George Soros. Foto: PAP/APA

George Soros. Foto: PAP/APA

Charles Koch jest uważany za konserwatystę, chociaż jest przeciwnikiem Donalda Trumpa. George Soros to „ojciec chrzestny” libertyńskiej lewicy. Być może dlatego ich wspólny think tank tak intryguje obserwatorów.

Chodzi o think tank pod nazwą „Quincy Institute”. Ma on pracować nad zasadami „odpowiedzialnej polityki”. Jego siedziba mieści się niedaleko Białego Domu. Ma promować „idee, które odsuną amerykańską politykę zagraniczną od niekończących się wojen w kierunku energicznej dyplomacji, dążącej do pokoju międzynarodowego”.

Jego celem jest promowanie pomysłów na zakończenie amerykańskiego zaangażowania w „niekończące się wojny” i „położenie podwalin pod nową politykę zagraniczną skoncentrowaną na zaangażowaniu dyplomatycznym i kontroli wojskowej”. Pierwsze pieniądze w listopadzie wpłaciły nań Open Society Sorosa i Fundacja Kocha.

Think tank otrzymał nazwę na cześć prezydenta USA Johna Quincy Adamsa (pierwsza połowa XIX wieku). Prezesem został Andrew J. Bacevich, profesor stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Bostońskim, nieprzejednany krytyk wojny w Iraku. Tłumaczy to fakt, że jego syn Andrew J. Bacevich został zabity w Iraku 13 maja 2007 podczas samobójczego ataku terrorystycznego.

Ten antywojenny i pacyfistyczny think-tank wybrał na patrona prezydenta Johna Quincy’ego Adamsa, zwolennika izolacjonizmu USA.

To, że George Soros, który od dziesięcioleci finansuje wszelkiego rodzaju lewicowe inicjatywy i potępia militaryzm amerykański, został tu sponsorem, specjalnie nie dziwi. Ciekawsze są motywy Charlesa Kocha, ale i ten miliarder został uwiedziony walką o klimat, czy ideami antyglobalizmu. Stał się też zwolennikiem izolacjonizmu Stanów Zjednoczonych i pacyfizmu.

Instytut chciałby połączyć zwolenników wycofania się USA z roli żandarma świata „ponad podziałami politycznymi na prawicę i lewicę”. Krytykuje polityką Waszyngtonu w Iraku, Syrii i Afganistanie.

Powołany think-tank ma wspomagać prace kilkudziesięciu ekspertów, którzy opracują nowe zasady polityki międzynarodowej promujące „pokój i działania dyplomatyczne”. Krytycy mówią o „dziwacznym łączeniu lewicy i prawicy” na na bazie izolacjonizmu i niechęci do angażowania się USA na świecie.

Źródło: Le Point