentyzm”.

Dominik Cwikła

Źródła: gazetaprawna.pl/nczas.com