– Proponuję spróbować się utrzymać w Warszawie za 6,5 tys. zł na rękę i dietę 2,5 tys. zł – powiedział Interii Marcin Kulasek, sekretarz generalny SLD zapytany o życie w hotelu sejmowym. Jego zdaniem, poselski budżet jest mocno obciążony, choćby ze względu na brak aneksów kuchennych w Domu Poselskim.

Jak dotąd o hotelu dla posłów i senatorów było głośno ze względu na huczne imprezy, prostytutki i alkohol, który niegdyś lał się tam strumieniami. Faktem jest, że w słynnym barze „Za Kratą” wciąż można napić się wódki czy zamówić piwo. Jeszcze niedawno kieliszek gorzałki kosztował tyle samo, co kufel złocistego trunku, czyli 7 zł.

Posłowie, z którymi rozmawiamy, twierdzą jednak, że balangi to już przeszłość. – Czasy legendarnych imprez w pokojach hotelowych chyba się już dawno skończyły. Mieszkam w Domu Poselskim osiem lat i nie przypominam sobie żadnych hucznych zabaw – mówi nam Borys Budka, przewodniczący klubu PO-KO. – Przez cztery lata wypiłem tam ledwie dwa piwa – zarzeka się z kolei polityk PiS, który pragnie zachować anonimowość.

Prawie wszyscy nasi rozmówcy utyskują na warunki, które panują w hotelu dla posłów i senatorów. I trudno się dziwić. Nie jest tajemnicą, że Kancelaria Sejmu planuje remont, a nawet wyburzenie budynku. Jak pisała „Rzeczpospolita”, wybudowanie nowego Domu Poselskiego mogłoby potrwać pięć lat. Koszt takiej operacji to 215 mln zł. Nieco tańszy byłby remont wyceniany na 189 mln zł.

– Obecnie nie ma rozwiązań dotyczących remontu w Domu Poselskim, które przyjęłaby Kancelaria Sejmu – twierdzi Centrum Informacyjne Sejmu. Nieoficjalnie mówi się, że budynek powinien zostać zburzony, bo ze względu na wieloletni brak remontów jest w opłakanym stanie.

Meble z czasów Gierka

Marcin Kulasek po raz pierwszy został posłem po ostatnich wyborach. Kiedy zapytaliśmy go, czy nowi parlamentarzyści są pod wrażeniem hotelu poselskiego, odpowiedział: – Meble pamiętają późnego Gierka, jest ciasno. Część ma wyremontowane łazienki z prysznicem, część wciąż dysponuje starymi wannami.

Pokoje faktycznie nie są duże. Jak mówi nam Katarzyna Lubnauer z PO-KO, mniejsze mają 12 mkw, zaś większe niecałe 15 mkw. Była szefowa Nowoczesnej przeprowadziła się. Teraz ma o 2,5 mkw więcej. – Jednak chodzi o ten sam standard, co we wszystkich pokojach w Domu Poselskim – podkreśla Lubnauer. – Słyszałem już legendy o tym, że mieszkamy w wielkich luksusach. Nie wiem, czy hotel poselski dostałby jakieś gwiazdki – dodaje Budka.

Nasi rozmówcy chwalą jednak porządek, utrzymywany w Domu Poselskim. Jak mówią, zawsze jest czysto, a pościel i ręczniki są świeże. – Dobrze się mieszka. Pokój schludny, ściany czyste. Wszystko działa. Szafki się otwierają i zamykają – zachwala Interii Jakub Kulesza z Konfederacji.

Nie bez znaczenia jest fakt, że o każdej porze z hotelu można dostać się do Sejmu specjalnym łącznikiem i nie trzeba nawet wychodzić na dwór. Do dyspozycji polityków są także bar, basen, sauna, siłownia oraz kaplica. Nad tym, żeby wszystko działało jak trzeba, czuwa zaś 52 pracowników. To ratownik, recepcjonista czy inspektor pięter.

Ciężko się wyżywić

Chociaż nad bezpieczeństwem i wygodą posłów czuwa liczny personel, nie tylko wyposażenie pokoi jest problemem. W miejscu, gdzie za noclegi polityków płacimy miesięcznie ponad pół miliona złotych, brakuje aneksów kuchennych.

– W pokoju mogę zrobić sobie jedynie herbatę, poza tym muszę stołować się na mieście (…). To są wszystko koszty. Gdybym chciał sobie zrobić śniadanie, to mam to utrudnione. Nie mogę sobie ani podgrzać parówki, ani usmażyć jajecznicy, bo nie ma gdzie – mówi nam Kulasek. – Proponuję spróbować się utrzymać w Warszawie za 6,5 tys. zł na rękę, plus dieta 2,5 tys. zł – dodaje polityk SLD.

W rozmowie z posłem przypominamy, że parlamentarzystom przysługuje także ryczałt na wynajęcie mieszkania. Wynosi 2,5 tys. zł, czyli tyle samo, co zakwaterowanie w hotelu sejmowym przez cały miesiąc. – Da radę wynająć za to kawalerkę, oczywiście. Trzeba jednak wziąć pod uwagę nocne głosowania, liczbę posiedzeń komisji: posłowie zapisywali się do kilku, bo chcieli pracować. Nie chcemy być figurantami – podkreśla Kulasek.

Jak dowiedziała się Interia, jeszcze 11 listopada w hotelu poselskim było zakwaterowanych 231 posłów. Obecnie mieszka tam 214 posłów, więc koszt ich miesięcznego zakwaterowania wynosi formalnie 535 tys. zł. Do tego trzeba doliczyć rodziny polityków, które nie płacą za noclegi w Domu Poselskim. Z szacunków tvn24bis.pl wynika, że rocznie ich pobyt był warty od 350 tys. do 1,5 mln zł.