Nie jest więc dla mnie ważny kolor skóry czy pochodzenie etniczne. Oczywiście ogólnie rzecz biorąc. Dlaczego?

Kiedy słyszę, jak ktoś mówi, że on i jego naród jest uciskany, że jego grupa etniczna jest pokrzywdzona, że wszystko złe na świecie dzieje się z określonego powodu przeciwko niemu, to zawsze w takich przypadkach otwiera mi się pewna klapka w moim umyśle. Dlaczego? Otóż jest w psychologii pewien mechanizm o nazwie “projekcja”. Polega on na tym, że im bardziej ktoś próbuje ukryć i przenieść swoją winę za jakieś czyny na kogoś innego i tym samym oddalić tą winę od siebie, tym bardziej w tle pokazuje jak bardzo sam jest winny.

W tym kontekście, to co już od jakiegoś czasu zagościło na naszej scenie politycznej, a konkretnie to co wyczynia obecny rząd Izraela i niektórzy jego politycy, nie tylko wydaje mi się jakąś szopką. Myślę wręcz, że sprawa może być nieco głębsza i może mieć tzw. drugie dno albo nawet jeszcze kilka warstw. Gdy więc patrzę na twarz Jonnego Danielsa, to mam dwa skojarzenia. Pierwsze, to niewinna buzia pastuszka. Sam kiedyś wypasałem krowy, więc umiem poznać. A drugie spostrzeżenie, że dosłużył się stopnia sierżanta, a i Hitler i Wałęsa byli kapralami, więc zawsze to jakiś awans w hierarchii i potraktowali nas Polaków z większymi honorami przydzielając kogoś takiego. No jaki zaszczyt, prawda?!

Pomijam fakt, że to, jak się zachowują i władze Izraela i jego przedstawiciele tego państwa, i tenże Jonny Daniels, nijak się ma do prawdziwej wiary Mojżeszowej, nijak to się ma do niby głoszonej prawdy i do idei narodu wybranego. Według Danielsa Polacy kolaborowali z Niemcami tylko dla chęci zysku, a Żydzi z chęci przetrwania. Co za typ. Zachowania przedstawicieli ze świata polityki Izraela, Światowego Kongresu Żydów, ostatnio też Stowarzyszenia Żydów Polskich, ustawionych dziennikarzy i jeszcze kilku środowisk, nasuwają mi taką myśl o całej tej zgrai. W moim odczuciu jest to, jak już wspomniałem, zgraja. Ta myśl podkreśla, że jest to zgraja zakompleksionych egoistycznych i egocentrycznych narcyzów z przewlekłym zespołem niedopieszczenia, za wszelką cenę próbujących uwagę całego świata skupić na ich malutkich czubkach wielkich nosów. Cała ta sytuacja przypomina mi czasy Chmielnickiego na Ukrainie, gdzie tam właśnie wśród chłopów i grup społecznych o niższym pochodzeniu, jedynym elementem przewagi były siła fizyczna i władza. Gdzie jedynym elementem przywołania do porządku było wyjęcie bata i przyłożenie nim po tyłku albo po grzbiecie. Tak i w tym przypadku, wydaje mi się to jedyną trafną diagnozą i metodą rozwiązania problemu. Podobnie jak w pruskiej szkole przełożenie kijem przez grzbiet jako “zachęta” do nauki. Dla Izraelczyka i żołnierza, rozkaz to rozkaz i prawo to prawo. Muszą więc słuchać. Tylko, czy czasem co poniektórzy nie urwali się komuś z łańcucha i nie uskuteczniają samowoli?

Oświadczenie Jonnego Danielska, że „My, Żydzi musimy uznać polskie cierpienie …”, włożyłbym do tych samych kategorii, co obietnice wyborcze PO i Nowoczesnej. Sierżant czy kapral, co za różnica. I tak nic nie zrozumiał. Zresztą podobne odczucia mam co do słów niemieckiej kanclerz podczas ostatniej wizyty w Auschwitz-Birkenau, w których oficjalnie przyznała, że był to niemiecki obóz koncentracyjny i Niemcy mordowali w nim i Polaków etnicznych i Polaków żydowskiego pochodzenia. Między bajki na razie bym to włożył, chociaż jest to niewątpliwy sukces polskiego rządu i polskiej dyplomacji. Pierwszy raz po II wojnie światowej coś takiego miało miejsce. To w kolejce czeka jeszcze Jedwabne i myślę, że kolejną wizytę Pani Kanclerze powinna złożyć właśnie w Jedwabnem i tam powiedzieć to samo, że to Niemcy wymordowali tam Polaków żydowskiego pochodzenia.

