Dzieci i tęczowa indoktrynacja/Obrazek ilustracyjny/Fot. Pixabay

Dzieci i tęczowa indoktrynacja/Obrazek ilustracyjny/Fot. Pixabay

Unia postanowiła zapewnić Polakom kolejne „dobrodziejstwo”. Unijne programy, dzięki którym uczniowie uczęszczają na dodatkowe zajęcia, zostały obwarowane postępowymi warunkami. Nauczyciel prowadzący takie lekcje będzie musiał podpisać zobowiązanie do szerzenia ideologii gender.

Unijne granty edukacyjne będą przyznawane tylko po podpisaniu „lojalki” – alarmuje „Nasz Dziennik”. Pod płaszczykiem bezpłatnej edukacji, uczniowie będą indoktrynowani pod sześciobarwnym sztandarem. Co kuriozalne, dotyczy to np. lekcji matematyki, zajęć z logopedą, czy języka polskiego.

Nauczyciele dostają dodatkową zapłatę za prowadzenie takich lekcji. W zamian muszą podpisać kilka oświadczeń – w tym zobowiązać się do „przekazywania uczniom niestereotypowej wiedzy oraz pokazania szerokiego, niezależnego od płci, spektrum możliwych wyborów życiowych”.

To oświadczenie wprost odwołuje się do ideologii gender. – Mogłam prowadzić z moimi uczniami zajęcia matematyczne, ale wymagano ode mnie zobowiązania, które kłóci się z moimi przekonaniami. Nie jestem zwolennikiem indoktrynowania dzieci ideologią gender – mówiła w rozmowie z „Naszym Dziennikiem” nauczycielka z jednej z wrocławskich szkół.

Kobieta odmówiła podpisania genderowego zobowiązania. Razem z nią zaprotestowało jeszcze kilku nauczycieli z tej placówki.

Do sprawy unijnych grantów, przyznawanych za szerzenie ideologii gender, odniosła się małopolska kurator oświaty, Barbara Nowak. – To oświadczenie jest namawianiem nauczycieli do łamania prawa – oceniła.

Źródło: Nasz Dziennik