MARCIN SZYMAŃSKI

Baza amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Redzikowie, jedna z najbardziej prestiżowych inwestycji USA w polskie bezpieczeństwo, miała zacząć funkcjonować rok temu. Nadal nie wiadomo, kiedy rozpocznie swoją misję, ale nie będzie to prędko.

Baza amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Redzikowie, jedna z najbardziej prestiżowych inwestycji USA w polskie bezpieczeństwo, miała zacząć funkcjonować rok temu. Nadal nie wiadomo, kiedy rozpocznie swoją misję, ale nie będzie to prędko. Foto: AFP

Ceremonia rozpoczęcia budowy bazy w Redzikowie, maj 2016 r. Od lewej zastępca sekretarza obrony USA Bob Work (L) oraz ówcześni szefowie polskiego MON-u Antoni Macierewicz oraz MSZ-u Witold Waszczykowski

Według branżowego wojskowego serwisu Stars & Stripes budowa bazy w Redzikowie jest opóźniona co najmniej o dwa lata. Rzecznik amerykańskiej Agencji Obrony Przeciwrakietowej, instytucji Pentagonu odpowiadającej za budowę tarczy, potwierdził serwisowi, że to opóźnienie może się jeszcze zwiększyć.

Rzecznik, Mark Wright, twierdzi, że baza w Redzikowie jest zbudowana jest w 85 proc. (zobacz, jak wygląda). Pozostało więc jeszcze 15 proc. budowy plus długi okres testowania wszystkich systemów bazy. Kiedy budowa bazy ruszała w maju 2016 r., Amerykanie planowali jej otwarcie na grudzień 2018 r.

John Wood Group, szkocka firma budująca bazę na zlecenie Pentagonu, jest bez przerwy karana za opóźnienia. Kontrakt na budowę bazy opiewał na 186 mln dol. Teraz Amerykanie są zmuszeni do poszukiwania kolejnych 90 mln na dokończenie projektu.

Firma mogła dorobić 12 mln dol. premii za dokończenie budowy w terminie. Do tej pory z powodu opóźnień firma straciła już 11,7 mln dol. z tej kwoty.

Baza w Redzikowie ma być elementem systemu Aegis Ashore, którego część została już otwarta w Deveselu w Rumunii. Celem jej istnienia jest m.in. eliminowanie zagrożeń w postaci ataków rakietowych z terenów Iranu, ale również ochrona przed rosyjskimi pociskami balistycznymi.

Polska poligonem jądrowym USA

Zmodernizowane wyrzutnie MK-41 w bazach Aegis Ashore z antyrakietami SM-3 obecnie znajdują się w Deveselu w Rumunii, a w przyszłości znajdą się także w Redzikowie koło Słupska, są rozmieszczane jako elementy systemu obrony przeciwrakietowej Aegis BMS w Europie. Ale wyrzutnie te mogą zostać użyte także do odpalania uzbrojonych w głowice jądrowe pocisków manewrujących Tomahawk.

Polska i Rumunia, rozmieszczając na swoim terytorium elementy tarczy antyrakietowej, systemów startowych, które realnie wymierzone przeciwko Rosji. Takie działanie jest destabilizujące i jest niebezpieczne. Państwa automatycznie stają się celami Rosji.

Ofiarami wzmocnienia obecności amerykańskiej w pobliżu granic Rosji będą, rzecz jasna, te kraje, które najgłośniej się jej domagają. Kraje wschodnioeuropejskie, szczególnie Polska i państwa bałtyckie, wierzą w nuklearne zagrożenie ze strony Moskwy i zachęcają NATO do nowych zbrojeń.

Nie zatrzymują się jednak nad podstawowym, wydawać by się mogło, zagadnieniem: czy w interesie Polski i jej bezpieczeństwa jest branie udziału w zimnowojennej grze Waszyngtonu?

NA PODSTAWIE: ONET.PL / STRIPES.COM