Rola matki w wychowaniu w tamtych kulturach jest bardzo, ale to bardzo ograniczona. A nawet zwykłe głaskanie dziecka po główce zapewnia całą masę potrzeb emocjonalnych. Nasunęło mi to dodatkowo takie skojarzenie, że może dlatego zarówno Izraelczycy jak i obywatele krajów, gdzie głównym wyznaniem jest islam, tak bardzo nie lubią katolików i różańca. Bo katolicy mają wychowanie oparte na miłości matki i ogólnie na miłości, mają różaniec, mają Matkę Boską. I jeśli katolik miał kłopot w dzieciństwie i brakowało mu tej matczynej miłości, to zawsze może te braki emocjonalne uzupełnić poprzez relację z Matką Boską. Ani kultura semicka ani arabska, ani żadna inna nie wypracowała takiego mechanizmu. Ja osobiście uważam go za bardzo potrzebny.

Jako zwykłym ludziom mógłbym nawet im współczuć, ale kiedy się patrzę na ową elitę wykształconą na uczelniach zachodnich – niektórzy mają nawet doktoraty i profesury – na tych, którzy twierdzą, że Bogu można nadać imię, że pod stołem Allah nie widzi i można pić alkohol lub robić inne rzeczy sprzeczne z ich religią. Kiedy myślą, że można przechytrzyć Boga. Kiedy na to wszystko patrzę w XXI wieku i widzę, że żaden z nich nie miał odwagi wprowadzić zdobytej wiedzy i nowych zmian w krajach, z których pochodzą, a zdobyta nauka służy im jedynie do zarządzania “ciemnotą”, to chętnie wziąłbym tego pruskiego albo słowiańskiego bata i zdzielił im przez grzbiety i zagnał do roboty w polu albo na pastwisku do wypasania bydła razem z pozostałymi pastuchami w ich krajach, bo całe te lata nauki nic a nic im nie dały.

I przychodzi kolejny epizod XXI wieku. Polska odzyskuje rząd, którzy mimo swoich wielu błędów – nie będą za dużo o tym pisał, bo są już od tego inni i robią to całkiem dobrze – zaczyna dbać o interesy Polski i Polaków. Narusza to układy ustalone po II wojnie światowej, narusza układy nawet po 1989 roku, narusza układ biznesu opartego na czerpaniu haraczy na bazie Holokaustu. Pomijam fakt, że żadne odszkodowania Izraelowi się nie należą, ponieważ ofiary Holokaustu, to po pierwsze Polacy, a po drugie jeśli już chodzi o samych Semitów, to ofiary II wojny światowej z tego obszaru pochodziły z innej grupy etnicznej, a po trzecie były to w większości ofiary, nad którymi znęcali się i których wydawali i sprzedawali ci, którzy ten właśnie Izrael następnie tworzyli. Innymi słowy, kat upomina się o to, żeby pobrać odszkodowanie za ofiarę, którą sam gnębił i skazał na śmierć. Prawda, że czysta paranoja?!

I cały ten przemysł wyłudzeń i haraczy, wyglądający jak rodem z filmów o włoskiej czy rosyjskiej mafii, albo islamskiej – bo oni też chcą haraczu, żeby “zapewnić bezpieczeństwo” tym, którymi podobno mają się “opiekować” – zaczął im się ostatecznie wymykać spod kontroli.

Na szczęście epoka typowych trepów w polityce Zachodu już jakiś czas temu już się skończyła. Żołnierz na powrót stał się kimś do wykonywania rozkazów. I bardzo dobrze. A to, co było szczytem możliwości w latach 60/70-ych XX wieku, dzisiaj jest dobrym scenariuszem do filmu z serii “zabili go i uciekł”. W cywilizacji współczesnej, nie ma już miejsca na osiłków udających inteligentów. Dzisiaj mafia, jeśli chce przeżyć, musi robić doktoraty i zakładać legalne lub prawie legalne biznesy. Trzeba się przecież dostosować do zmieniających się warunków.

Ktoś jednak nie dostosował się. Morale dotowania sztucznego państwa też osłabło, a utrzymywanie go jedynie dla rosyjskich burdeli, zupełnie przestało być opłacalne. Współobywatele w Stanach, którzy już się dorobili pokaźnych majątków, nie chcą się już nimi dzielić, żeby utrzymywać ów kraj. Jedyne na co ich stać to, do czego byli przyzwyczajeni od lat, to wyłudzanie haraczy. Od Niemiec wyciągnęli już tyle, że po wieki wieków będzie to dla nich kraj najlepszy na świecie. Od USA też wyciągnęli wystarczająco dużo i się to skończyło. Ukraina jest za słaba gospodarczo i nie wydoli takich obciążeń finansowych, więc należało zaatakować Polskę. Ale tu napotkali opór i myślą, że pójdzie im tak samo, jak z Niemcami, USA i nawet Szwajcarią. Że będzie to tak proste, jak nakręcenie filmu w Holywood. No chyba im tak nie pójdzie i nie będzie takie proste. A jeśli nie pójdzie, to skąd wezmą pieniądze na utrzymanie?

Co prawda Milton Friedman twierdził, że utrzymywanie przez społeczeństwo pewnej grupy darmozjadów jest korzystne społecznie, ponieważ kiedy otrzymują pieniądze od innych, to zajmują się wydawaniem tych pieniędzy i łatwym życiem i nie mają czasu, żeby myśleć o jakichś rozróbach i innych głupotach. Odnoszę jednak wrażenie, że poziom i zakres tego pasożytowania w niektórych społeczeństwach znacznie już przekroczył pewne granice. I czas z tym skończyć!

Przez zadzieranie z każdym, skrajny egocentryzm i nieustanne wysuwanie roszczeń, wmawianie każdemu “swojego nieszczęścia w Holokauście” zaczęli już tracić sojuszników po kolei, jednego po drugim. Kraje i ludzie mają już tego najzwyczajniej dosyć. ONZ określiło Izrael jako najbardziej rasistowski kraj na świecie, Turcja jako kraj terrorystyczny. Powoli dołączają kolejne kraje i organizacje.

Tak dla przykładu, gospodarka Izraela z wieloma krajami opiera się na sprzedaży w jedną stroną, z Izraela na zewnątrz oczywiście, jak na przykład do tej pory z Polską. Załóżmy hipotetycznie, że kilka krajów zerwie stosunki dyplomatyczne i zaprzestanie handlu z Izraelem, to wystarczy nawet bardzo krótki okres czasu, żeby finansowanie kraju padło. Jaki będzie najbardziej prawdopodobny tego efekt? Żadne państwo bez funduszy nie istnieje. Jeśli to potrwa jakiś czas, to sąsiedzi, którzy doświadczyli już bardzo wiele zła od Izraela, z przyjemnością na chwilę połączą siły i zmiotą Izrael z powierzchni ziemi, a Stanom, Chinom czy Rosji nie będzie to bynajmniej przeszkadzało. Tak moim zdaniem będzie właśnie mógł wyglądać koniec Izraela. I to może się zdarzyć nawet już w niedługiej przyszłości.

Ponadto, cały ten galimatias z Holokaustem, psuje opinię nawet Niemcom, Rosji, a nawet samym naganiaczom kasy zlokalizowanym w USA i nie tylko. Za chwilę może to zacząć psuć też opinię USA, bo stamtąd poszły pożyczki dla III Rzeszy Niemieckiej i to właśnie USA wyszło na II wojnie światowej najlepiej. Za chwilę może się zrobić się koło tego taki bajzel, że nikomu najzwyczajniej nie będzie się opłacało tego kontynuować.

Za ile lat? Dzisiaj wszystko bardzo szybko się zmienia, więc naprawdę bardzo trudno to określić. Ale pewnie będzie tak, jak już wyżej napisałem. Koniec państwa Izrael. Pisał i mówił o tym pochodzący z Izraela, doradca dwóch prezydentów USA Henry Kissinger. Według niego, Izrael jest projektem państwa satelickiego i tymczasowego i do 2022 roku zniknie on z mapy.

Gdzie się zatem przeniosą owi „wybrańcy”? Osobiście uważam, że na szczęście nie do Polski. Tak właśnie uważam. Mam już swoich faworytów, ale o tym może innym razem. Pewnie niektórzy z Państwa myślicie, że to futurystyka. Ale kto by 10 lat temu pomyślał o zalewie Europy przez imigrantów albo o tym, że Polska się postawi Unii Europejskiej i PO/PSL przegra wybory? Albo o konflikcie Polsko-Izraelskim? Albo, że Wielka Brytania wyjdzie z Unii, a Polska nie wejdzie do strefy Euro? A kto wreszcie 10 lat temu pomyślałby o napaści i zajęciu Krymu przez Rosję?!

Oczywiście to wszystko mnie także wydaje się nieco futurystyczne i jest to jeden w wielu możliwych scenariuszy. Osobiście jednak myślę, że całkiem możliwy.